Zdjęcie przedstawia drużynę niewidzących piłkarzy reprezentacji Polski.

Niewidomi naśladowcy Lewandowskiego

„Kiedy wiele lat temu zaczynałem pracę z młodzieżą w ośrodku dla niewidomych we Wrocławiu, piłka nożna była dyscypliną zakazaną. Nikt z nas nie znał zasad blind footballu, za to wszyscy baliśmy się, że jest to sport zbyt niebezpieczny i kontuzjogenny. W tym roku w sierpniu jedziemy na mistrzostwa Europy do Anglii walczyć z najlepszymi i to jest wielki sukces, który udało nam się osiągnąć dzięki wspólnej pracy” – opowiada Lubomir Prask, trener piłkarskiej reprezentacji Polski.

Gdy w sobotnie popołudnie spotykam trenera Praska w siedzibie Polskiego Związku Niewidomych tryska energią i dobrym humorem. Nie może być inaczej, jeśli prowadzona przez niego drużyna intensywnie szykuje się do wyjazdu na Mistrzostwa Europy, który stał się możliwy dzięki wsparciu Roberta Lewandowskiego, kapitana naszej kadry narodowej. Kiedy zadaję pytanie o to jak wyglądały początki blind footballu w Polsce Prask z entuzjazmem opowiada:

Po raz pierwszy usłyszałem o tej dyscyplinie w 2008 roku, kiedy to jeden z naszych paraolimpijczyków goszczący na turnieju piłki halowej pokazał nam futbolówkę z dzwoneczkami i zaczął opowiadać o tym, jak zagranicą niewidomi grają w piłkę nożną. Początkowo byłem pełen obaw.

Nikt z nas nie znał zasad tej gry. Baliśmy się też o zdrowie potencjalnych zawodników i początkowo sprawa umarła śmiercią naturalną. Na szczęście dwa lata później zadzwonił do mnie prezes Crossu pan Dukaczewski z pytaniem, czy nie chciałbym jednak zająć się tą dyscypliną. Jako że już od wielu lat pracowałem w ośrodku dla niewidomych we Wrocławiu i wprowadzałem tam różne nowe dziedziny sportu, podjąłem się i tego wyzwania. Pojechałem na trzy dni do Kolonii oglądać rozgrywki ligi niemieckiej, bo mają tam aż dziesięć drużyn. Przyjrzałem się nie tylko samemu meczowi, ale także metodom treningowym, a trener kadry naszych zachodnich sąsiadów zgodził się przyjechać do Polski i wprowadzić nas w tajniki tej gry. Startowaliśmy zupełnie od zera. Pierwsze treningi prowadziłem na sali gimnastycznej mając do dyspozycji piłki owinięte folią, a piłkarzy rekrutowałem spośród uczniów wrocławskiego ośrodka. Zresztą, żeby w ogóle usłyszeć dzwoniącą i toczącą się piłkę początkowo zawodnicy trenowali pojedynczo otoczeni przez solidną grupę osób, których zadaniem było nie dopuścić do tego, żeby piłkarz zrobił sobie krzywdę. Kiedy już udało nam się osiągnąć jako taki poziom, chcieliśmy przeprowadzić trening i rozegrać pierwszy oficjalny mecz. Musieliśmy jechać do Berlina, bo to było najbliższe miasto, w którym mogliśmy znaleźć boisko z zabezpieczającymi bandami. Dostaliśmy od Niemców osiem zero. To była mocna lekcja i szkoła życia, ale nauka nie poszła w las. Po półtora roku Berlińczycy, którzy świętowali stulecie własnego klubu zaprosili nas jako chłopców do bicia i muszę z dumą przyznać, że popsuliśmy im święto, bo tym razem to oni dostali baty. Od tej pory nie są tak skorzy żeby nas zapraszać – uśmiecha się trener.

Czy kiedy już zaczęliście odnosić sukcesy próbował pan zainteresować media swoją drużyną?

Oczywiście, że próbowałem. Wiadomo, że największy bum na piłkę nożną był w naszym kraju przed i w trakcie Euro 2012. W tym czasie mieliśmy w Polsce już dwie drużyny, moją Wrocławską i zespół z Chorzowa. UEFA zakupiła nam pierwsze porządne piłki i bandy zabezpieczające i przed ćwierć finałem Niemcy-Grecja w Gdańsku rozegraliśmy mecz pokazowy. Bandy ostatecznie się nie przydały ponieważ postanowiono, że zagramy nieco inaczej. Tylko środkiem, więcej akcji indywidualnych, mniej podań za to więcej strzałów. Taki mecz jest dla widzów bardziej atrakcyjny gdyż pada więcej goli, a zależało nam na tym żeby blind footballem zainteresować jak największą rzeszę kibiców. Mimo to, zainteresowanie mediów było niewielkie. Chcieliśmy jednak grać i trenować dalej. Jeździliśmy na różne turnieje, wygrywaliśmy i zdobywaliśmy punkty do oficjalnego rankingu. W 2014 roku zajmowaliśmy w nim 11 miejsce, a na Mistrzostwa Europy pojechać mogło tylko 10 pierwszych drużyn. Wyprzedzający nas w rankingu Czesi mieli jednak problemy organizacyjne i zrezygnowali z udziału. My bardzo chcieliśmy jechać i złożyliśmy wniosek do ministerstwa o dofinansowanie. W marcu tego roku dostaliśmy odpowiedź, że pieniędzy nie będzie i musiałem poinformować drużynę, że na turniej nie pojedziemy. Kiedy tylko przekazałem im tę wiadomość w całym zespole powstał bunt. Nasz bramkarz, Grzegorz Jakubowski, który w tej chwili jest menagerem drużyny oświadczył, że on na te mistrzostwa pojedzie niezależnie od wszystkiego. Zaczęliśmy więc walczyć o wsparcie finansowe i po naszym występie w TVN24 swoją pomoc zaoferował Robert Lewandowski. Wsparł nas naprawdę poważną kwotą, ale prosił żebym nie podawał jej publicznie. Dzięki niemu wiedzieliśmy, że na pewno pojedziemy.

