Tomasz stojący na scenie wraz z konferansjerką. Trzyma w górze ręce i macha do publiczności. Zdjęcie zrobione w trakcie pokazu o którym mowa w tekście

Przed wami Tomasz Karcz. Fryzjer i projektant mody z Krakowa.

Tym co najbardziej mnie pociąga w zawodzie fryzjera i projektanta ubrań jest człowiek. Człowiek jako forma zewnętrzna ale i całe jego wnętrze, przeżycia emocje.

Ula ubrana w zestaw moro

Kiedy artysta rzeźbi w drewnie to ma ono stałą, ściśle określoną formę. Kiedy ja robię fryzurę – łączy ona w sobie mój pomysł i wszystko to co dołoży drugi człowiek różnie ją modelując i układając. To piękna forma współpracy – opowiada Tomasz Karcz, znany krakowski fryzjer i projektant mody.


 

Od jak dawna interesuje się pan modą i fryzjerstwem?

Takie tematy interesowały mnie od dzieciństwa. Układałem fryzury różnym osobom w rodzinie ale – ponieważ nie mam prawej dłoni – nikt z nas nie myślał na poważnie, że fryzjerstwo mogłoby być moim zawodem.

Jeszcze w liceum myślałem o tym żeby rozwijać inne zainteresowania związane z pedagogiką i psychologią. Miałem wprawdzie przygodę z Warszawską Szkołą Makijażu i Charakteryzacji ale dzisiaj nadaje się ona wyłącznie do opowiadania jako anegdota.

chłoJako młodypak z Ostrowca zanim pomyślałem o złożeniu papierów na uczelnię czy spotkaniu się z kimś w dziekanacie wszedłem do sekretariatu i zapytałem sekretarki czy jej zdaniem nie mając prawej ręki mógłbym składać papiery do ich szkoły. Absolutnie nie – odpowiedziała z niezachwianą pewnością siebie a ja uznałem że ma stuprocentową rację i poszedłem na resocjalizację.

Porzucił pan zatem to co lubił robić?

Nie do końca cały czas strzygłem koleżanki i koleżanki koleżanek. W wolnych chwilach rysowałem sukienki. Zabawne, że wielokrotnie zdarzało się iż znajomi dawali mi dziesięć czy piętnaście złotych za usługę. W tym samym jednak czasie dyskutowali ze mną co ja tak naprawdę mógłbym robić w życiu. Nadal nikomu nie przychodziło do głowy że mógłbym pracować jako fryzjer.

Na resocjalizacji szło mi bardzo dobrze – zresztą egzaminujący mnie przed przyjęciem na studia doktor powiedział, że musi mi dać maksymalną ilość punktów żeby podciągnąć moje nienajlepsze świadectwo ponieważ jego zdaniem jestem osobą empatyczną, znającą życie i dlatego świetnie nadaje się na ten kierunek. Po roku usłyszałem jednak, że w Krakowie otwiera się szkoła projektowania ubioru. Pojechałem i tym razem nie pytając już nikogo po prostu złożyłem papiery.

Dostałem się bez problemu a tego samego dnia – kiedy się o tym dowiedziałem – dostałem propozycje wzięcia udziału w pokazie mody, na którym poznałem – jak się później okazało – swoich najbliższych współpracowników.

Zorganizował pan pokaz Kaleka, moda i hipersprawność. Jakie było jego przesłanie?

Impreza odbyła się z okazji cztery razy dwudziestych urodzin Krystyny Mazurówny. Czuję się zaszczycony, że otrzymałem taką propozycję. Zależało mi na tym, żeby pokazać to jacy jesteśmy wszyscy jako ludzie.

Widz obserwujący pokaz miał odnieść wrażenie Ja też mógłbym być na tym miejscu i sądząc po komentarzach jakie do mnie docierają udało się osiągnąć ten cel.

Do pokazu zatrudniłem ludzi ze środowiska aktorskiego i tanecznego a także osoby z różnymi niepełnosprawnościami. Aktorzy prezentowali kalectwo, ułomność, koślawość a osoby z niepełnosprawnościami – hipersprawność.

I tak np Piotrek – który na co dzień porusza się z protezą – wykonał pompki na jednej ręce. Angelika – poruszająca się na wózku himalaistka – jeździła samodzielnie po rampie między barką a bulwarem. Danka – bez nogi – biegała po wybiegu, ktoś inny ćwiczył jogę. Każdy był inny i wszyscy byli normalni.

