Zdjęcie przedstawia drużynę cieszącą się z pucharu.

Vive Tauron Kielce z pucharem Europy!

Fantastyczny triumf polskiej piłki ręcznej. Piłkarze Vive Tauronu Kielce wywalczyli wczoraj klubowy puchar Europy. O tym jak wielki jest to sukces świadczy najlepiej fakt, że w 23 w historii finale tych rozgrywek dopiero po raz trzeci puchar zdobywa drużyna spoza Niemiec lub Hiszpanii. Kielczanie pokazali nieprawdopodobną ambicję waleczność i hart ducha. Mecz rozpoczął się bowiem słabo i już po paru minutach przegrywali zero do trzech.

Wprawdzie sygnał do ataku i odrabiania strat dał w naszym zespole niezawodny Krzysztof Lijewski, ale Węgrzy z Weszprem spokojnie utrzymywali przewagę. Na przerwę schodzili z prowadzeniem siedemnaście do trzynastu. Znakomicie rozpoczęli także drugą połowę i ich przewaga ciągle rosła. Na osiemnaście minut przed końcem wynosiła nawet dziewięć goli i zawodnicy z jedynego kraju, który akceptują nasi rządzący już czuli złote medale na szyjach i puchar w swoich rękach. Właśnie wtedy nastąpił przełom. Kielczanie włączyli piąty, a może i szósty bieg i rzucili się w szaleńczą pogoń. Przez jedenaście minut nie pozwolili Węgrom rzucić ani jednej bramki. Fenomenalnie w bramce spisywał się Szmal, a w ataku szaleli Bielecki i Rajchman. W efekcie udało się dopaść Węgrów i wyrównać stan meczu na 28 28.

Na tym jednak dramaturgia się nie skończyła. Chwilę po wyrównującym golu mieliśmy bowiem szansę wyjść na prowadzenie. Dostaliśmy rzut karny, który jednak w fenomenalnym stylu obronił bramkarz Veszprem Mirko Alilović. Parę sekund później Węgrzy znów prowadzili i wydawało się, że cały wysiłek włożony w odrabianie dziewięciobramkowej straty poszedł na marne. Do końca meczu pozostawało trzynaście sekund. Trener Kielczan poprosił o czas, aby ustalić z graczami ostatnią akcję meczu. Wszyscy kibice obserwowali już wówczas mecz na stojąco. Emocje sięgnęły zenitu. Gwizdek sędziego. Błyskawiczne zagranie do Lijewskiego. Rzut. I gol. Znowu remis. A zatem dziesięć minut dogrywki.

Zaczynamy ją dobrze od prowadzenia. Sławek Szmal broni karnego i jeszcze przed chwilą niewyobrażalne zwycięstwo wydaje się coraz bliżej. Właśnie wtedy w najmniej odpowiednim momencie dochodzi do kryzysu. Węgrzy odbierają nam piłkę. Rzucają dwie bramki z rzędu. Co więcej pod koniec pierwszej połowy dogrywki Jurecki łapie dwie minuty kary. Drugą część zaczynamy więc w osłabieniu. Węgrzy prowadzą i mają piłkę. To niesamowita okazja aby wyjść na dwu bramkowe prowadzenie. Dwie bramki na pięć minut przed końcem na tym poziomie i w takim meczu. To byłoby chyba nie do odrobienia. Nasi zawodnicy jednak walczą. Szmal dwoi się i troi w bramce. Obrona wyszarpuje piłkę. Gol dla Węgrów nie pada. My za to wyprowadzamy szybką kontrę i doprowadzamy do remisu. Po chwili wraca Jurecki i znów przejmujemy inicjatywę. Roler coster trwa. Na boisku walka, krew pot i łzy. Znów mecz zbliża się do końca. Znowu piłka jest przy nas i znowu wychodzimy na prowadzenie 35 34.

