Zdjęcie z zawodów pokazujące moment, gdy pies chwyta powietrzy frisbee. Za nim siedzi Justyna na wózku i trzyma w ręku drugi dysk.

To bardzo widowiskowy i szybki sport – opowiada o Dog Frisbee czołowa Polska zawodniczka Justyna Kułakowska z fundacji Aktywnej Rehabilitacji.

Dog frisbee to dyscyplina o której pewnie mało kto w naszym kraju słyszał. Jakie są jej podstawowe zasady?
Najprościej mówiąc, do tego, żeby bawić się w dog frisbee potrzebne są trzy rzeczy, dysk, pies i człowiek. Cała zabawa polega na tym, że człowiek rzuca psu dysk, który ten musi złapać jak największą ilość razy w określonym czasie. Oczywiście istnieje kilka rodzajów dog frisbee i zasad bardziej szczegółowych. Jest na przykład tak zwany super mini distance w którym pies aportuje dysk na specjalnie wyznaczonym polu. Cała strefa na której odbywają się zawody podzielona jest na pola z których każde punktowane jest inaczej. Im dalej więc rzucimy tym więcej możemy zdobyć punktów. Cała rywalizacja trwa w tym przypadku 90 sekund.

Kolejną konkurencją w ramach dog frisbee jest tunetriall. Pies ma za zadanie w najkrótszym czasie złapać dysk rzucony dwukrotnie na odległość dwudziestu metrów. Niezwykle efektownymi zawodami są long distance i free style. W long distance człowiek musi wykonać możliwie najdłuższy, rzut natomiast we free style musimy pokazać swój wielki kunszt.

Człowiek prezentuje różne techniki rzutu, a pies kilka sposobów chwytu. Wszystko odbywa się  w ciągu maksymalnie dwóch minut a przewodnik ma prawo rzucić maksymalnie dziesięcioma talerzykami.

Występ jest niezwykle efektowny i towarzyszy mu specjalnie dobrana przez zawodnika muzyka. Liczy się w nim nie tylko skuteczność, ale i zgranie pary pies człowiek, technika i ilość rozmaitych rzutów. W skład występu wchodzą odbicia od ciała przewodnika, przeskoki przez ciało, salta i różne inne atrakcyjne wizualnie, ale niełatwe do wykonania elementy.  W podstawowej wersji dog frisbee oddaje się około 7 do 8 rzutów w ciągu 90 sekund, z których pięć najwyżej punktowanych jest branych pod uwagę.
Jak u pani zaczęła się przygoda z dog frisbee? W jaki sposób zainteresowała się pani tym sportem?
Moja przygoda zaczęła się w 2010 roku przez fundację przyjaciel. Rekrutowałam wówczas osoby z dysfunkcją kończyn dolnych do projektu Dogonić marzenia. Projekt dał mi szansę popracować nieco nad samą sobą, a jednym z elementów tej pracy było rzucanie dyskami. Okazało się że wychodzi mi to całkiem nieźle choć początkowo występowałam z psami wyszkolonymi przez inne osoby. Po pewnym czasie zdecydowałam się zaadoptować psa ze schroniska i w ten sposób rozpoczęła się moja współpraca z ukochaną i niezastąpioną Lotką.

 

Justyna i Lotka na zawodach.
Justyna i Lotka na zawodach.

 

Jak wygląda ta współpraca na linii pies człowiek? Do czego musiała pani przyzwyczaić swoją ulubienicę?

W tym sporcie przeważnie jest tak, że jedna z ras ma do niego specjalne predyspozycje. Rasą wiodącą w dog frisbee są bordercoli, ale na szczęście okazuje się że inteligentne psy radzą sobie z zadaniami niezależnie od rasy. Moja Lotka jest przecież zwyczajnym kundelkiem, a potrafi wyprawiać z dyskiem rzeczy zupełnie niesamowite. Odpowiednie wyszkolenie psa polega przede wszystkim na przyzwyczajaniu go od maleńkości do kontaktu z człowiekiem.

Musi potrafić zainteresować go swoją osobą, bawić się z nim i poświęcać mu dużo uwagi tak, żeby nabrał do nas olbrzymiego zaufania. Później im pies staje się starszy tym bardziej staramy się go przyzwyczajać do aportowania. Moim zdaniem dobrą zasadą jest nauczenie go przynoszenia różnych rzeczy, które sprawiają mu przyjemność. W ten sposób pies traktuje wszystko jak zabawę i coraz trudniejsze zadania wykonuje z coraz większym entuzjazmem.

