Pomnik niesłyszących żołnierzy walczących w powstaniu warszawskim

Pomnik niesłyszących żołnierzy walczących w powstaniu warszawskim odsłonięty.

Dokonali tego wspólnie ostatni żyjący niesłyszący żołnierz Karol Stefaniak i prawnuk jednego z jego kolegów.

Najważniejszymi elementami pomnika zbudowanego na cześć niesłyszących powstańców są: symbol kotwicy, nazwiska ponad trzydziestu walczących żołnierzy i znak osób z niepełnosprawnością sensoryczną. Pomnik znajduje się na dziedzińcu instytutu głuchoniemych. Podczas uroczystości jego odsłonięcia odczytano list prezesa związku powstańców warszawskich, generała Zbigniewa Mścibora Rylskiego.

Z najwyższym uznaniem odnosimy się do wkładu głuchych żołnierzy AK w walce o Warszawę i wolną Polskę. Takie nazwiska jak Wiesław Jabłoński pseudonim Łuszczyc, Edmund Malinowski pseudonim Mundek, sanitariuszka Celina Kiluk, na zawsze pozostaną w pamięci młodszych pokoleń – podkreślił generał. Powstańcy z wadą słuchu walczyli między innymi w rejonie placu trzech krzyży, budowali barykady i byli wartownikami. Mścibor Rylski zauważył także, że bogata w wydarzenia historia głuchych żołnierzy AK w walkach powstania warszawskiego i godna naśladowania postawa do dziś budzi podziw i szacunek środowisk kombatanckich.

Z kolei wiceprzewodnicząca rady Warszawy Ewa Masny-Askanas podkreśliła ogromną rolę jaką odegrał istniejący od prawie dwustu lat Instytut Głuchoniemych, który przygotował wychowanków do stawiania czoła wyzwaniom jakie zwłaszcza w latach drugiej wojny światowej przyniosła trudna historia Polski. Wychowankowie instytutu należeli od początku do konspiracji niepodległościowej, a w trakcie powstania także ulic znajdujących się w pobliżu instytutu takich jak Horza, Wspólna, Mokotowska, czy Frascati. Odsłaniający pomnik, ostatni żyjący żołnierz, Karol Stefaniak tak wspominał moment wybuchu powstania:

„Kiedy wybuchło powstanie miałem trzynaście lat. Walczyć poszli moi starsi koledzy, więc ja również. Moim zadaniem było głównie siedzenie na dachu i kontrolowanie co dzieje się na placu trzech Krzyży.”

Podkreślił, że jeszcze przed wybuchem walki wiedział, że coś się dzieje, widział chłopców z biało-czerwonymi opaskami.

„Byłem przyzwyczajony, że sam chodzę po mieście. Pojechałem na Wolę spotkać się z innymi głuchymi i widziałem, że coś się dzieje wśród Niemców. O wybuchu powstania dowiedzieliśmy się jadąc tramwajem na Żelaznej. Motorniczy prowadził schylony chroniąc się przed ostrzałem. Tramwaj na dobre zatrzymał się w alejach Jerozolimskich więc schowaliśmy się w bramie. W końcu kolega poszedł, zostałem sam. Widziałem, że ludzie chodzą po ulicy ale z podniesionymi rękami więc też je podniosłem i poszedłem. Widziałem na dachach snajperów niemieckich. Pierwsze rozstrzelania, ale jakoś udało mi się wrócić do Instytutu.”

Dyrektor Instytutu głuchoniemych Tadeusz Adamiec przypomniał, że konspirację na terenie Instytutu organizował nauczyciel wychowania fizycznego Wiesław Jabłoński.

