Na zdjęciu widnieje sklep z medyczna marihuaną znajdujący się w USA

Sprytna gra ministerstwa w sprawie medycznej marihuany.

Kolejny odcinek serialu pod tytułem dopuszczenie marihuany medycznej w Polsce. Tym razem projektem znanej już ustawy Liroya ma się zająć specjalna podkomisja. Jeśli uda jej się zakończyć pracę, w listopadzie ustawa mogłaby zostać uchwalona już na początku przyszłego roku.

Uważam, że pod pewnymi restrykcyjnymi, regulacyjnymi zapisami powinniśmy podjąć decyzję o umożliwieniu grupie pacjentów pod nadzorem lekarskim korzystanie z medycznej marihuany. A pan jak myśli? –  zapytał wiceministra zdrowia były minister Bartosz Arłukowicz.

Za zalegalizowaniem medycznej marihuany opowiedział się także doktor Marek Bachański, który jako pierwszy w Polsce zaczął podawać ją pacjentom.

W tej chwili moja wiedza medyczna jest taka, że potrafię pacjentów z padaczką lekooporną leczyć za pomocą kannabinoidów. Muszę jednak powiedzieć wprost. Ja tego na co dzień nie robię, a to dlatego, że nie ma ustawy, która chroniłaby mnie i pacjentów gdybym takie leki komuś przepisał. W naszym kraju cały czas pacjenci są skazywani za to, że sami leczyli się marihuaną – dodał Bachański.

Projekt Liroya Marca zakłada dostęp do marihuany medycznej na zasadach odmiennych od innych leków. Pacjent, jego opiekun lub organizacja pod ścisłą kontrolą lekarza mieliby na własny użytek wytwarzać leki z marihuany na maksymalnie 120 dni terapii. Cały proces byłby poddany monitoringowi.

Na te argumenty odpowiedział wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas.

Moim obowiązkiem jako lekarza jest stosowanie medycyny opartej na dowodach, jednak czasem gdy widzę, że pacjent wciąż w coś wierzy muszę dać mu szansę.

Minister przyznał, że propozycja Liroya powinna być rozpatrzona.

Ten projekt jest prawdziwym wyzwaniem intelektualnym a ja kocham wyzwania intelektualne i z przyjemnością się z nim zmierzę w trakcie prac parlamentarnych – podkreślił wiceminister.

Pinkas nie krył jednak swojego sceptycznego stosunku do projektu ustawy i pozwolił sobie na złośliwości:

Ja tu słyszę o czymś zupełnie innym niż o medycynie opartej na dowodach. Obok niej mamy, także Liroy – based medicine. Istnieją spore zagrożenia pojawienia się w przestrzeni publicznej sugestii, że istnieje coś takiego jak marihuana lecznicza i przyzwolenia żeby stosować ją w przestrzeni publicznej, żeby zaczęła stosować ją młodzież a także by coraz szerzej mówiło się o marihuanie rekreacyjnej. Nie powinniśmy tych drzwi otwierać za szeroko.

Minister jak mantrę powtórzył, że obecne prawo dopuszcza stosowanie medycznej marihuany i że przez sześć lat wydano sto cztery zgody na import docelowy a w 38 przypadkach lek refundowano. Minister chociaż dał zielone światło do prac nad ustawą stwierdził, że zmiany w prawie są właściwie niepotrzebne.

Trzeba iść sprawdzoną drogą funkcjonującą na całym świecie, ponieważ ta propozycja budzi tak ogromne kontrowersje, że myślę iż osłabi lub wręcz uniemożliwi dostęp do tego typu preparatów chociażby z powodu ogromnych komplikacji prawnych wynikających z tego projektu – powiedział.

Czy widzicie już na czym polega sprytna gra ówczesnego kierownictwa ministerstwa zdrowia? Generalnie są za, ale jednak przeciw. Mimo, iż na stole leży projekt bardzo dobrze przygotowanej i szeroko przedyskutowanej ustawy, oni widzą ogromne komplikacje prawne. W tym czasie ludzie w całej Polsce cierpią, wyją z bólu, a nawet niestety odchodzą pozostawieni bez leku, który mógłby in pomóc. Ale co to obchodzi naszych wspaniałych ministrów? Najważniejsze to maksymalnie przeciągać sprawę aby to diabelskie prawo, albo w ogóle nie zostało uchwalone, albo by stało się to jak najpóźniej.

 

Źródło zdjęcia: www.newsweek.pl

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.