Zdjęcie przedstawia Martę Makowską w stroju sportowym.

Urodzona zwyciężczyni.

Z Olimpiady w Sydney przywiozła cztery złota, z Aten i Londynu trzy brązy. Dziesięciokrotnie wygrywała w rankingu światowym szermierzy na wózkach. Dziś myśli o tym, żeby powalczyć o medal w Rio. Poznajcie Martę Makowską zawodniczkę, na którą nie ma mocnych.

W jaki sposób zaczęła się pani przygoda z szermierką?

Mogę śmiało powiedzieć, że w szermierce zakochałam się już od pierwszego treningu. Ten sport stanowił w moim wypadku najlepszą odpowiedź na pytanie co mogłabym robić w życiu. Od urodzenia poruszam się na wózku i jak niemal każdy w okresie dojrzewania przeżywałam różne rozterki. Był czas, kiedy nie miałam pomysłu na siebie i właśnie wtedy mój tata który trenował lekkoatletykę namówił mnie, żebyśmy pojechali do Integracyjnego Klubu Sportowego na warszawskim AWF. Klub miał bardzo bogatą ofertę zajęć sportowych i do wyboru była cała masa dyscyplin. Początkowo próbowałam tańca, ale dopiero kiedy trafiłam na zajęcia z szermierki to już po pierwszym treningu wiedziałam, że to jest właśnie sport dla mnie.

Szermierka jest sportem bardzo indywidualnym, ale to co było w niej dla mnie fascynujące, to ta ogromna praca zarówno fizyczna jak i psychiczna, którą trzeba wykonać żeby osiągnąć sukces. Podczas walki liczy się każdy szczegół, zarówno technika, jak i kondycja ogólna, bo czasem walki trwają bardzo długo, więc trzeba mieć siłę żeby przetrwać dziewięć minut, w trakcie których co chwila atakujesz lub bronisz się. Równie ważna jest twoja kondycja psychiczna, często przecież trzeba przeciwnika nabrać na jakiś sprytny trik, podpuścić do ryzykownej akcji, sprowokować do błędu. Jeśli któraś walka się nie układa, to trzeba wykrzesać z siebie ogromną determinację i nie reagować na prowokacje drugiej strony. Wszystkie te elementy powodują, że szermierka jest sportem bardzo wymagającym, ale i niezwykle wciągającym. Kiedy więc mnie wciągnęła na pierwszym treningu, to oddałam się jej całym sercem i tą fascynację mam w sobie do dzisiaj. Dodatkowo na AWF spotkałam inne osoby niepełnosprawne, które były energiczne, wesołe, pracowały, miały rodziny, potrafiły ułożyć sobie życie. Dzięki temu, że poznałam tych wszystkich ludzi, uwierzyłam, że ja również mogę być osobą aktywną i wcale nie muszę siedzieć do końca życia zamknięta w domu.

Kto był pani największym trenerskim autorytetem, nauczycielem tego sportu?

Pracowałam z co najmniej kilkoma świetnymi trenerami. W szermierce jest tak, że zwłaszcza w początkowym okresie treningów i kariery co chwila wchodzisz na wyższy poziom. Doskonalisz technikę, wypracowujesz własne ulubione akcje i pchnięcia. Ważne jest więc móc skorzystać z wiedzy i umiejętności wielu osób. Ludzie, którym bardzo dużo zawdzięczam to między innymi Katarzyna Samowicz, Wojciech Adamczewski, Marek Gniewkowski, Tomasz Sierakowski, Zbigniew Rybak czy Tadeusz Nowicki. Wszyscy oni mają duży wkład w moją karierę.

Czy szermierka na wózkach różni się w jakiś zasadniczy sposób od tej uprawianej przez zawodników chodzących?

W szermierce na wózkach istnieje podział na trzy kategorie sprawności zawodników. W pierwszej grupie znajdują się zawodnicy najsprawniejsi, często ludzie po amputacjach, posiadający bardzo mocne mięśnie brzucha i grzbietu. Wszyscy oni mają sprawność ogólną na bardzo wysokim poziomie i jeśli nawet mają jakieś kłopoty z poruszaniem się, to bardzo niewielkie. Ja należę do drugiej kategorii zawodników, czyli osób które jeżdżą na wózkach z powodu porażenia kończyn dolnych. Zawodnicy walczący w grupie trzeciej mają porażenie czterokończynowe. Do ważnych zasad naszej dyscypliny należy stała, ustalona przez sędziego przed walką odległość pomiędzy zawodnikami. Paradoksalnie powoduje to, że nasza dyscyplina jest nawet bardziej dynamiczna od szermierki chodzonej. Chcąc bowiem zachować dystans pomiędzy sobą, a przeciwnikiem musimy nieustannie wyginać tułów, wyprowadzając atak wychylamy się maksymalnie do przodu, chcąc uniknąć ciosu musimy często gwałtownie rzucić się do tyłu. Wśród walczących zawodników nie brakuje też kombinatorów, na przykład odrywanie pośladków od wózka jest oficjalnie zakazane, podobnie jak wprawianie w ruch platform do których przytwierdzone są wózki, jednak jak to często w życiu bywa zasady swoje, a praktyka i walka swoje. Większość zawodników jest tak porozciąganych i wykonuje wszystkie ruchy z taką siłą, że wspomniane wcześniej z założenia nieruchome platformy, praktycznie latają podczas walki w powietrzu. W walce zawodników chodzących można często coś przeciągnąć, wycofać się przez moment odetchnąć. U nas tego nie ma. Jesteśmy praktycznie cały czas w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem i każdy moment dekoncentracji może nas drogo kosztować. Trzeba błyskawicznie reagować i orientować się w tym co się dzieje. Walczymy oczywiście używając tej samej broni i w takim samym stroju co chodzący szermierze. Jedyną różnicę stanowi dopuszczalne pole trafieni w szpadzie. U nas jest to tylko tułów od pasa w górę, u sprawnych zawodników całe ciało.