To jeszcze jednak nie jest koniec. Ostatnie słowo będzie należeć do Węgrów, którzy na kilkanaście sekund przed końcem mają piłkę. Ich trener przerywa mecz. W trakcie przedłużającego się czasu na żądanie tłumaczy swoim graczom co i jak mają zagrać. Rozpoczyna się akcja. Bronimy zaciekle. Piotrek Chrapkowski nokautuje przeciwnika. Dostaje dwie minuty, ale ten mecz już tyle nie potrwa. To ostatnie trzynaście. dziesięć sekund. Ostatnia chwila i rzut Hiszpana grającego w węgierskim zespole powoduje że i po dogrywce mamy remis. 35 35. O wszystkim zdecydują więc rzuty karne.

Koncentracja. Stres. Potworne emocje. Wiadomo, że za kilka minut ktoś uniesie puchar w górę. Ktoś oszaleje z radości.

Po siedemdziesięciu minutach morderczej walki o wszystkim i tak zadecyduje odporność psychiczna w wykonywaniu karnych. Gwizdek sędziego. Rzut naszego gracza i broni Alilović. Przegrywamy pierwszą serię. Miny naszych kibiców rzedną. Ja z wściekłością rzucam pilotem w telewizor. Do bramki wchodzi nasz rezerwowy golkiper i w fantastyczny sposób odbija piłkę co po chwili pozwala nam doprowadzić do wyrównania. W czwartej serii nasz niezawodny Szmal odbija kolejny rzut i od tego momentu wszystko zależy od nas. Do piątego karnego podchodzi Aginagalde. Bierze głęboki wdech patrzy na bramkarza, rzuca i gol. Stało się to co niemożliwe. Po odrobieniu dziewięciu bramek straty. Dramatycznej dogrywce i całym meczu obfitującym w dramatyczne zwroty akcji zespół z Kielc po karnych zdobywa puchar Europy.

Wybuch radości jest przeogromny. Tkaczyk i Jurecki podnoszą puchar. Na szyjach Kielczan złote medale. Jedni tańczą drudzy płaczą z radości. I trudno się dziwić. To wiekopomny historyczny sukces całego naszego sportu. Triumf w lidze mistrzów piłkarzy ręcznych można porównać do sobotniej wygranej Realu Madryt w tych samych rozgrywkach piłkarskich. Dramatyczne okoliczności zwycięstwa, wydarcie Węgrom prawie pewnego triumfu dodają mu tylko smaku. O tym jak wielki jest to sukces niech świadczy też fakt, że w sporcie, który kocha cały nasz naród czyli w piłce nożnej nie tylko nie wywalczyliśmy nigdy pucharu Ligi Mistrzów ale nawet od dwudziestu lat nie jesteśmy w stanie zakwalifikować się do tych rozgrywek. Kielecka drużyna pozwoliła nam wszystkim przeżyć olbrzymią radość. Jej gracze zapisali się złotymi zgłoskami w historii. Składam im pełne entuzjazmu gratulacje i mam nadzieję, że ich triumf i heroiczna walka natchnie naszych piłkarzy do dobrego występu na mistrzostwach Europy które już niebawem we Francji. Jak na razie z Arłamowa co chwila słychać o jakiejś kontuzji. To zadziwiające, że nasi piłkarze ręczni szarpiąc się ponad godzinę z przeciwnikami w finale europejskich rozgrywek nie złapali kontuzji ani w trakcie meczu ani tym bardziej przed nim. Nigdy też nie słyszałem o jakiejś kontuzji która przydarzyłaby się przed decydującym starciem siatkarzowi. Piłkarze nożni natomiast muszą być ulepieni chyba z jakiejś innej gliny bo nagminnie łapią kontuzje nawet podczas treningów i gier między sobą. Panowie mam prośbę. Przestańcie pajacować i okażcie trochę prawdziwej męskiej twardości. Tej twardości która pozwoliła piłkarzom z Kielc walczyć skutecznie i wznieść do góry wyśniony puchar Europy.

______

foto: http://www.przegladsportowy.pl/pilka-reczna,vive-tauron-kielce-wygral-final-pucharu-polski,artykul,563171,1,284.html

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.