Zdjęcie przedstawia Michała Worocha oraz Marcina Kamińskiego siedząych na wózkach. Obok stoi samochód terenowy, przy którym leży pies.

Wielka wyprawa dwóch wózkowiczów po Ameryce Południowej

Przede mną roczna wyprawa po Ameryce Południowej. Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę słone jeziora-opowiada Michał Woroch kilka dni przed wyprawą życia.


Kiedy rozmawialiśmy kilka miesięcy temu, intensywnie przygotowywał się Pan do wyprawy. Czy teraz już wszystko jest zapięte na ostatni guzik?

W miniony poniedziałek wysłaliśmy nasz przystosowany samochód z Hamburga do Buenos Aires. Przygotowania można więc uznać za zakończone. Zajęły nam dużo więcej czasu niż planowaliśmy i pochłonęły olbrzymie środki. Żeby dwie osoby poruszające się na wózkach mogły prowadzić samochód, musieliśmy zamontować automatyczną skrzynię biegów, przystosować gaz i hamulec dokładając elektroserwohamulec i zamontować windy jedną, aby móc dostać się do auta, a drugą żeby móc wjechać na dach gdzie znajduje się nasz namiot fotograficzny. Wszystkie te innowacje rozrysowałem samodzielnie i po konsultacjach z ekspertami udało mi się zamontować wszystko zgodnie z projektem. Wszystko musi być niezawodne, więc np za silnik w windzie wjeżdżającej na dach robi mocna wyciągarka od quada. Dzięki niej po raz pierwszy od czternastu lat, bo tyle już poruszam się na wózku, znalazłem się dwa i pół metra nad ziemią.

W ramach przygotowań do wyprawy wspólnie z moim przyjacielem przeszliśmy serię szczepień przed chorobami tropikalnymi. Dużo środków pochłonęły też zapasy żywieniowe. Na przygotowania wydaliśmy sto trzydzieści tysięcy, więc na wydatki tam na miejscu niewiele już pozostało. Naszym głównym źródłem utrzymania będą zusowskie renty.

Czego spodziewa się pan po Ameryce południowej i którędy biegnie wasza trasa?

Tak jak wspominałem w wywiadzie kilka miesięcy temu, w wyprawie najbardziej kocham zmieniający się horyzont. Nie nastawiam się na słynne budowle czy tłumnie odwiedzane miejsca turystyczne. Zaczynamy od ziemi ognistej. Przejeżdżamy z punktu wysuniętego najdalej na południe. Chcemy dojechać aż do Kolumbii. Tam przesiadamy się na prom do Panamy i przejeżdżając całą Amerykę Środkową docieramy aż do Stanów zjednoczonych.

Istnieją jednak punkty, które bardzo chciałbym zobaczyć. Słone jeziora w Boliwii stanowią widok tak piękny, że każdy fotograf musi się w nich zakochać. Największy płaskowyż w Ameryce Południowej znajdujący się na wysokości 4 tysięcy sześciuset metrów cały pokryty solą. Jeśli spadnie choćby odrobina deszczu natychmiast powstaje idealnie płaska tafla wody. Ma się wrażenie jakby niebo odbijało się w ziemi. To bardzo widowiskowe, bo można doświadczyć odbicia wszystkiego we wszystkim.

Kolejnymi fascynującymi punktami są bardzo wysokie przełęcze peruwiańskie. Będzie to duże wyzwanie dla samochodu. Spróbujemy przedostać się przez Andy w stronę lasów tropikalnych. W peruwiańskich górach można zwiedzić piękne małe miejscowości i spotkać ludzi, którzy jeszcze nie są przesiąknięci turystyczną tandetą. Spotkanie z nimi to bardzo fascynujące przeżycie. Kocham te wszystkie niewielkie miasteczka i rozsiane na przestrzeni wielu kilometrów wioski. Czuję się tam znacznie bezpieczniejszy niż w dużych miastach.

Jeśli chodzi natomiast o lasy tropikalne to mnie ze względu na stan zdrowia ciężko będzie wyjść z samochodu i poruszać się tam na wózku. Nie oznacza to jednak, że zrezygnuję z przeżycia czegoś fantastycznego. Na szlaku umówieni jesteśmy z moim przyjacielem, który pomoże nam przesiąść się na łódkę i popłynąć wzdłuż rzeki Ukajali. Przyjaciel wspominał, że do lasów położonych w pobliżu rzeki trzeba się przyzwyczaić. Wszechobecne komary, potworny upał i wilgoć to duże wyzwania dla Europejczyka. Trzeba mieć jednak świadomość, że południowoamerykańskie dzieci chodzą codziennie do szkoły drogami biegnącymi wzdłuż lasów, więc jeżeli one sobie radzą to my tym bardziej powinniśmy.

Zmaganie się z ciężkimi warunkami to część wielkiej przygody. Musimy oczywiście na siebie uważać, bo w takim klimacie jakiekolwiek zranienie goi się zdecydowanie dłużej nawet kilkanaście dni. Cała wyprawa będzie z pewnością fascynująca, więc nie ma co z wyprzedzeniem zakładać wypadków kataklizmów czy mnożyć czarnych scenariuszy. Razem z Maćkiem jesteśmy naprawdę świetnie przygotowani. Już dziewiątego lecimy do Buenos Aires, a cała wyprawa może trwać nawet rok.

Nie brakuje nam niczego. W samochodzie wybudowaliśmy nawet super kuchnie. W miejscu tylnego koła zapasowego, które przerzuciliśmy na maskę, zbudowaliśmy sześcian, w którym znajdują się dwie maszynki do gotowania, garnki, patelnie i nasze zapasy ryżu i makaronu. Poza tym mamy zamiar gotować korzystając z produktów kupowanych na lokalnych bazarach. Dodatkowo zamontowaliśmy 45 litrowy zbiornik na wodę, który na bieżąco będziemy tankować wodą mineralną. Nie zapomnieliśmy o niczym. Najwyższy więc czas ruszać w drogę.

Gdzie będzie można śledzić relacje z wyprawy?

Zapraszam serdecznie na stronę internetową www.wheelchairtrip.com, na fanpage’a na facebooku oraz fotobloga, którego właśnie tworzę. Postaram się regularnie umieszczać tam relację z wyprawy tak, aby wszyscy czytelnicy mogli wspólnie z nami przeżywać tą piękną podróż. Podróż naszego życia.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.