Portret Izy Sopalskiej siedzącej na wózku.

Wojowniczka o Warszawę bez barier

Utalentowana zawodniczka rugby, fotomodelka, miłośniczka tatuaży, bezwzględna likwidatorka barier architektonicznych, postrach urzędników miejskich, a przede wszystkim słynna blogerka. Wszystkie te cechy łączy w sobie Iza Sopalska – autorka popularnego bloga „Kulawa Warszawa”.

Izę Sopalską spotykam w przyjemnej kafejce tuż obok Muzeum Narodowego. Jeszcze przed chwilą wspólnie z Maciejem Augustyniakiem, twórcą fundacji Polska Bez Barier prowadzili tam szkolenie dla pracowników. Najważniejsze jest uświadamiać ludzi – opowiada mi z pasją Maciek –przełamywać ich bariery mentalne. Jeśli będą rozumieli dlaczego potrzebujemy pochylni, dostosowanych toalet czy wind, to prędzej czy później one się pojawią.

W duchu przyznaję Maćkowi rację, gdyż od dawna uważam, że podstawą wszelkich zmian jest wiedza. Dlatego jestem pełen podziwu dla roboty, którą wspólnie z Izą wykonują już od kilku lat. Dziś jednak interesuje mnie przede wszystkim, sukces jaki Iza osiągnęła prowadząc bloga. Niemal 3 tysiące fanów na facebooku, liczne udane interwencje, od podstaw zbudowana rozpoznawalność. Wszystko to budzi ogromny szacunek i prowokuje do pytania jaki był pomysł Izy na bloga.

Dlaczego postanowiłaś zająć się sprawą barier architektonicznych?

Na pomysł zrobienia czegoś z faktem, że Warszawa jest delikatnie mówiąc mało dostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnością ruchową wpadłam przy moście Gdańskim. Wtedy poruszałam się jeszcze o kulach i gdy przyjechałam tam tramwajem nie mogłam z zejść z mostu. Schody z jednej strony były bez barierek, a z drugiej kręcone, więc pokonanie ich zajęło mi dobre pół godziny. Strasznie mnie to zirytowało i zadałam sobie pytanie w jaki sposób mogliby zejść z niego ludzie na wózkach? Odpowiedź była oczywista. To w tej chwili jest niemożliwe. Stwierdziłam, że będę wysyłać pisma do odpowiednich urzędników miejskich i może uda się poprawić dostępność miasta. Moja siostra wpadła na pomysł, że będę skuteczniejsza jeśli zacznę prowadzić bloga i opisywać bariery jakie spotykam na co dzień. W ten sposób powstał pomysł na Kulawą Warszawę.

Dziś wiemy już że masz liczną grupę wiernych czytelników. A z jakimi reakcjami ludzi spotykałaś się na początku? Czy problemy które opisywałaś w ogóle wzbudzały jakieś emocje?

Muszę przyznać, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ mnóstwo osób nieznajomych, można powiedzieć tak zwanych obserwatorów z boku, zareagowało bardzo pozytywnie. Urzędnicy, do których wysyłałam pisma już tacy pełni entuzjazmu nie byli, ale z czasem coraz więcej i coraz częściej udawało się załatwić.

Ja cieszę się z każdej małej rzeczy. Każdy obniżony krawężnik, każda zmiana wprowadzona dzięki temu, że ją zauważyłam i zgłosiłam problem sprawia mi dużą satysfakcję.

Nie udało mi się jeszcze osiągnąć spektakularnego sukcesu, w postaci na przykład zamontowania windy w jakimś niedostosowanym miejscu. Maciek nawet żartował ze mnie, że jestem głównie od krawężników i toalet niewątpliwie. Chyba jednak nie wszyscy tak to widzą – uśmiecha się Iza, ponieważ Kulawa Warszawa otrzymała nagrodę od miasta stołecznego Warszawy za zasługi w zmienianiu przestrzeni miejskiej. To wyróżnienie jest dla mnie takim symbolicznym podkreśleniem, że moja walka jest jednak coś warta. Z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej jest się upierdliwym, im więcej pism się wysyła, im więcej odbędzie się spotkań z urzędnikami tym więcej można zdziałać w mieście, a po trzech latach zajmowania się tymi sprawami jestem już naprawdę zahartowana w bojach.

Jaki jest poziom świadomości ludzi z którymi rozmawiasz? Czy oni rozumieją o jakie bariery ci chodzi i po co je w ogóle usuwać?

Dzisiaj ta świadomość jest na pewno większa niż jeszcze kilka lat temu, ale wciąż trzeba nad tym pracować. Osobiście uważam, że likwidacja barier to powinien być priorytet, bo dotyczą one wszystkich ludzi i utrudniają im życie. W momencie na przykład gdy urodzi nam się dzieciak i trzeba z nim w wózku wyjść załatwić jakieś sprawy uświadamiamy sobie, że miasto jest pełne przeszkód. Schody, wysokie krawężniki, brak pochylni, niedziałające windy powodują że część przejść i budynków staje się niedostępna nawet dla osoby sprawnej, a więc ona również korzysta na likwidacji barier architektonicznych. Udogodnienia nie dotyczą więc tych statystycznych 12 czy 15 procent osób w Polsce, tylko każdy z nas w którymś momencie życia tych udogodnień potrzebuje.