Jaki wynik na mistrzostwach uznałby pan za sukces?

Jedziemy do Anglii bardzo zmotywowani i choć jesteśmy nowicjuszami na tak wielkiej imprezie chcemy walczyć o złoto.

Słowa trenera potwierdza także jeden z obrońców naszej kadry Adrian Słoninka: „Zrobimy wszystko żeby wygrać, a woli walki nam nie brakuje. Pamiętam, jak podczas jednego z meczów z Niemcami przeciwnik w brutalny sposób uderzył jednego z moich kolegów głową. Kiedy po chwili dopadłem go przy bandzie to przeleciał ładnych parę metrów” – dodaje Słoninka. „Rywalizacja w naszej grupie będzie na pewno ciekawa” – dodaje trener Prask. Gramy z Anglią, Włochami, Niemcami i Turcją. Wszystko to naprawdę silne ekipy, ale większość ekspertów mówi, że nasza grupa jest i tak tą słabszą, bo nie mamy w niej Francji i Hiszpanii. Nasza drużyna przed mistrzostwami została także bardzo wzmocniona dzięki nowej, silnej grupie piłkarzy z Krakowa. Dziś w kraju mamy już zdecydowanie więcej drużyn. W piłkę grają w Gdańsku, Bydgoszczy, Olsztynie czy Opolu i tylko Chorzów nam się niestety rozpadł.

Czy blind football różni się w jakiś zasadniczy sposób od footballu?

Istnieją istotne różnice. Gramy na mniejszym boisku, a bramki mają wielkość dwa na trzy, tak jak w piłce halowej. Gra się pięciu na pięciu, a jedynymi zawodnikami w drużynie, którzy nie mają zawiązanych oczu są bramkarze. Mogą oni jednak wychodzić jedynie dwa metry do przodu, a więc praktycznie nie grają na przedpolu. Mają prawo podpowiadać zawodnikom ze strefy obronnej, ale tylko wtedy gdy w niej znajduje się piłka. Na boisku wydzielone są jeszcze dwie inne strefy, środkowa i ataku. W strefie środkowej wskazówek zawodnikom może udzielać tylko trener stojący za bandami, a gdy piłka przechodzi do strefy ataku, odzywa się przewodnik stojący za bramką przeciwnika. Komunikacja jest więc rzeczą kluczową. Gra jest szybka, dynamiczna, a kontuzje się oczywiście zdarzają, mimo iż zawodnicy są zobowiązani krzyczeć słowo voy, hiszpańskie idę, gdy są przy piłce żeby dać sygnał innym gdzie aktualnie toczy się gra. Jedna z reguł przybliża blind football do koszykówki. Jeśli drużyna dopuści się czterech fauli w trakcie połowy, to za czwarty i każdy kolejny faul przeciwnik otrzymuje rzut karny wykonywany z ośmiu metrów.

Za faul uznaje się także sytuację, gdy zawodnik będący blisko piłki nie krzyknie voy. Po piątym indywidualnym faulu musi opuścić boisko zastąpiony przez kolegę z drużyny. Gra się dwa razy po 25 minut z 10 minutową przerwą.

W trakcie każdej połówki drużyna może wziąć jedno minutową przerwę. Ilość zmian zawodników jest nieograniczona. Ostatnie dwie minuty to czas rzeczywisty i przy każdej przerwie w grze zegar jest zatrzymywany.

Czego życzyć panu i pana drużynie na Mistrzostwach Europy?

Oczywiście zwycięstwa, ale także dobrej zabawy i emocji. Podglądałem ostatnio czterech z naszych rywali na igrzyskach niewidomych rozgrywanych w Seulu. Proszę sobie wyobrazić że tam turniej wygrała Argentyna, mimo iż na 37 sekund przed końcem Anglicy prowadzili jeden zero. Argentyńczycy w pół minuty zdobyli dwie bramki, jedną z gry, drugą po stałym fragmencie (po rzucie karnym za 4 faul). Takie mecze pamięta się długo i mam nadzieję, że my zagramy takich wiele. Oczywiście zwycięskich.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.