Jaka jest różnica pomiędzy szablą, szpadą a floretem?

Szpada jest dyscypliną najprostszą dla obserwatora, ponieważ obowiązuje w niej zasada, że ten kto zada trafienie zdobywa punkt. Jeśli zawodnicy trafią się jednocześnie, obydwoje otrzymują po punkcie. W zależności od poziomu walki w turnieju walczymy do pięciu lub piętnastu trafień. Floret i szabla są natomiast bronią konwencjonalną, a dużą rolę w walce odgrywa sędzia, który obserwuje aktywność zawodników. Punkt można wywalczyć także w akcji obronnej, jeśli jest przeprowadzona skutecznie. Ważne, żeby nie zachowywać się pasywnie i potrafić przejąć inicjatywę. Z tego powodu obydwie te dyscypliny są raczej trudnymi w odbiorze dla widzów nie znających dokładnie zasad. Liczy się specjalistyczna wiedza, dobre oko sędziego oraz refleks i aktywność przeciwników. Zdarza się, że sędziowskie decyzje wywołują kontrowersje wśród zawodników i ich dopingujących ekip, bo nie zawsze ich interpretacja akcji jest zgodna z rzeczywistością.

Ile i jak trzeba trenować, żeby osiągnąć tak doskonałe wyniki jak Pani?

Dzisiaj w sporcie osób niepełnosprawnych na całym świecie istnieje już tak duża konkurencja, że żeby osiągnąć wysoki poziom międzynarodowy trzeba trenować codziennie po kilka godzin. Pamiętam, że kiedy byłam młodszą zawodniczką, którą rozpierała energia i dopisywało zdrowie, trenowałam po trzy godziny dziennie, siedem dni w tygodniu. To pozwoliło mi osiągnąć największe sukcesy. W 2000 roku w Sydney byłam bezkonkurencyjna. Zdobyłam cztery złote medale: dwa indywidualnie i dwa z koleżankami drużynowo. Do tej pory nikt jeszcze nie wyrównał tego osiągnięcia. Dzisiaj trenuję już mniej, ponieważ doszło mi dużo obowiązków związanych z pracą zawodową. Wiele czasu spędzam także z rodziną, która jest dla mnie bardzo ważna. W sporcie osiągnęłam już właściwie wszystko co można było, ale nadal sprawia mi on ogromną przyjemność. Cały czas biorę udział w zawodach i walczę o kwalifikację olimpijską do Rio. Warto też wiedzieć, że z biegiem lat trening szermierczy zasadniczo się zmienia. Początkowo przecież uczymy się pod okiem trenera zadawania ciosów, całej techniki walki, czyli jak trzymać i kierować bronią w prawo, w lewo wyżej czy niżej. Kiedy to wszystko zawodnik ma już opanowane szlifuje swoją formę głównie w trakcie walk sparingowych. Dobrze jest wtedy powalczyć z przeciwnikami z różnych kategorii na przykład kategoria A z kategorią B albo kobieta z mężczyzną. Im trudniejszego masz przeciwnika, tym więcej musisz się napracować żeby z nim wygrać, dzięki czemu twoje umiejętności ciągle wzrastają i w trakcie zawodów łatwiej ci walczyć z rywalem na takim samym poziomie sprawności. Dzisiaj poziom światowej szermierki jest bardzo wysoki, więc dobry zawodnik nie może także zapominać o ćwiczeniach ogólnorozwojowych i pracy z psychologiem. Zwłaszcza ta ostatnia sfera jest niezwykle ważna, bo przy wyrównanym poziomie walk o końcowym sukcesie często decyduje twoja odporność na stres i umiejętność zrelaksowania się i wyłączenia pomiędzy kolejnymi starciami. Dzisiaj sportu osób niepełnosprawnych nie można już traktować jak czegoś w rodzaju dodatkowej rehabilitacji. Jest to już sport w pełni zawodowy i wszyscy podchodzą do treningu i zawodów w sposób jak najbardziej profesjonalny.