Kiedy zaczęła się u ciebie choroba, a wraz z nią przechodzenie z fazy pełnej sprawności do kul i na wózek?

Kiedy miałam 19 lat dowiedziałam się, że prawdopodobnie jestem chora na stwardnienie rozsiane. Po kilku latach nastąpił tak zwany drugi rzut, co tylko potwierdziło prognozy lekarzy i pół roku po stuprocentowej diagnozie już zaczęłam mieć problemy z chodzeniem. Wszystko to jednak nie było dla mnie jakoś super przerażające. Z tym, że jestem chora pogodziłam się w ciągu jakiś trzech godzin, w nocy wypaliłam pół paczki fajek i było super. Rodzina na pewno stresowała się bardziej ode mnie, ale to jest zrozumiałe. Nikt nie chce przecież żeby dziecko było chore lub nabyło jakąś niepełnosprawność, jednak w tym momencie nawet moi bliscy są już bardziej pogodzeni z sytuacją i kiedy przychodzi kolejny rzut, to nie ma rozpaczy tylko spokojne stwierdzenie, że teraz muszę iść do szpitala i jakoś dać radę. Osoby obce reagują bardzo różnie. Jedni się uśmiechają i podziwiają, inni są przerażeni i uciekają na drugą stronę ulicy. Bardzo żałuję tego, że osoby z jakąkolwiek niepełnosprawnością nie wzbudzają w ludziach uczuć neutralnych. Ludzie nie myślą – ładna dziewczyna, przystojny facet, mądry człowiek tylko od razu budzą się w nich skrajne uczucia typu strach, litość czy podziw. Z drugiej jednak strony czasami kiedy ktoś podchodzi do mnie na ulicy i mówi, że jestem superekstra i strasznie podoba mu się to co robię to miło jest tego posłuchać.

Widniejesz na plakacie na którym osoba poruszająca się na wózku zwraca się do człowieka pomagającego jej wsiąść do autobusu: „dziękuję, że zapytałeś czy mi pomóc”. Dlaczego zdecydowałaś się sformułować tą informację właśnie w ten sposób?

Rzeczywiście zostałam zaproszona do wzięcia udziału w kampanii gdzie na plakacie pod moim zdjęciem miało być napisane „dziękuję że pomogłeś mi wsiąść”. Pomyślałam sobie, że zdjęcia zdjęciami, mogę dać je sobie zrobić ale nie wyrażam zgody na to, żeby pod moim zdjęciem widniał taki napis, dlatego, że teraz wszyscy będą nagle łapać za wózek i wrzucać ludzi do autobusu. Stwierdziłam, że najważniejsze jest zwrócenie uwagi, żeby zapytali czy osoba na wózku potrzebuje pomocy. Ja na przykład bardzo rzadko potrzebuję pomocy w komunikacji miejskiej, ale jeśli faktycznie czuję, że pomoc jest mi potrzebna i taka osoba mnie zapyta, to będę miała szansę wyjaśnić jak to należy zrobić. Wtedy jest dużo łatwiej milej i przyjemniej i każdy z uśmiechem wsiada i wysiada z autobusu.

Twoje życie to jednak nie tylko walka o bardziej dostępne miasto, prowadzenie szkoleń czy występowanie na plakatach. Jesteś podobno bardzo utalentowaną zawodniczką w rugby na wózkach. Jak wygląda ta gra? Nie boisz się ostrych starć czy kontuzji?

Rugby to moja wielka pasja. Zasady gry nie są takie proste i czasami mam wrażenie, że nawet część zawodników nie ma o wszystkich pojęcia, z resztą tak jak ja. Boisko wielkością przypomina to do koszykówki, a piłka wygląda tak jak ta używana w siatkówce. Generalnie pomieszanie z poplątaniem. Gramy w czteroosobowych drużynach, a najważniejszym celem jak w każdym sporcie jest to żeby zdobyć punkt i rozwalić drużynę przeciwną. Wózki do gry różnią się zasadniczo od tych, których używamy codziennie. Są mocno obudowane z każdej strony, siedzimy w nich dużo niżej, a cała ich konstrukcja pomyślana jest tak, żeby można było uniknąć upadku. Ale upadki jak to na boisku i tak się zdarzają. Niektóre wózki zawodników mają na przedzie specjalne dyszle żeby zatrzymywać przeciwników.

Wiesz Filip, Iza akurat nie ma dyszla – ożywia się nieoczekiwanie Maciek – bo jest jedną z najlepszych zawodniczek i to reszta drużyny ma jej pomóc dostać się na połowę przeciwnika i zdobyć punkt. Wiesz, tak jak we wszystkich innych dyscyplinach zespół pracuje na gwiazdę.

Widać, że uwaga Maćka sprawia Izie przyjemność kontynuując jednak odpowiedź na moje pytanie dodaje: kontuzje się oczywiście zdarzają. Najczęściej są to połamane lub wybite palce.

