Zapraszamy panią serdecznie do pracy, może w przyszłym roku, a może nigdy?

Stali blogowi czytelnicy wiedzą doskonale, że większość poruszanych przeze mnie tematów ma wydźwięk pozytywny. Nie raz i nie dwa pisałem o sukcesach naszych sportowców, nowinkach technologicznych czy odkryciach mogących poprawić zdrowie i jakość życia człowieka.

Czasami jednak absurdalna rzeczywistość przypomina o sobie z taką mocą, że nie pozostaje nic innego jak opisać bulwersującą sytuację i liczyć na pozytywną reakcję z waszej strony drodzy czytelnicy. Oto bowiem moja niewidoma koleżanka Ewa Domańska od ładnych kilku miesięcy poszukująca pracy chodzi od Annasza do Kajfasza od urzędu do urzędu bez żadnego rezultatu. Ktoś z was powie może, że to błahy temat, a takich jak ona są tysiące, a może nawet miliony. Problem jednak w tym wypadku polega na tym, że Ewa nie może znaleźć pracy nie z powodu braku kwalifikacji, wygórowanych wymagań finansowych czy innych tego typu przyczyn. Jedyną przeszkodą, która zamyka jej wszystkie drzwi jest niepełnosprawność. Dzisiaj o godzinie siedemnastej w artykule poświęconym ustawie antydyskryminacyjnej przeczytacie o tym, że podobne praktyki są w świetle obowiązujących przepisów prawa są niedopuszczalne.

Prawo jednak swoje, a życie swoje. Ewa jest osobą bardzo dobrze wykształconą. Biegle zna dwa języki obce, angielski i niemiecki. Ukończyła dwa kierunki studiów ,dziennikarstwo i edukację artystyczną w zakresie sztuki muzycznej. Przez kilka miesięcy prowadziła w radiu własną audycję muzyczną poświęconą muzyce jazzowej. Jest autorką kilku artykułów naukowych na temat rozwoju muzycznego i artystycznego dzieci. Pracowała także w jednej z firm jako specjalistka do spraw marketingu sprzedaży i administracji. Jest autorką podręcznika do nauki Braila. W swoim dotychczasowy życiu zawodowym pozyskiwała już środki europejskie i przekonywała do współpracy sponsorów.

Wszystkie te osiągnięcia okazały się być jednak zupełnie nic nie znaczące przy spotkaniu z urzędnikami których głównym zadaniem jest pomoc ludziom w poszukiwaniu pracy. Ewa samodzielnie przedstawiła im listę instytucji i fundacji z którymi gotowa była podjąć współpracę. Prosiła o pomoc w nawiązaniu kontaktu i zorganizowaniu spotkania. W odpowiedzi usłyszała:

”Proszę zostawić nam papiery i przyjść za trzy tygodnie”.

Nie muszę chyba dodawać, że po upływie tego czasu sprawa nie posunęła nawet o krok do przodu. Postawmy zatem pytanie w czym leży problem. Przecież do urzędów pośrednictwa pracy nie zgłaszają się wyłącznie ludzie potrzebujący. Drobni przedsiębiorcy poszukujący pracowników również zostawiają urzędnikom oferty. Dlaczego zatem znalezienie zatrudnienia graniczy z cudem? Dzieje się tak ze względu na niezwykłą bierność pracowników urzędów w całej Polsce bo wyjątki od tej reguły są bardzo nieliczne. Specjalista od poszukiwania pracy po przyjęciu dokumentów uznaje swoją rolę za wypełnioną. Nic więcej go nie interesuje. Nie podejmuje żadnych aktywnych działań takich jak jego koledzy z wielu krajów Europy zachodniej gdzie każdy doradca zawodowy ma pod opieką konkretne osoby i jego praca zależy od skuteczności w znajdowaniu im zajęcia.

W Polsce urzędnik na pełnym etacie ,który jest rarytasem niedostępnym dla większości społeczeństwa prezentuje postawę ,którą już w latach trzydziestych opisywał Antoni Słonimski w niezwykle interesujących i dowcipnych kronikach tygodniowych. Oto krótki cytat zaczerpnięty z jednej z kronik:

”Zgłosiłem się do kasy miejskiej z tak zwaną asygnatą. Było to honorarium za przekład sztuki, której praw autorskich jak; się później okazało teatry miejskie nie nabyły, a które to prawa jak i inny przekład sztuki miał już Szyfman. Kasjer obejrzał asygnatę wypił szklaneczkę herbaty, zapalił papierosa i spytał mnie dlaczego z tą asygnatą przyszedłem akurat dzisiaj? Nie umiałem na to odpowiedzieć. Spytałem czy pan może dzisiaj wypłacić? Kasjer odpowiedział mogę, ale dlaczego mam panu wypłacić dzisiaj a nie jutro? A dlaczego ma mi san zapłacić jutro a nie dzisiaj?-ośmieliłem się zapytać pijącego już trzecią szklankę herbaty kasjera. To niech pan przyjdzie pojutrze-odpowiedział kasjer i zamknął dyskusję i okienko kasy.”

Jakże bliskie są doświadczenia Słonimskiego sprzed ponad osiemdziesięciu lat przeżyciom jakie fundują dzisiejsi urzędnicy współczesnym petentom. Może dlatego, że w dwudziestym wieku dwa razy odzyskiwaliśmy niepodległość i dwukrotnie musimy się uczyć jako społeczeństwo wszystkiego od początku. Ogromnym problemem jest też urzędnicza nie wiedza. Nie może bowiem skutecznie rozmawiać z potencjalnym pracodawcą człowiek, który nie wie jak osoba niewidoma obsługuje komputer , w jaki sposób korzysta z telefonu czy jak się porusza. Nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi na te pytania i będąc zbyt leniwy żeby zapytać woli zamieść sprawę pod dywan. Tego rodzaju pomoc z pewnością nigdy nie przyczyni się do rozwiązania problemu bezrobocia wśród niepełnosprawnych.

Dlatego w dzisiejszym wpisie zwracam się do was moi dobrze wykształceni czytelnicy, którzy wczytując się w te słowa macie namacalny dowód na to że niewidomi wiedzą co to jest komputer, potrafią myśleć i tworzą nawet całkiem niezłe artykuły. Proszę was o pomoc dla Ewy, za której kompetencję, i umiejętności ręczę własnym słowem. Jeśli poszukujecie w szkole człowieka z uprawnieniami do nauczania dzieci muzyki, jeśli chcielibyście wprowadzić do swojej ramówki ciekawe audycje muzyczne to właśnie ona jest najlepszą kandydatką jaką moglibyście znaleźć. Zachęcam was do pisania w tej sprawie na blogowego maila i umieszczania komentarzy. Jeśli bowiem państwo okazuje się niewydolne może uda się zrobić coś siłą obywatelskiego pospolitego ruszenia. W innym przypadku dziewczynie nie pozostanie nic więcej jak wyjechać za granicę. A czy naprawdę stać nas na ciągłe wysyłanie do innych państw młodych i świetnie wykształconych obywateli.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.