Na zdjęciu widać trumfujących piłakrzy Legii po meczu.

Wielka Legia ograła Sporting!

Nasza Legia zatriumfowała. Ograła Sporting Lizbona po złotej bramce Guilherme i zagra na wiosnę w europejskich pucharach. O tym, jak historyczne jest to wydarzenie najlepiej powiedzą nam wszystkim liczby.

Kiedy Legioniści wygrywali swój ostatni mecz w Lidze Mistrzów był osiemnasty października 1995 roku. Chodziłem wtedy do trzeciej klasy podstawówki, prowadziłem wojnę podjazdową z laskowskim klerem i wraz z innymi kolegami dopiero zaczynałem interesować się piłką nożną. Byliśmy wtedy na tym etapie mentalnego rozwoju kiedy największym wrogiem normalnego człowieka jest dziewczyna, a piłka nożna to zdecydowanie najważniejsza rzecz na świecie.

Od tamtego czasu zdążyłem skończyć wyklęte dzisiaj gimnazjum, zdać maturę, uzyskać dyplom na wydziale dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Zaliczyłem kilka bardziej i kilka mniej udanych związków, a nawet omal nie postradałem życia pod metrem. Przez cały ten czas polskiego klubu nie było w Lidze Mistrzów.

Jakieś dwa lata temu, kiedy Legia została wykluczona z eliminacji po walkowerze z Celtikiem, zaczęliśmy się z moim przyjacielem z dzieciństwa zastanawiać, czy w ogóle dożyjemy jeszcze czasów jakiegokolwiek zwycięstwa Legii w Lidze Mistrzów, bo to, że tylko ona z polskich klubów może w ogóle wejść do tych rozgrywek było dla nas oczywiste.

I wreszcie nadszedł wczorajszy, historyczny wieczór. Legioniści pokazali to, za co najbardziej ich kochamy.

Nieprawdopodobną walkę o każdy metr boiska ambicję i determinację od pierwszej do ostatniej minuty. Tak agresywną i zmobilizowaną Legię widziałem po raz ostatni w pucharach w 2001 roku kiedy to remisowała mecz ze słynną Walencją. We wczorajszym meczu nawet napastnik Aleksandar Prijović wracał się regularnie do obrony, a gola zdobył nieporadny zazwyczaj Guilherme.

Jasne, że Sporting uważany za zdecydowanego faworyta miał swoje sytuacje. Jasne, że mecz kosztował naszych piłkarzy masę sił i mieli nieco szczęścia. Nie zapominajmy jednak, że Legia również miała swoje sytuacje i gdyby nie fenomenalne interwencje Rui Patricio, to Priović, Radowić czy Kuchy King mogli dobić Portugalczyków. Niesamowita mobilizacja panowała także na trybunach. Wszyscy zdzieraliśmy gardła i hen daleko poza stadion niosła się pieśń. Nie poddawaj się ukochana ma nie poddawaj się Legio Warszawa!!! Wszystko to razem wzięte tworzyło niezapomnianą atmosferę i pozwoliło Legii odnieść historyczny sukces.

Pomimo fatalnego początku rozgrywek, który zawdzięczamy sabotażyście Hasiemu, naszym piłkarzom udało się wywalczyć w najsilniejszej grupie ligi mistrzów cztery punkty. To tyle samo ile zdobył grający w tych rozgrywkach po raz ostatni dwadzieścia lat temu Widzew. Legioniści we wszystkich meczach tracili masę goli, choć akurat wczoraj udało się zagrać na zero z tyłu. Co ciekawe jeśli chodzi o ofensywę to zdobyli aż dziewięć bramek i okazali się znacznie skuteczniejsi niż drużyna Pawła Janasa w 1995 roku, która dochodząc do ćwierćfinału tych rozgrywek strzeliła tylko pięć goli.

Na ogromne słowa uznania zasługuje oczywiście trener Jacek Magiera, którego przypadek jest charakterystyczny dla polityki transferowej Legii. Szukali prezesi trenera, szukali. Zatrudniali różnych mniej lub bardziej rozreklamowanych szkoleniowców z zagranicy, a tymczasem najlepszy fachowiec tkwił tuż pod ich nosem. Kiedy wreszcie objął stanowisko, w błyskawicznym tempie wyprowadził drużynę z potężnego kryzysu i osiągnął wielki wynik, także w rozgrywkach międzynarodowych. Kto wie może to będzie taki nasz Aleks Ferguson, który będzie w Legii trenerem na długie długie lata? Jedno jest pewne. Tylko frajery nie lubią Jacka Magiery!

Ogromne gratulacje dla naszych piłkarzy, którzy dzięki wczorajszemu zwycięstwu zapewnili sobie dalszą grę w europejskich pucharach na wiosnę. Już dziś nie mogę się doczekać na losowanie i zżera mnie ciekawość, który z wielkich zespołów europejskich stanie się kolejną ofiarą Legii, bo że tak będzie nie mam wątpliwości. Nasi piłkarze w lidze mistrzów dostarczyli masę emocji, rozgrywali fantastyczne i dramatyczne mecze w których padało mnóstwo goli. Wreszcie zrobili tak zwanego maksa, czyli wszystko to co było możliwe, bo na wyprzedzenie Realu Madryt czy Borussi Dortmunt nie było ujmując rzecz realnie szans.

Jestem dumny, i szczęśliwy, że mogłem mecz ze Sportingiem oglądać z wysokości trybun. Cieszę się, że nic dzisiaj nie mogę mówić i jestem przekonany, że wczorajszy wieczór zapamiętam do końca życia. Mistrz Mistrz Legia mistrz!!! I to tyle co mam wam dzisiaj do powiedzenia.

 

Źródło zdjęcia: www.sportowefakty.wp.pl, fot. Leszek Szymański

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.