Zdjęcie przedstawia Bartka leżącego w łóżku. Jest bardzo szczupły, ma krótkie, ciemne włosy, jest oparty na poduszkach. W tle widać ścianę, na której wiszą obrazki.

Poznajcie Bartka Turzyńskiego, człowieka, który wygrywa ze śpiączką i potrzebuje waszego wsparcia!

Kiedy trzy lata temu Bartek wracał do domu ze szpitala lekarze nie dawali mu żadnych szans na powrót do zdrowia. Dzisiaj mój brat samodzielnie chodzi, mówi i walczy dalej żeby odzyskać pamięć i pełną świadomość. Na dalszą rehabilitację są potrzebne duże pieniądze dlatego zwracam się do państwa z ogromną prośbą o przekazywanie jednego procentu na pomoc Bartkowi – opowiada Ola Turzyńska siostra bboya Cetowego.

Jak doszło do wypadku Bartka?

Ósmego lutego 2013 roku Bartek wraz z grupą znajomych kręcił teledysk do jednego z utworów. Wspólnie wpadli na pomysł żeby nakręcić sceny na dachu nieczynnej kolejki SKM. W pewnym momencie Bartek niefortunnie upadł i trącił ręką sieć trakcyjną. Kontakt z nią trwał zaledwie kilka sekund, ale to wystarczyło żeby mój brat porażony prądem stracił przytomność i przestał oddychać. Jeden z kolegów podjął natychmiast akcję reanimacyjną co bez wątpienia uratowało Bartkowi życie. Kiedy przyjechała karetka okazało się że musi poczekać na straż pożarną, aby ta odłączyła prąd i ściągnięcie Bartka z dachu stało się w ogóle możliwe. W międzyczasie akcja serca znowu się zatrzymała i tym razem reanimację podjęli ratownicy medyczni.

Po przyjeździe do szpitala w Gdańsku okazało się, że dla Bartka nie ma w nim miejsca i karetka musiała przewozić go do oddalonej o dziewięćdziesiąt kilometrów Kościerzyny. Tam lekarze nie dawali mu szans na przeżycie pierwszej nocy.

Bartek jednak walczył mimo, że pojawiały się nowe komplikacje. Był wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną żeby nie odczuwać bólu, pojawiło się zapalenie płuc. Na szczęście udało mu się je pokonać i gdy po kilku dniach lekarze go wybudzali mieliśmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Niestety jednak Bartek nie odzyskał w pełni świadomości. Nie ruszał się, nie mówił, a lekarze z rozbrajającą szczerością powiedzieli nam, że już nic z niego nie będzie i że do końca życia pozostanie w stanie wegetatywnym. Wypisali mojego brata do domu i umyli od całej sprawy ręce. My jednak nie zamierzaliśmy się poddawać i rozpoczęliśmy walkę o Bartka i jego powrót do zdrowia.

W jaki sposób staraliście się mu pomóc? Jak wyglądały te pierwsze dni opieki?

Początkowo była to dla nas wszystkich bardzo ciężka sytuacja. Pomijając ogromne emocje, które były w tej sytuacji czymś naturalnym to przede wszystkim nie mieliśmy pojęcia jak powinna wyglądać opieka nad osobą w takim stanie. Skonsultowaliśmy się więc z wybitnym specjalistą zajmującym się pacjentami w śpiączce profesorem Talarem. To on zwrócił nam uwagę, że najważniejsze jest ciągłe dostarczanie bodźców do mózgu pacjenta. Wyjaśnił jak powinny wyglądać specjalistyczne masaże i cała rodzina wraz ze wspierającymi nas znajomymi i dwoma zaangażowanymi prywatnie rehabilitantami masowała Bartka po osiem dziesięć godzin dziennie. Musieliśmy także nauczyć się jak obsługiwać wszystkie niezbędne sprzęty rurkę PEG (do karmienia), rurkę tracheotomijną, cewniki, itd. bo jedyną rzeczą którą Bartek mógł robić samodzielnie było oddychanie wspomagane przez urządzenie dostarczające dodatkowy tlen do płuc.