Dysk wprowadzamy dopiero wtedy kiedy więź między psem i człowiekiem jest już naprawdę silna. Kiedy adoptowałam Lotkę nie miałam pewności, że będzie w ogóle chciała bawić się dyskiem, ale na szczęście bardzo szybko udowodniła, że jest niezwykle pojętnym i uwielbiającym zabawę stworzeniem. Startowałyśmy już razem praktycznie we wszystkich konkurencjach zarówno w dystansówkach jak i we free style’u, który wychodzi nam zdecydowanie najlepiej. We free style’u rewelacyjne jest to, że tam jest cały czas wielka dynamika i bez przerwy coś się dzieje. Moim zadaniem jest ogarnięcie dziesięciu dysków na polu, a Lotka musi je wszystkie błyskawicznie odszukać i wychwycić. To szaleńcze tempo bardzo nam obu pasuje. Myślę, że dzisiaj jesteśmy już tak zgrane, że wystarczy tylko szlifować formę, wymyślać nowe elementy, które chcemy wprowadzać do układu i dobierać do nich fajną muzykę.
Jaki był pani największy sportowy sukces w dog frisbee?
Udało mi się wywalczyć trzecie miejsce w Opolskim dog frisbee show w 2013 roku. Oczywiście rywalizowałam w tych zawodach z osobami pełnosprawnymi. Myślę, że organizowanie w tym przypadku jakiś osobnych rozgrywek dla osób z niepełnosprawnościami byłoby tak naprawdę tworzeniem sztucznych barier. Takie wyodrębnianie jeśli nie wymaga tego ewidentnie stan zdrowia zawodnika bardzo mi się nie podoba. Nie można przecież nikomu powiedzieć: Skoro jesteś na wózku to idziesz do tamtej grupy. Jeżeli ktoś chce się sprawdzić, podjąć wyzwanie to powinien robić to w zwyczajnej rywalizacji z osobami pełnosprawnymi.

Oczywiście, że jeśli ktoś tak jak ja porusza się na wózku to jest mu trochę trudniej pokazać na przykład prezentację pola, bo ciężko jest poruszać się dynamicznie po trawie. Bardzo często u wózkowiczów nie widać tej efektownej dynamiki charakterystycznej dla osób sprawnych, które gdy pies rzuca się na przykład w lewą stronę, żeby złapać dysk kierują się natychmiast w prawo i wykonują różne obroty czy sekwencje, które są potrzebne. Nie zmienia to jednak faktu, że również osoby na wózkach mogą przygotować naprawdę efektowny pełen fantazji pokaz i osobiście jestem bardzo zadowolona z poziomu, który do dzisiaj osiągnęłam. Pokazałam innym, że można skutecznie rywalizować i mieć z tego naprawdę fantastyczną zabawę. Bardzo bym chciała, żeby więcej osób poszło za moim przykładem.
Zrobiła pani też uprawnienia sędziowskie, a więc może pani ocenić ten sport z dwóch różnych perspektyw. Jak się pani czuje oceniając wyczyny innych?
Powiem szczerze, że kiedy muszę oceniać innych to jest to często większy stres niż ten, który czuje w chwili własnych startów. Rolą sędziego jest tak naprawdę ocena efektów współpracy psa z człowiekiem. Na szczęście zazwyczaj bardzo dobrze widać jaki jest pomiędzy nimi kontakt. Bez problemu można zaobserwować czy zwierzę, lubi pracować z właścicielem, czy ta współpraca je cieszy. Początkowo zawodnicy znajdujący się na polu przeżywają dość duży stres, ale po chwili kiedy się włącza muzyka biorą głęboki oddech i wszystko z nich schodzi. Pod koniec pokazu uśmiechają się i widać, że rozpiera ich radość, a przecież o taki efekt chodzi w każdym sporcie. Najprzyjemniej jest obserwować kiedy człowiek i pies wspólnie cieszą się z każdego dobrze wykonanego elementu układu. Czuje się wtedy łączącą ich przyjaźń, która zawsze jest bardzo wzruszająca. Niektórzy z nich potrafią się cieszyć nawet w chwilach porażek.
Czy dog frisbee jest dyscypliną olimpijską?
Nie, choć gdyby tak było to na pewno dodałoby to igrzyskom atrakcyjności. Rozgrywane są natomiast mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych, w których ten sport cieszy się naprawdę dużą popularnością.
Jakie są pani plany sportowe na najbliższy czas?
Powiem szczerze, że na razie nie mam żadnego ściśle określonego celu. Ogromną radość sprawia mi to, że od niedawna trenuję młodzież z zespołem Downa w fundacji Taki Jestem. Bardzo bym chciała, żeby większość osób, które mają możliwości żeby nauczyć się rzucania dyskiem potrafiła także fajnie współpracować z psem i brać udział w zawodach na równych prawach z innymi zawodnikami. Ta współpraca daje naprawdę bardzo fajny efekt zarówno w sensie wysiłku fizycznego jak i umysłowego. Pies i człowiek muszą razem dogadywać się i kombinować żeby osiągnąć pożądany efekt, a to jest bardzo stymulujące dla obydwu stron. Jak na razie współpraca moich podopiecznych z Lotką układa się świetnie. Udało nam się także osiągnąć świetne rezultaty w rzucaniu dyskiem, a to naprawdę nie jest prosta sztuka. Cieszę się niezwykle, że mój pies przyzwyczaił się do pracy z młodzieżą praktycznie od razu. Ogromną satysfakcję sprawia mi też to, że mogę przekazywać własne doświadczenie innym i przygotowywać ich do startu w poważnych zawodach. Radość jaka się z tym wiąże jest nie mniejsza od tej która towarzyszy moim własnym występom. Kto wie może niedługo przyjdzie mi rywalizować z moimi obecnymi uczniami? Życzę im tego z całego serca.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.