Ilustracja przedstawia flagę Unii Europejskiej 12 gwiazd na niebieskim tle.

Ustawa antydyskryminacyjna – czyli ustawa widmo.

Ustawa antydyskryminacyjna, czyli ustawa o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania oraz niektórych innych ustaw, weszła w życie na początku 2011 roku. Ustawa ta wprowadziła do polskiego prawa przepisy dyrektyw Unii Europejskiej, których niepełne wdrożenie zarzucała Polsce Komisja Europejska, a za co groziły nam wysokie kary finansowe.

Jaki był cel ustawy? Przede wszystkim chodziło o poszerzenie sfer życia, w których prawnie usankcjonowany zostałby zakaz dyskryminacji. Przed uchwaleniem tego aktu prawnego dyskryminacja zabroniona była jedynie w miejscu pracy, co wynikało z kodeksu pracy.

Czy to się udało? Zgodnie z art. 4 ustawy, obecnie zabroniona jest dyskryminacja także w obszarach podejmowania kształcenia, podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej, działalności w związkach zawodowych i innych organizacjach, a także dostępu do rynku pracy, zabezpieczenia społecznego, opieki medycznej, oświaty oraz usług.

Ustawa wprowadziła również definicję zarówno dyskryminacji bezpośredniej jak i pośredniej. Pod pierwszym z pojęć rozumie się sytuację, w której osoba fizyczna ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną jest traktowana mniej korzystnie niż jest, była lub byłaby traktowana inna osoba w porównywalnej sytuacji.

Natomiast drugie z nich zakłada, że jest to sytuacja, w której dla osoby fizycznej ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną na skutek pozornie neutralnego postanowienia, zastosowanego kryterium lub podjętego działania występują lub mogłyby wystąpić niekorzystne dysproporcje lub szczególnie niekorzystna dla niej sytuacja, chyba że postanowienie, kryterium lub działanie jest obiektywnie uzasadnione ze względu na zgodny z prawem cel, który ma być osiągnięty, a środki służące osiągnięciu tego celu są właściwe i konieczne.

Co ważne, każdy z powyższych rodzajów dyskryminacji może w równym stopniu stanowić podstawę roszczenia osoby dyskryminowanej.

Zdawałoby się, że tak szeroki zakres obowiązywania, obszerne definicje oraz początkowy rozgłos towarzyszący uchwalaniu ustawy wyposażą osoby dyskryminowane w oręż do walki o swoje prawa. Rzeczywistość jak zwykle okazała się inna. W ciągu blisko 4 lat obowiązywania ustawy antydyskryminacyjnej w całej Polsce toczy się lub zostało zakończonych raptem 5 (słownie: pięć!) postępowań sądowych wytoczonych w oparciu o omawianą ustawę.

Z czego to wynika? Po pierwsze ustawa antydyskryminacyjna nie jest popularnym aktem prawnym i wiele osób o niej po prostu nie wie. Po drugie, ustawa nie wyłącza możliwości dochodzenia swoich roszczeń na podstawie innych ustaw, np. kodeksu pracy czy kodeksu cywilnego. Jak pokazuje praktyka jest to znacznie popularniejsza podstawa roszczeń osób dyskryminowanych. Trzecim ważnym czynnikiem powodującym wybitnie niską liczbę rozpoznawanych spraw jest fakt, iż dyskryminowany może żądać wyłącznie odszkodowania, czyli naprawienia szkody jaka została mu poprzez dyskryminację wyrządzona. Dyskryminacja zwykle jednak nie polega na wyrządzaniu szkody, lecz krzywdy, czyli ma charakter niematerialny, godzi w czyjeś szeroko rozumiane uczucia – co podkreśla Bartosz Tomanek, prawnik w kancelarii Tomczak & Partnerzy

O ustawie antydyskryminacyjnej znów zrobiło się głośno w związku z próbą jej nowelizacji. Równo 3 lata temu do Sejmu trafił projekt zmian tej ustawy. Zakładał on m.in. poszerzenie katalogu przyczyn i rodzajów dyskryminacji oraz obszarów chronionych przed dyskryminacją, a także możliwość żądania zadośćuczynienia (za krzywdy) a nie wyłącznie odszkodowania. W szczególności ostatni w wymienionych postulatów przyczyniłby się do wzrostu ilości spraw, które mogłyby wytaczać osoby dyskryminowane.

Obecnie projekt ten utknął w gąszczu procesu legislacyjnego. Z uwagi na niezaawansowane prace jest praktycznie niemożliwym jego uchwalenie jeszcze w tej kadencji Sejmu.

W związku z zasadą dyskontynuacji prac parlamentarnych po ustaniu kadencji, nowo wybrani posłowie jeśli zdecydują się rozpocząć jakiekolwiek prace w tym zakresie, to będą musieli zająć się projektem nowelizacji od początku. Czy jednak znajdzie się wola polityczna do podjęcia tych działań? Niewiadomo.

Niemniej jednak ustawa powinna zostać zmieniona. Należy przypomnieć, że od ponad 2 lat Polska jest stroną Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. Stanowi ona, że należy przyjąć jednakową dla wszystkich i skuteczną ochronę przed dyskryminacją. Ustawa w obecnym kształcie takiej ochrony nie przewiduje np. w sferze dostępu do opieki zdrowotnej czy oświaty (art. 7), gdyż zabrania się w tym zakresie dyskryminacji jedynie ze względu na rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość, a nie wspomina się np. o osobach z niepełnosprawnościami. Już choćby z tego powodu ustawa budzi poważne wątpliwości konstytucyjne.

Jakie wnioski powinny wyciągnąć osoby, których dotknęła dyskryminacja? Zdaniem Bartosza Tomanka, interesy tych osób – do czasu nowelizacji ustawy – w sposób minimalny zabezpieczyć mogą inne instytucje prawne, tj. chociażby zakazy dyskryminacji z kodeksu pracy czy możliwość dochodzenia zadośćuczynienia na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych. W ocenie prawnika dopóki ustawa antydyskryminacyjna nie zmieni swojego kształtu, wątpliwym jest by stała się powszechnie wykorzystywanym narzędziem do walki z dyskryminacją.

Autorem tekstu jest Bartosz Tomanek.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.