Zdjęcie przedstawia Bartka prze wypadkiem w trakcie breakedance.

Terapia zaproponowana przez Profesora Talara dała bardzo dobre rezultaty. Już po dwóch trzech tygodniach Bartek zaczął otwierać oczy i wodzić za nami wzrokiem. Zaczął poruszać głową i rękoma. Powoli zaczęły się cofać powstałe wcześniej przykurcze i było wyraźnie widać że Bartek wraca do życia. Z tygodnia na tydzień uczył się kolejnych rzeczy i po trzech latach od wypadku możemy powiedzieć, że osiągnęliśmy wielki sukces. Dzisiaj mój brat jest w stanie samodzielnie się poruszać, mówi i jest w stanie bez większych problemów z nami się komunikować na swój sposób. Kiedy widzą go lekarze którzy wcześniej postawili na nim krzyżyk przecierają oczy ze zdumienia. Mówią, że stało się niemożliwe, że to zupełnie nie ten sam człowiek. Tylko my jednak wiemy jak wiele pracy kosztowało to Bartka i nas wszystkich.

Mimo olbrzymiego postępu i poprawy stanu zdrowia rehabilitacja mojego brata musi trwać nadal. Bartek ma problemy z pamięcią i nie jest w pełni świadomy tego co się dzieje. Oczywiście my jako rodzina jesteśmy w stanie się z nim porozumieć i potrafimy bez problemu określić, kiedy Bartek jest smutny kiedy się z czegoś cieszy, a kiedy czegoś potrzebuje. Jeśli jednak chodzi o konkretną diagnozę medyczną to do dzisiaj poruszamy się po omacku i działamy na chybił trafił. Żaden lekarz do tej pory nie potrafił nam powiedzieć w jakim stanie jest Bartek i co tak naprawdę należałoby robić aby mu pomóc.

Podkreślają, że mój brat jest przypadkiem wyjątkowym, który przerósł polską medycynę.

Szukamy więc rozwiązań na własną rękę. Największym problemem są płaty czołowe, które zostały uszkodzone na skutek niedotlenienia. Hamują u Bartka potrzebę wyrażania siebie. Przez długi czas Bartek nie był w stanie powiedzieć, że jest głodny albo że chce mu się pić. Ostatnio jednak dzięki nowej terapii coś drgnęło. Bartek zaczyna sygnalizować swoje potrzeby. Terapia polega na tym że Bartkowi podawany jest czysty tlen w komorze hiperbarycznej co ma spowodować dotlenienie i regenerację zniszczonych komórek. Podkreślam, że cały czas poszukujemy rozwiązania, które pozwoliłoby mojemu bratu wrócić do nas. Mamy za sobą całą masę bardzo różnych prób i terapii. Próbowaliśmy już muzykoterapii, puszczając Bartkowi muzykę od klasycznej do ulubionych przez niego nowoczesnych kawałków. Pobudzaliśmy także jego węch podsuwając mu pod nos różne olejki zapachowe i owoce. Wszystko to pomagało mu robić kolejne kroki naprzód i przypominać sobie konkretne wrażenia i odczucia.

Czy w całym okresie opieki, rehabilitacji i walki o zdrowie brata mogliście liczyć na jakąś pomoc ze strony państwa?

