W Sejmie protest rodziców osób niepełnosprawnych. Na zdjęciu dwie dorosłe osoby z dwiema młodymi niepełnosprawnymi (jedna z nich na wózku), przechadzający się po korytarzu w sejmie

Poczytajcie jak polska republika bananowa traktuje własnych obywateli z niepełnosprawnościami!

Kto z was nie ma wśród swoich znajomych czy rodziny jakiejś osoby z niepełnosprawnością? Kto z was nie widział ulic bez świateł dźwiękowych schodów nie do pokonania przez wózkowiczów dyskryminacji w szkołach urzędach, szpitalach sądach itd. Wszystko to  znane jest aż zbyt dobrze przeciętnemu człowiekowi…

Do wymienionych problemów dochodzi także chyba najbardziej bolesna dyskryminacja finansowa. Dzisiaj osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności mogą liczyć na 756 złotych renty i 153 złote zasiłku pielęgnacyjnego. Jest to zatem dziewięćset złotych na miesiąc. Te osoby możemy podzielić na dwie grupy. Ludzi przykutych do łóżka przez 24 godziny na dobę – niezdolnych do samodzielnego życia – wymagających bezustannej opieki,. W takich sytuacjach najczęściej ciężar opieki spada na rodziców którzy muszą zrezygnować z pracy bo w Polsce nie ma żadnego systemu wsparcia asystenckiego.

Drugą grupę stanowią także osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności; np niewidome, które mogą i chcą pracować ale są dyskryminowane na rynku pracy a jeśli już pracę znajdą to po przekroczeniu mniej więcej dwóch i pół tysiąca złotych – co w Warszawie nie jest żadną pensją -renta jest im odbierana. Jeżeli ktoś przekroczy dozwolony próg choćby o złotówkę to i tak musi oddać całą rentę a że ZUS upomina się o nią, często po kilkunastu miesiącach zdarza się, że zadłużenie osoby zarabiającej powiedzmy trzy tysiące miesięcznie sięga kilkunastu tysięcy złotych.

Widzimy więc że nawet ci niepełnosprawni, którzy chcą pracować są karani za aktywność.

Czy można się więc dziwić rodzicom sprawującym stałą opiekę nad dorosłymi ludźmi z niepełnosprawnościami że chcą od państwa zasiłku rehabilitacyjnego w wysokości pięciuset złotych i podniesienia renty socjalnej do poziomu najniższej emerytury? Przecież nawet realizacja tych postulatów nie zmieni ich sytuacji w jakiś radykalny sposób?

Leki, pieluchy, prywatna rehabilitacja – bo na państwową nie ma co liczyć – wszystko to kosztuje grube pieniądze. Zdesperowani ludzie protestują więc w sejmie już dobrych kilka dni a co tymczasem robi rząd? Zwołuje posiedzenie rady konsultacyjnej do spraw osób niepełnosprawnych. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ciało to jest powoływane przez panią Minister Pracy i Rodziny i składa się z przedstawicieli wielu środowisk popierających rząd.

Można więc powiedzieć że dzisiaj pani minister podpisała porozumienie z samą sobą i grupą swoich zwolenników a w całym spektaklu niechlubną rolę odegrał Pełnomocnik Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych, którego zadaniem jest przecież ochrona interesów osób z niepełnosprawnościami.

Rządowi nie chodzi więc o rozwiązanie problemu. Chodzi wyłącznie o instrumentalne wykorzystanie organizacji znajdujących się pod jego kontrolą i skłócenie środowiska osób z niepełnosprawnościami. Już bolszewicy wiedzieli, że skłócony przeciwnik to słabszy przeciwnik a obecni rządzący zdają się czerpać z ich ideologii garściami. Zwykło się mówić że miarą rozwoju cywilizacyjnego państwa jest sposób w jaki traktuje ono najsłabszych i najbardziej narażonych na wykluczenie własnych obywateli. Wygląda więc na to, że Polska jest prawdziwą republiką bananową. U nas bowiem nie ma żadnego systemu wsparcia i nawet gdyby spełnić wszystkie postulaty to dzisiaj życie osób z niepełnosprawnościami nie stałoby się bardziej godne.

Podam wam jeden konkretny przykład mojej koleżanki z liceum. Dziewczyna od urodzenia – z powodu mózgowego porażenia dziecięcego – jeździ na wózku i bardzo słabo porusza rękami. Potrzebuje więc stałej opieki przy ubieraniu jedzeniu, słowem wszystkich czynnościach dnia codziennego. Mimo trudnej sytuacji nie poddała się pracuje i zarabia pieniądze. Problem tylko w tym, że wszystkie jakie zarobi idą na opłacenie asystentki bo państwo niczego jej nie gwarantuje. Gdyby nie pomoc dobrze sytuowanych rodziców to koleżanka nawet będąc osobą dobrze wykształconą i regularnie pracującą mimo wielu obiekcji lekarzy medycyny pracy nie miałaby co do garnka włożyć. Koszty asystentki to co najmniej dwa tysiące miesięcznie.

Teraz odpowiedzcie sobie na pytanie czy podniesienie renty z siedmiuset do tysiąca złotych miesięcznie coś w jej sytuacji zmieni?

W cywilizowanym kraju państwo dmuchałoby na nią i chuchało, bo – mimo trudnej sytuacji – pracuje i płaci podatki. Miałaby nie tylko asystenta ale i wszelką inną pomoc. U nas traktowana jest jak obywatel drugiej a może nawet trzeciej kategorii. Dopóki więc nie zmieni się sposób myślenia o niepełnosprawności, dopóki rządzący nie zobaczą w tych osobach ludzi, którzy również mają własne problemy marzenia i dążenia – doputy nic w ich sytuacji się nie zmieni i żadne szumne deklaracje oraz posiedzenia rad konsultacyjnych tutaj nie pomogą.

A może naprawdę to jest realizacja powiedzenia naczelnika o ludziach gorszego sortu? Nigdy bym nie przypuszczał że to chodzi o tą grupę osób ale – obserwując zachowanie państwa polskiego – dochodzę do wniosku że chyba jednak tak.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.