Mimo iż kilka dni przed pokazem bardzo ostro lało a moja koleżanka skrzypaczka ze Szwajcarii zastanawiała się czy w takich warunkach pokaz w ogóle dojdzie do skutku i czy w związku z tym ma przyjeżdżać do Polski to w dniu pokazu mieliśmy fantastyczną pogodę a opady wróciły zaraz po nim.

Jako projektant i fryzjer angażuje się pan także w akcję metamorfozy pomagając ludziom w kryzysie bezdomności. Dlaczego?

Ponieważ zgodnie z tym o co apelował papież Franciszek uważam, że ludziom trzeba pomagać czynem a nie słowem. Naprawdę kocham pracować z ludźmi. Mam klientów przychodzących do mnie od lat. Nasze rozmowy nie są już zdawkowe. Jestem dla nich zaufanym człowiekiem.

Kiedy dwa lata temu  odpowiadając na apel Papieża w Krakowie zorganizowano światowy dzień ubogiego okazało się że organizatorom brakuje fryzjerów.

Włączyłem się w działania i spotkałem ludzi niezwykle wrażliwych z pięknymi historiami życiowymi, którzy w pewnym momencie się pogubili. Przekonałem się, że to co robimy im na głowach ma daleko głębsze znaczenie niż nam się początkowo wydaje.

Kiedy widzę jak pogrążona w depresji dziewczyna oglądając swoją nową fryzurę wreszcie się uśmiecha i mówi, że po raz pierwszy od wielu dni czuje głód w żołądku bo wcześniej było jej wszystko jedno to czuję że moja praca została doceniona a własny talent mogłem wykorzystać by pomóc innemu człowiekowi.

la takiej dziewczyny to znaczy bardzo dużo. Kiedy są czyste, zadbane i bardziej pewne siebie mają większe szanse żeby znaleźć pracę i wyjść z kryzysu bezdomności. Takie akcje trzeba organizować znacznie częściej bo np z usług fryzjerskich człowiek korzysta przecież nie jeden raz w roku.

Niedawno znalazł się pan na liście stu najbardziej wpływowych Polaków z niepełnosprawnością. Czy brak dłoni wpływa w jakiś sposób na pańskie życie zawodowe?

Szczerze mówiąc jeśli wpływa to wyłącznie pozytywnie. Fryzjer bez jednej ręki jest znacznie bardziej atrakcyjny medialnie niż taki, który musi zdobywać zainteresowanie wyłącznie dzięki pracy i talentowi.

Brak ręki to coś co wyróżnia mnie z tłumu. Dzięki temu mogę sobie pozwolić na pracę z ludźmi z niepełnosprawnością w zupełnie inny sposób niż ktoś, kto tylko się w tym temacie kształcił. Też tego doświadczyłem. Jestem z tym na co dzień.

Od wczesnego dzieciństwa nie miałem problemu z niepełnosprawnością. Uważałem, że to nie jest coś co jest mi zabrane tylko coś co zostało mi dane. W jakiś sposób fakt niepełnosprawności mnie określa ale tak jak wszystkie inne parametry. Nie stanowi o mnie całościowo.

Pamiętam że na początku swojej drogi zawodowej miałem bardzo duży bunt przeciwko mediom bo nie chciałem żeby nazywały mnie jednorękim fryzjerem. Ja nie strzygę ludzi pomimo braku dłoni. Strzygę bez względu na to ile mam dłoni bo mam taką wrażliwość. Potrafię to robić i wykonywałbym ten zawód bez względu na niepełnosprawność czy jej brak. Po pewnym czasie zrozumiałem jednak że dla niektórych osób przerażonych niepełnosprawnością mogę być inspiracją.

Od tamtego czasu chętnie udzielam wywiadów i tłumaczę, że nieważny jest twój stan zdrowia ważne co możesz dać z siebie innym. Ja lubię siebie, akceptuję siebie i kocham to co robię. Do takiej postawy zachęcam wszystkich.

Gdzie będzie dostępna pańska kolekcja?

Zapraszam serdecznie do mojego showroomu a już od sierpnia do odwiedzania strony internetowej którą właśnie przygotowuję.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.