A jak radzisz sobie z wyjątkowo brutalnymi akcjami?

Nie przesadzajmy z tą brutalnością. Gra jest bardzo dynamiczna, często się ze sobą zderzamy chociaż zasada jest taka, że nie możesz dotknąć ani ciała, ani wózka przeciwnika. Pozostaje ci więc manewrowanie własnym sprzętem w taki sposób, aby przewrócić rywala albo odebrać mu piłkę. Jedynym sposobem żeby radzić sobie z atakiem jest dobra technika.

Wracając jeszcze do tematu przestrzeni miejskiej, jak oceniasz zmiany jakie zaszły w Warszawie. Czy to jest proces dynamiczny?

Porównałabym to raczej do ewolucji niż rewolucji. Stopniowo i powoli zmienia się rzeczywistość. Na pewno ważne jest, żebyśmy nie zapominali o dobrych praktykach, bo bardzo często nie musimy wywarzać już otwartych drzwi. Na przykład toaleta, która w polskim prawie opisana jest bardzo marnie. Przestrzeń manewrowa metr pięćdziesiąt na metr pięćdziesiąt, szerokość drzwi 90 centymetrów, a reszta ma być dostosowana. Pod to dostosowanie każdy może podłożyć sobie dowolne treści. Wszystkie elementy powinny być na tyle dobrze opisane, żeby nie pozostawiać wątpliwości. Najbardziej irytuje mnie to, kiedy w super dostosowanej toalecie ja w lustrze widzę tylko swoje czoło. Zdarzają się i inne absurdy. Kiedy barierki, które powinny być przymocowane do ściany jakiś geniusz przymocowuje do podłogi, całkowicie blokując w ten sposób możliwość transferu z wózka na toaletę.

Czy Warszawa jest miastem, w którym chciałabyś mieszkać stałe? A może jest jakieś inne miasto w Polsce lepiej przystosowane albo zagranicą?

To strasznie trudne pytanie. Kocham Warszawę. Przeprowadziłam się tu jak miałam sześć lat i nie wyobrażam sobie życia w innym kraju i innym mieście, chociaż czasami mam takie myśli. Na przykład, kiedyś jeszcze na chodziaka chciałam wyprowadzić się do Berlina. Wydawało mi się, że kiedy przyjdzie ten moment, że przestanę chodzić to właśnie tam będzie mi świetnie, ale tak naprawdę nie znam miasta bez barier.

Wydaje mi się, że wszędzie jakieś bariery występują więc ja chciałabym po prostu, żeby Warszawa się poprawiała i było coraz lepiej. Dobrym przykładem dla Warszawy mogłaby być na przykład Gdynia, w której obowiązują standardy dostępności, według których trzeba projektować nową przestrzeń publiczną.

Standardy regulują na przykład wysokość krawężnika, który może mieć maksymalnie 2 centymetry, a na gdyńskich plażach mają być dla wózkowiczów robione utwardzenia.

Podobno kiedyś w autobusie pasażer zarzucił ci, że tylko udajesz osobę niepełnosprawną?

Tak to była dość zabawna sytuacja. Jechałam wtedy z koleżankami, a ponieważ nie wyglądam jak stereotypowa osoba niepełnosprawna, jestem wytatuowana, mam kolczyki na twarzy i tunele w uszach bardzo wiele osób nie wierzy że na co dzień poruszam się na wózku. Do autobusu wszedł jakiś facet i zaczął krzyczeć na cały autobus, że to niemożliwe żebyśmy były niepełnosprawne, że udajemy, robimy reklamę wózków i naśmiewamy się z nieszczęścia innych osób. My jesteśmy dość charakterystyczne. Każda z nas dba o wygląd i własny wizerunek więc być może po prostu panu się nie mieściło w głowie, że ładne dziewczyny też mogą nie chodzić. Pośmiałyśmy się z tego trochę i powiedziałam mu żeby się zastanowił zanim powie jakąś głupotę bo to aż śmieszne. Niepełnosprawność nie jest dla mnie czymś co mnie określa. Cieszę się życiem. Działam spontanicznie. Razem z Maćkiem podejmujemy masę inicjatyw także w interesie osób niewidomych i niesłyszących. Ostatnio na przykład na portalu „Otwarta Warszawa” pojawiło się pytanie jak włączyć w życie kulturalno – społeczne Warszawy osoby niesłyszące. Przy każdej reklamie, informacji, zapowiedzi jakiegoś wydarzenia mogłoby się przecież pojawić pytanie w stylu „drogi gościu jeśli potrzebujesz specjalnych udogodnień, np. tłumacz języka migowego, czy pętla indukcyjna, audiodeskrypcja, asysta przy wejściu, daj nam znać trzy dni wcześniej. Postaramy się to zorganizować”. Osiągnęłam tyle, że więcej osób zwraca uwagę na ten problem i może za jakiś czas doczekamy się tych rozwiązań, a przecież w tym wszystkim chodzi o to żeby każdemu w naszym mieście żyło się jak najlepiej.

fot. Justyna Lenart Paprica

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.