Kto aktualnie stanowi światową czołówkę w szermierce na wózkach?

To bardzo szybko się zmienia. Jeszcze dziesięć lat temu Polska nie miała sobie równych. Przejmowaliśmy wtedy pałeczkę od Francuzów spychając ich na dalsze pozycje. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie całą dyscyplinę, podobnie jak wiele innych, zdominowali Chińczycy. Dzisiaj na czoło wysuwają się Rosjanie i Ukraińcy. Chińczycy jednak nadal pozostają w czołówce. Bardzo często zdarza się, że na którymś turnieju pojawia się nikomu nie znany zawodnik z Chin i nagle wygrywa ze wszystkimi. Trudno się jednak temu dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę, że oni są skoncentrowani wyłącznie na treningu. Właściwie nic innego nie robią. Mają zapewnioną rehabilitację, odnowę biologiczną i ćwiczenia ogólnorozwojowe, nie muszą się o nic martwić i podporządkowują całe życie jednemu celowi, żeby być najlepszym w dziedzinie którą sobie wybrali. Jest to styl koszarowy, ale okazuje się skuteczny. Ja jednak nie odpuszczam. Z całej mojej kariery chyba najbardziej zapamiętałam walkę o brązowy medal w Londynie, właśnie z zawodniczką z Chin. Chinka bardzo młoda, silna i dynamiczna walczyła zaciekle. Przez całą walkę szłyśmy łeb w łeb i trudno było powiedzieć kto wygra. Wyjeżdżając do Londynu bardzo marzyłam o medalu, ale miałam świadomość, że jest już wiele młodszych ode mnie zawodniczek, a mój poziom przygotowania może być nieco słabszy niż dawniej. Kiedy więc doszło do walki o brąz zmobilizowałam wszystkie siły. W ostatnim momencie przy stanie czternaście do czternastu udało mi się uprzedzić Chinkę i zadać ostatnie trafienie. Ona jednak nie chciała pogodzić się z porażką i poprosiła o videoweryfikację ostatniej akcji. Na szczęście sędzia uznał moje trafienie za prawidłowe, dzięki czemu zdobyłam decydujący punkt i medal. To było naprawdę cudowne uczucie i nie zapomniana chwila zwłaszcza, że cały czas obok mnie znajdowali się moi najwierniejsi kibice – mąż i córka. Dzisiaj marzę o tym, żeby podobny sukces powtórzyć na przyszłorocznych Igrzyskach w Rio.

Wspomniała Pani o zawodowym charakterze sportu osób niepełnosprawnych. Czy można jednak z tego się utrzymać?

Kwestie finansowe w ostatnich latach zmieniły się bardzo na plus. Zawodnicy, którzy dziś rozpoczynają kariery i będą osiągać sukcesy staną się z pewnością bogatymi ludźmi. Ważne zmiany w finansowaniu sportu niepełnosprawnych zaszły po Olimpiadzie w Londynie. Oczywiście sam wyjazd zawodników był zawsze finansowany przez Ministerstwo Sportu, ale już nagrody finansowe za wywalczenie medalu były nieporównywalnie mniejsze, niż w przypadku naszych pełnosprawnych reprezentantów. Na szczęście po Igrzyskach w Londynie pani minister Joanna Mucha zrównała te premie. Odczułam to bardzo pozytywnie, bo już za brązowy medal wywalczony w stolicy Anglii otrzymałam więcej pieniędzy niż w roku 2000 za zdobycie czterech złotych krążków.

Dzisiaj jest już Pani zawodniczką utytułowaną, mogącą być przykładem dla wielu rozpoczynających przygodę z szermierką. Jak Pani ocenia z perspektywy czasu zmiany, jakie w Pani życiu spowodowało uprawianie sportu?

Myślę, że sport dał mi bardzo dużo. Przedtem byłam osobą bardzo nieśmiałą i zamkniętą w sobie. Szermierka wyzwoliła we mnie masę pozytywnej energii. Pozwoliła mi uwierzyć w siebie i wykonać ogromną pozytywną pracę nad psychiką. Dzisiaj świadomość własnej niepełnosprawności nie jest już dla mnie żadnym problemem. Nie obawiam się prosić kogoś o pomoc, jeśli potrzebuję przedostać się na jakieś schody czy chodnik z wysokim krawężnikiem. Wspaniałe jest również to, że występując na wielu międzynarodowych imprezach, zwiedziłam bardzo dużo świata i zobaczyłam masę interesujących miejsc. Myślę, że bez tego sportu nie byłabym tym kim teraz jestem, dlatego z pełnym przekonaniem polecam wszystkim aktywność fizyczną, stawianie sobie wyzwań i walkę o realizację marzeń, bo właśnie to nadaje życiu sens.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.