Państwowa służba zdrowia gwarantuje ok. osiemdziesiąt dni rocznie rehabilitacji domowej. Czeka się na nią co najmniej pół roku i żeby ją otrzymać trzeba złożyć całą masę wniosków i wypełnić drugie tyle dokumentów. Nie mieliśmy na to wszystko czasu więc od początku rehabilitowaliśmy Bartka prywatnie. Naszym szczęściem w nieszczęściu było to że Bartek był znany bboyem i natychmiast po wypadku jego koledzy ruszyli z pomocą. Pomogli między innymi zorganizować całą kampanię medialną także na poziomie ogólnopolskim. Koszty opieki na samym początku wynosiły dwanaście tysięcy złotych miesięcznie. To ogromna kwota, której nie bylibyśmy w stanie gromadzić miesiąc w miesiąc bez ludzkiej pomocy. Trzeba było kupić wszystkie niezbędne sprzęty rehabilitacyjne, opłacać treningi, a jednocześnie wszyscy angażowaliśmy się w opiekę nad Bartkiem bo potrzebował jej 24 godziny na dobę. Dzisiaj kiedy stan zdrowia Bartka się poprawił koszty są nieco mniejsze, ale nadal musimy zgromadzić około ośmiu tysięcy złotych miesięcznie, żeby walka o zdrowie mojego brata mogła być kontynuowana. Po pewnym czasie zdecydowaliśmy się spróbować państwowej rehabilitacji. Szybko jednak okazało się, że fizjoterapeuta wpadał na 45 minut i zanim sam się przebrał i ułożył pacjenta mijała już połowa zajęć. Jestem przekonana, że gdyby nie pomoc bliskich nam ludzi i nasza determinacja w zapewnianiu Bartkowi nowoczesnych terapii to nadal tkwilibyśmy w martwym punkcie, a Bartek byłby w tym fatalnym stanie w którym wypuszczono go ze szpitala nie dając szans na nic. Człowiek przewlekle chory nie może w naszym kraju liczyć na pomoc państwa. Można śmiało powiedzieć, że lekarzem Bartka jest teraz mama, która wzięła na siebie całą odpowiedzialność. Wynajduje nowe terapie i tak jak my wszyscy głęboko wierzy, że Bartek prędzej czy później do nas wróci. Nie pozwolimy go przekreślić.

Zdjęcie przedsawia Bartka leżącego w łóżku, oob siedzi przy nim siostra. Oboje się uśmiechają, Ola podaje Bartkowi kanapkę.

O czym pani jako siostra marzy w kontekście całej tej bardzo trudnej sytuacji?

Od momentu kiedy zaczęła się choroba moim wielkim marzeniem i celem jaki sobie postawiłam jest takie usprawnienie Bartka, aby mógł wrócić do swojej wielkiej pasji. Bartek od zawsze kochał taniec. Był jednym z najlepszych w Europie zawodników breakdance. Swoją pasją potrafił zarażać innych. Wspólnie z kolegami organizował obozy dla dzieciaków, podczas których uczyły się tańczyć. Jako starszy brat był dla mnie zawsze wzorem i wielkim wsparciem, którego w pewnym momencie zabrakło. Od początku jednak bardzo głęboko wierzę, że to jest tylko stan przejściowy, a Bartek swoją piękną walką i ciągłymi postępami o których opowiadałam wszystko to potwierdza. Bardzo proszę wszystkich państwa, którzy czytacie ten tekst. Uwierzcie w mojego brata. Dajcie mu szansę na skuteczny powrót do nas wszystkich. Przekazany przez Was jeden procent podatku będzie wielkim wsparciem i pomoże Bartkowi kontynuować terapię. O tym że każda zainwestowana w niego złotówka już przyniosła efekt mogliście się przekonać czytając ten wywiad. Proszę więc żebyście pomogli Bartkowi dojść do szczęśliwego końca tej drogi. Dzień, w którym mój brat odzyska pełną świadomość będzie najpiękniejszym w moim życiu i zrobię wszystko żeby do tego doprowadzić. Mam wielką nadzieję, że zechcą mi państwo w tym pomóc.

Poniżej możecie zobaczyć filmik o akcji 1% dla Bartka:

http://youtu.be/WmX5KY11urg

Nr KRS oraz dane fundacji:

Numer KRS: 0000068136 z dopiskiem: DLA BARTKA

Numer konta:

Fundacja „Twoja Pasja”
Nałęczowska 62 m45, 02-922 Warszawa
NIP 521-36-42-819

Sub konto Cetowego
35 1300 0000 2076 0213 8492 0001
Meritum Bank

 

 

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.