Zdjęcie przedstawia chłopaka, który wsiada do metra ubrany w kurtkę oraz bokserki.

Szalony dzień w stolicy!

Jak żyła wczoraj Warszawa?

Miniona niedziela była dniem niezwykłej wręcz aktywności mieszkańców stolicy. Jedni od rana biegali po mieście z puszkami zbierając na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, a inni wybrali się na przejażdżkę metrem bez spodni. Ta stosunkowo nowa świecka tradycja narodziła się na początku 21 wieku w Nowym Jorku, kiedy to pewnego dnia siedmiu mężczyzn wpadło na pomysł przejechania się w ten sposób najszybszym środkiem komunikacji miejskiej. Rzecz jasna każdy z nich udawał, że nie ma nic wspólnego z pozostałymi kolegami, a na pytania współpasażerów dlaczego jedzie bez spodni odpowiadał ze śmiertelną powagą, że po prostu wychodząc z domu o nich zapomniał. Akcja przyjęła się nawet w Moskwie co dla mnie osobiście było dużym zaskoczeniem, bo tam zgodnie ze starą sowiecką tradycją każdy czujny obywatel zwraca innym uwagę na każdą rzecz odbiegającą od normy.

Kilka lat temu jeden ze znanych warszawskich profesorów opowiadał mi, że jako młody dobrze zapowiadający się naukowiec został w latach pięćdziesiątych wysłany na jakąś konferencję do ojczyzny proletariatu. Działo się to w lecie i ponieważ z nieba lał się żar, a temperatura wynosiła mniej więcej czterdzieści stopni profesor wyszedł na ulicę w krótkich spodenkach. Nie minęło pięć minut kiedy podbiegło do niego dwóch przechodniów, którzy z wielkim przejęciem zapytali: Obywatelu, wy chyba zapomnieliście się ubrać?

Czas jednak robi swoje i dzisiaj najwyraźniej nawet w Moskwie ludzie paradujący w samych majtkach po wagonikach metra nie budzą niczyjego zdziwienia. Wczorajszy dzień był też zresztą nazywany przez przeciwników akcji międzynarodowym dniem głupoty. Mnie tam cały pomysł się podoba. Podobno uczestnicy i zwolennicy akcji skrzyknęli się o szesnastej na stacji metra Wilanowska skąd wyruszyli w tą niezwykłą podróż. Mandat im nie groził, a ewentualnych ciekawskich policjantów mieli zachęcać do włączenia się w zabawę, oczywiście zachowując śmiertelną powagę. Jako że jednocześnie w stolicy odbywał się jak w całym kraju finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy była to doskonała okazja do manifestacji politycznej. Można było przecież zawołać wolontariusza, wrzucić mu kilka złotych do puszki po czym znienacka zdjąć spodnie i pędząc w kierunku stacji metra wrzeszczeć: Przez orkiestrę jestem spłukany! Zostawiła mnie w samych majtkach! Polecam ten rodzaj zabawy zwłaszcza wszystkim pisowcom, bo to znakomity sposób na udowodnienie waszych teorii o niekoniecznie dobrym wpływie orkiestry na społeczeństwo. Wasze narzekania przyniosły chyba jednak skutek odwrotny, bo na ten moment zebraną kwotę szacuje się na 45 milionów złotych więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że po raz kolejny rekord zostanie pobity. Serdecznie więc gratuluję wszystkim wolontariuszom i organizatorom 24 finału orkiestry i przesyłam gorące pozdrowienia dla wszystkich, którzy mimo mrozu biegali wczoraj na stacjach w samej bieliźnie. Nie ma to jak dobra zabawa, a ile się można napatrzeć na zgrabne tyłki? W takich momentach naprawdę żałuję, że nie widzę, więc żeby się nie rozpłakać muszę przerwać pisanie.

___

fot. warszawa.naszemiasto.pl

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.