Rycina przedstawiająca zestaw gestów pokazywanych w języku migowym z 1644 roku.

O problemach komunikacyjnych osób głuchych – czyli o tym jak zmusza się część obywateli do życia pod okupacją i odcina od kultury.

Czytając pierwsze słowa wpisu pomyślicie pewnie, że znowu ten oszołom Zagończyk odleciał i wymyśla jakieś nieistniejące problemy. Jaka okupacja? Jakie odcięcie od kultury? Przecież żyjemy w wolnym kraju, a od czasu zaborów minęło już tak wiele lat, że z używaniem ojczystego i naturalnego języka nikt nie ma problemu, a żaden urzędnik nie ośmieliłby się wykluczać i dyskryminować ludzi mówiących po polsku.

Okazuje się jednak, że ta zasada nie dotyczy wcale wszystkich naszych obywateli. Ofiarami, nazwijmy to po imieniu, idiotycznych eksperymentów naukowych i urzędniczych praktyk są osoby głuche, na co dzień mówiące w polskim języku migowym. Na pewno wielu z was słyszało, że głusi walczą o dostępność stron internetowych, o tłumaczenie konferencji prasowych, czy miganie wiadomości telewizyjnych. Większość z Was jednak nie wie tego, że nawet jeśli uda im się cokolwiek wywalczyć to nadal sposób przekazywania im tych wiadomości jest dyskryminujący i wykluczający dla większości z nich.

Polska jest bowiem jedynym krajem świata, w którym obowiązuje dwa całkowicie różne systemy komunikacji osób głuchych. Pierwszy z nich to Polski język migowy. Jest on naturalnym sposobem komunikowania się osób głuchych.

Tym właśnie językiem rozmawiają między sobą w domach, w ten sposób komunikują się z niesłyszącymi dziećmi czy rodzicami. Jest to język wizualno-przestrzenny, który jak każdy inny język świata ma swoje reguły, własną poetykę i wszystkie składniki niezbędne do opisywania świata. Kiedy jednak osoba głucha idzie do szkoły, urzędu lub włącza telewizję wymaga się od niej znajomości zupełnie innego systemu, bo nie języka. System ten opracowany przez surdopedagogów nazywa się systemem językowo-migowym.

U źródeł jego powstania leżała zupełnie nienaturalna chęć dostosowania naturalnego dla głuchych języka migowego, do zupełnie odmiennych reguł języka polskiego. W efekcie powstała hybryda pobłogosławiona przez urzędy, a wyrządzająca ogromną krzywdę użytkownikom. Wyobraźcie sobie bowiem Drodzy Czytelnicy, sytuację w której na co dzień w domu, żeby wyrazić na przykład prośbę o szklankę wody pokazujecie rękami oznaczający wodę znak. Następnie idziecie do szkoły i człowiek, którego spotykacie zaczyna z Wami rozmawiać za pomocą kompletnie innego znaku, mającego oznaczać wodę lub co gorsza znak może i jest podobny, ale zawiera za to zupełnie nienaturalną i niezrozumiałą końcówkę gramatyczną. Pokazywana jest wam więc woda jako słowo i nagle rozmówca miga do Was ni z tego ni z owego literę y, bo w swoim mniemaniu chciał odmienić wyraz i powiedzieć słowo wody. Dla Was jednak ta końcówka nie oznacza kompletnie nic lub wprowadza zamieszanie do znanego wam języka. Czy próbującego się z Wami komunikować w podobny sposób człowieka nie uznalibyście za wariata?

Podobnych absurdów jest więcej. Jeśli użytkownik stworzonego sztucznie systemu chce, na przykład, zamigać słowo napisać pokazuje najpierw wyraz na a potem domiguje pisać. To nawet dla nas użytkowników języka fonicznego, jest kompletnie nielogiczne, bo wyraz na pokazywany osobno nie oznacza nic. Coś może być na stole, na górze, czy na dole, ale na samo w sobie jest abstrakcją. Niestety w takiej abstrakcji każe się żyć polskim głuchym, podczas gdy na całym świecie naturalny język migowy został już dawno uznany za podstawowe i jedyne narzędzie komunikacji osób głuchych. Nie narzuca się im sztucznych systemów, a nad ich naturalnymi językami, bo przecież migowy język francuski różni się zasadniczo od angielskiego i tak dalej, prowadzi się rzetelne naukowe badania. W Polsce dopiero od kilku lat na Uniwersytecie Warszawskim grupa naukowców prowadzi poważne badania nad naturalnym polskim językiem migowym, ale systemem oficjalnie obowiązującym na przykład w telewizji, jest nadal sztuczna hybryda.

Głusi żyją więc jak pod zaborami. W domu rozmawiają inaczej, w szkołach i w urzędach stara się ich zmusić do czegoś kompletnie, z ich punktu widzenia od czapy, czego efektem są po pierwsze narastające problemy komunikacyjne, po drugie odcięcie od informacji i kultury. Dodatkowym kłopotem staje się też fakt, że w swoim założeniu ta sztuczna hybryda językowa miała jedynie wspomagać komunikację głosową. W efekcie w naszym kraju jest duża grupa osób głuchych, które całymi latami były zmuszane do uczenia się wypowiadania na przykład słów kot czy miś. W tym samym jednak czasie zaniedbywane ich naturalny sposób i rozwój komunikacyjny, przez co będąc już dorosłymi mają potworne kłopoty z rozumieniem komunikatów czy tekstów. Nie jest to jednak ich winą. Wszystko to zagwarantowało im nasze państwo nieszanujące praw mniejszości i próbujące narzucić odgórnie własny system komunikacji. Dokładnie tak jak zaborcy. Nieprawdaż? Może zatem czas już skończyć z tą dyskryminacją i pozwolić ludziom rozmawiać w naturalny dla nich sposób.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

2 komentarzy: On O problemach komunikacyjnych osób głuchych – czyli o tym jak zmusza się część obywateli do życia pod okupacją i odcina od kultury.

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.