Na zdjęciu znajduje się mała lynlee boemer, wraz z uśmiechniętą mamą oraz pozującym razem z nimi do zdjęcia lekarzem. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej tuz po narodzinach, lekarz ma maseczkę na twarzy a mama czepek na głowie.

Poczytajcie o dziewczynce, która urodziła się dwukrotnie!

Każdy z nas zna powiedzenie narodziłem się na nowo. Mówiąc w ten sposób wyrażamy ulgę i radość, że udało nam się wyjść z bardzo trudnej sytuacji. Na świecie jest jednak mała dziewczynka, która może wypowiadać to zdanie bez żadnej przenośni.

Lynlee Boemer została na dwadzieścia minut wyjęta z łona matki, ponieważ lekarze musieli usunąć guz zagrażający jej życiu. Po zabiegu powróciła do macicy i urodziła się dzięki cesarskiemu cięciu prawie trzy miesiące później.

Matka dziewczynki, Amerykanka Margaret Hawkins Boemer, będąc w 16 tygodniu ciąży dowiedziała się, że jej nienarodzona jeszcze córka ma na kręgosłupie guz nowotworowy. Tak zwany potworniak okolicy krzyżowo-guzicznej pobierał z krwiobiegu tyle krwi, że dziewczynce groziła śmierć z powodu niewydolności serca. Szanse na jej przeżycie lekarze oceniali na pięćdziesiąt procent. Matka dziewczynki początkowo oczekiwała bliźniąt, ale niestety straciła jedno z dzieci jeszcze w pierwszym trymestrze ciąży. Początkowo lekarze doradzali jej aborcję. Po pewnym czasie zdecydowali się jednak przeprowadzić bardzo ryzykowny zabieg chirurgiczny.

Kiedy otwarto macicę dziewczynka ważyła zaledwie 530 gramów, a wyrastający z niej potworniak niemal tyle samo. Operacja była bardzo trudna. W jej trakcie omal nie doszło do zatrzymania akcji serca dziecka. Po oddzieleniu narośli Lynlee została ponownie umieszczona w macicy.

Kiedy 6 czerwca ponownie przyszła na świat, ważyła już 2400 gramów. Jej imię łączy w sobie imiona obu babek. Kiedy dziewczynka miała osiem dni przeprowadzono następną operację usuwając pozostałości guza. W tej chwili Lynlee przebywa w domu i według zapewnień lekarzy jej stan jest bardzo dobry. Potworniak, którego u niej wycięto to rzadki rodzaj nowotworu występujący raz na trzydzieści do siedemdziesięciu tysięcy żywych urodzeń. Jego przyczyny są nieznane, jednak w przypadku dziewczynek występuje czterokrotnie częściej niż u chłopców.

Tą informację można by śmiało zadedykować wszystkim pro-life’owcom. Zapewnijcie polskim kobietom taką opiekę, a gwarantuję, że znacznie częściej będą się decydować na donoszenie zagrożonej ciąży i w ogóle chętniej będą podejmować decyzje o dzieciach. Innowacyjne rozwiązania medyczne, odpowiednia opieka w trakcie ciąży i co często ważniejsze już po przyjściu dziecka na świat to są metody, którymi można kobiety przekonać do rodzenia, nawet w sytuacjach skrajnie trudnych.

Może ten przykład zza oceanu otworzy oczy paru ludziom w Polsce i zrozumieją oni, że zmuszanie, uprzedmiotawianie kary więzienia i groźby to metody nieludzkie i prowadzące w ślepy zaułek. Nie wiem jednak, czy moje nadzieje w tym względzie nie są płonne, bo bardzo często zamiast brać pod uwagę najnowsze osiągnięcia naukowe, nasi prawdziwi katolicy potrafią jedynie ględzić o kościele i księżach, o których wiemy, że powinni się trzymać od dzieci jak najdalej.

 

Źródło zdjęcia: facebook

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.