„Wykorzystywano fakt, że głusi chodzili z opaskami „głuchoniemy” i generalnie Niemcy ich nie zaczepiali, dlatego przewozili meldunki i broń. Ukrywani byli także głusi Żydzi. Kiedy do Warszawy przyjeżdżali niesłyszący Niemcy na przykład do rodzin, też tu przychodzili, ale żaden nigdy nie ujawnił, że są tu ukrywani Żydzi. To przykład tej niezwykłej solidarności między głuchymi – opowiadał dyrektor Adamiec. Jak zaznaczył zupełnie niezwykłym faktem jest że podczas walk powstańczych nie poległo wiele osób niesłyszących. „Oni mieli jakiś niezwykły zmysł który pomagał im uciekać przed ostrzałem czy bombardowaniami. Głusi brali aktywny udział także w pracach pomocniczych, donosili broń, budowali barykady i pełnili funkcje wartownicze. Kobiety były sanitariuszkami i opiekowały się rannymi znosząc ich często z pola bitwy.”

Większość osób niesłyszących wchodziło w skład plutonu głuchoniemych należącego do batalionu Miłosz, który walczył w rejonie instytutu. Walczył on przez cały okres powstania. Część z jego żołnierzy trafiła do niewoli. Inni wyszli razem z cywilami. Broń zakopali w ogrodzie przy instytucie. Jeden z walczących uciekł z transportu i walczył w partyzantce w Jugosławii. Po wojnie nadal utrzymywali ze sobą bliski kontakt. To byli wyjątkowi, szlachetni ludzie. Ich słyszący koledzy z batalionu, także żywili dla nich wielki szacunek – podkreślił dyrektor Adamiec.

Cieszę się bardzo, że pomnik niesłyszących powstańców udało się odsłonić i to jeszcze zanim odszedł od nas ostatni z nich. Ich bohaterska postawa i heroiczna walka o wolną Polskę jest godna najwyższego szacunku. Ci młodzi ludzie nie bacząc na przygniatającą przewagę wroga, ogromne ryzyko śmierci, całą tragedię sytuacji w jakiej się znaleźliśmy, poszli walczyć i przelewać krew za swój kraj co najlepiej świadczy o ich wielkości i patriotyzmie. Ilekroć jednak słyszę o powstaniu warszawskim budzi ono we mnie sprzeczne uczucia. Po pierwsze dlatego, że mimo iż w historii odnieśliśmy całą masę świetnych zwycięstw militarnych i politycznych zawsze uwielbiamy czcić największe klęski narodowe.

Nie sposób także w tym miejscu nie pytać o zachowanie i postawę takich ludzi jak Tadeusz Bur Komorowski. W przeciwieństwie do młodych pełnych wiary i entuzjazmu chłopców był on doświadczonym wojskowym. Musiał zdawać sobie sprawę, że powstanie nie ma żadnych szans i że posyła na pewną śmierć młodych niezwykle wartościowych ludzi, którzy mogli po wojnie odegrać w historii Polski znaczącą rolę i mocno utrudnić przejęcie władzy komunistom. Wydanie w tych okolicznościach rozkazu o rozpoczęciu powstania to nie tylko absurd. To wręcz przestępstwo, za które w normalnym kraju dowódca wojskowy zostałby pociągnięty do odpowiedzialności przed sądem.

Dziwi mnie więc niezwykle, że człowiek którego decyzja pośrednio spowodowała obrócenie całego miasta w ruinę oraz śmierć ponad dwustu tysięcy niewinnych ludzi jest do dziś dnia chełbiony i podziwiany. Przecież każdy uczciwy człowiek przyzna, że żaden dowódca wojskowy nie wysyła żołnierzy na śmierć z pełną świadomością, że nie mają żadnych szans nie tylko na odniesienie zwycięstwa ale nawet na ocalenie życia. Myśląc więc o powstaniu wspominam zawsze ową dowódczą głupotę co jednak nie zmienia mojego głębokiego szacunku do wszystkich żołnierzy, którzy walczyli i oddali zdrowie i życie za wolną Polskę idąc ramię w ramię niezależnie od tego czy ktoś był zdrowy czy chory, sprawny czy mniej sprawny.

Na cześć ich wszystkich wznoszę okrzyk, który nie raz możemy usłyszeć na stadionie Legii przy Łazienkowskiej: Cześć i chwała bohaterom.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.