Zdjęcie przedstawia Bartka rzońce na krupówkach w zakopanem

Poznajcie Bartka Rzońcę. Przejechał na wózku całą Polskę od Świnouścia do Zakopanego

Podróże są moją wielką pasją. Kocham wielkie przestrzenie i góry, które dają mi poczucie wolności. Wyprawa wózkiem przez Polskę była moim wielkim marzeniem, które udało się zrealizowaćopowiada Bartek Rzońca, który na wózku elektrycznym pokonał trasę ze Świnouścia do Zakopanego.


Jak narodził się pomysł wyprawy?
Można powiedzieć, że impulsem do jej zorganizowania stała się odmowa, jaką usłyszałem gdy zgłosiłem chęć udziału w pielgrzymce. Od zawsze kocham podróże, wielkie przestrzenie i góry, które dają mi poczucie wolności. Uwielbiam zwiedzać nowe miejsca i poznawać świat. Kiedy więc usłyszałem, że pielgrzymka na wózku elektrycznym jest niemożliwa, bo to zbyt skomplikowane przedsięwzięcie, postanowiłem, że wezmę się za organizację czegoś bardziej szalonego, aby pokazać wszystkim, że realizacja własnych marzeń jest możliwa bez względu na stan zdrowia.


Jak zatem wziął się Pan za organizowanie wyprawy wózkiem przez Polskę?
Zacząłem od wytyczenia trasy. Ważne było, aby omijać ruchliwe drogi i znaleźć miejsca gdzie da się przejechać wózkiem. Całą wyprawę korzystałem z wózka elektrycznego, więc musiałem brać pod uwagę wytrzymałość akumulatorów. Na szczęście mój pojazd ma je naprawdę dobre, dzięki czemu mogłem pokonywać około 50 kilometrów dziennie. Kolejnym krokiem było skompletowanie zespołu. Od urodzenia choruję na dystrofię mięśniową. To choroba genetyczna, która cały czas postępuje. Od jedenastego roku życia poruszam się na wózku i potrzebuję całodobowej opieki. W zespole musiał się więc znaleźć opiekun, który pomoże mi w czynnościach dnia codziennego oraz rowerzysta towarzyszący mi w trakcie jazdy. Dzięki wsparciu firmy Promedica24 udało się wszystko doskonale zorganizować, pozyskać środki, a nawet zapewnić busa z kierowcą, który okazał się bardzo potrzebny w trakcie całej wyprawy. Na końcu przygotowań oddałem swój wózek do mechanika, a gdy ten dokonał przeglądu i usunął drobne usterki można było ruszyać w drogę.


Co podczas przejazdu przez Polskę zrobiło na Panu największe wrażenie?
Tak naprawdę cała podróż była dla mnie fantastyczną przygodą i ogromnym przeżyciem. Codziennie cieszyłem się szybką jazdą i wsłuchiwałem w dźwięki ukochanej muzyki elektronicznej. O wyprawie zrobiło się głośno w mediach, więc bardzo często spotykałem ludzi, którzy mnie pozdrawiali, kibicowali i trzymali mocno kciuki. Podczas całej wyprawy spotkałem się z ogromną życzliwością. Noclegi w poszczególnych miejscowościach oferowano nam wszystkim za darmo. Wystarczyło, że powiedziałem, iż jadę wózkiem przez Polskę, a wszyscy zapraszali mnie do siebie i przyjmowali z otwartymi ramionami.

Przekonałem się też jak pięknym i fascynującym krajem jest Polska. Szczególnie zapadł mi w pamięć piękny widok Ojcowskiego Parku Narodowego obok Rakowa. Te niesamowite skały, naturalne piękno tego miejsca wywołały u mnie wielkie wzruszenie. Na zawsze zapamiętam też zapierający dech w piersiach widok gór, które mogłem podziwiać dojeżdżając do Zakopanego.


Nie wierzę jednak, żeby podczas całej trasy nie miał Pan żadnych problemów. To byłoby sprzeczne z podróżniczą tradycją?
No dobrze, przyznaję, że jak przystało na rasowego podróżnika, raz czy dwa przebiłem oponę i trzeba było ją wymieniać. Nie rozpieszczała nas także pogoda. Niemal codziennie lało albo wiało, ale kto wie czy to nie było nawet lepiej. Gdyby panował charakterystyczny dla sierpnia tropikalny upał, napewno męczyłbym się dużo szybciej, a tak tylko czasem drętwiały mi ręce i po krótkiej przerwie mogłem się brać do roboty. W rekordowym dniu zrobiłem ponad sześćdziesiąt kilometrów, a to już naprawdę niezły wyczyn.C


Co pan czuł docierając do mety?
Ogromne wzruszenie. Cieszyłem się też, że moi rodzice mogą wreszcie przestać się denerwować. Nie chciałem ich widzieć na trasie, ponieważ zależało mi na tym, aby wszystko zrobić samodzielnie. Tej samodzielności nauczyli mnie właśnie oni, za co jestem im ogromnie wdzięczny. Zawsze chcieli żebym podejmował samodzielne decyzje i nigdy mnie nie wyręczali. Od dziesiątego roku życia uczyłem się w szkole z internatem w Policach daleko od domu. To dzięki rodzicom potrafię dziś osiągać sukcesy. Studiuję geodezję i kartografię na Politechnice koszalińskiej, mimo ograniczeń fizycznych żyję pełnią życia i potrafię realizować marzenia.

Wracając do dnia kończącego moją wyprawę. Otrzymałem piękny dyplom pamiątkowy, a całe wydarzenie objęli swoim patronatem burmistrz Zakopanego i rektor mojej uczelni.


Co chciał pan przekazać ludziom pokonując na wózku te dziewięćset kilometrów?
Zależało mi, żeby pokazać, że jeśli człowiek ma determinację jest w stanie wygrywać z ograniczeniami i spełniać swoje marzenia.

Nie dajcie sobie wmawiać, że coś jest za trudne albo niemożliwe.

Chciałbym, żeby mój przykład posłużył także innym niepełnosprawnym. Nie dajcie sobie wmawiać, że coś jest za trudne albo niemożliwe. Ograniczenia istnieją tylko w naszych głowach i tylko od człowieka zależy czy potrafi żyć pełnią życia czy też koncentruje się na negatywach. Ja wolę dostrzegać piękno otaczającego mnie świata.


Czy planuje Pan kolejne wyprawy?
Marzy mi się wielka podróż wózkiem po Chorwacji. To fantastyczny kraj z pięknymi krajobrazami, ale narazie wyjazd tam to tylko marzenie. Przygotowań jeszcze nie zacząłem. Moim najbliższym celem jest napisanie książki o minionej właśnie wyprawie.


Czy jako osoba potrzebująca całodobowej opieki może Pan liczyć na pomoc państwa?
Raczej nie. Opiekuna, z którym obecnie współpracuje zapewnia mi firma Promedica24. Kiedy jeżdżę na uczelnię i potrzebuję w czymś pomocy wspierają mnie koledzy. Opieka jest mi rzeczywiście potrzebna stale, a takiej Polska nie zapewnia.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.