Ilustracja przedstawia przekreślony symbol wózka inwalidzkiego.

Niezwykły wyczyn sparaliżowanego Amerykanina – przeszedł niemal cztery metry dzięki wsparciu nowoczesnej technologii i własnym, intensywnym myślom.

Ta historia to namacalny dowód na to, że wysiłki naukowców i intensywne myślenie o spełnieniu własnych marzeń mogą dać znakomite rezultaty. Sparaliżowany od pięciu lat po urazie rdzenia kręgowego Adam Fritz wspierając się na balkoniku samodzielnie pokonał 3 metry i sześćdziesiąt sześć centymetrów. Było to możliwe dzięki nowoczesnemu systemowi odczytującemu fale mózgowe.

System spowodował, że dzięki intensywnemu myśleniu o czynności chodzenia wprawienie nóg w ruch stało się możliwe.

W chwili gdy pacjent intensywnie myśli o tym że chodzi, system elektrod przyczepionych do jego skóry wychwytuje te sygnały, poddaje komputerowej obróbce i przekazuje do mięśni stymulując ich skurcze. Stosunkowo niewielka odległość jaką pokonał sparaliżowany Amerykanin spowodowana była słabością mięśni, których przecież przez wiele lat nie używał oraz faktem, że nowoczesny system jest dopiero testowany i wymaga udoskonalenia. Niewątpliwe jest jednak, że chory poruszał nogami siłą własnej woli, a to olbrzymi przełom w neurologii i wielka nadzieja na przyszłość dla wszystkich wózkowiczów.

Przed podjęciem próby samodzielnego chodzenia pacjent przeszedł długotrwały trening ucząc się w pierwszej kolejności kierowania ruchem postaci na ekranie komputera. Jednocześnie komputer interpretował jego fale mózgowe. W przygotowaniach do postawienia pierwszych po kilku latach kroków nie zabrakło także zwykłej rehabilitacji wzmacniającej mięśnie nóg. Kilka pierwszych prób chodzenia odbyło się w powietrzu gdyż, pacjent starał się poruszać nogami zawieszony pięć centymetrów nad ziemią. Dopiero przy dwudziestej próbie dotknął podłoża. Wyobrażam sobie jak wielką euforię musiał czuć człowiek, który poinformowany po wypadku o uszkodzeniu rdzenia kręgowego nie miał pewnie już wiele nadziej na to, że kiedykolwiek postawi samodzielny krok.

Pamiętam jak mi osobiście ciężko było znieść kilka miesięcy na wózku, mimo iż nigdy nie byłem sparaliżowany i nie odebrano mi nadziei na samodzielne poruszanie się. Pamiętam, wzruszenie jakie wypełniło mnie całego kiedy po wielu tygodniach wspierając się na balkoniku zrobiłem pierwszy krok. W wypadku dzielnego Amerykanina, który jeszcze do nie dawna nie mógł mieć na ten krok nadziei, radość i wzruszenie musiały być jeszcze silniejsze. Przełomowy system ma być jednak w przyszłości znacznie udoskonalony. Jak podkreśla doktor Zoran Nenadić z Uniwersytetu Kalifornijskiego w przyszłości po kolejnych udanych próbach naukowcy będą starali się wszczepić elektrody do mózgu chorego. Zagwarantuje to znacznie większą dokładność odczytu sygnałów z neuronów, a oprócz tego implant będzie mógł zapewnić pacjentowi czucie w nogach. Jeśli więc operację wszczepienia elektrod do mózgu przeprowadzi się szybko po wypadku kiedy mięśnie jeszcze nie zanikną, pacjent będzie mógł zacząć chodzić niemal natychmiast po zabiegu. Drżyjcie więc producenci wózków. Amerykańscy naukowcy odbierają wam chleb, bo zdaje się że już niedługo wasze nowoczesne wyroby staną się kompletnie zbędne. W tym jednak wypadku jakoś wcale mi was nie szkoda i chyląc czoła przed kolejnym fantastycznym zespołem ludzi, którzy skutecznie walczą z ograniczeniami, życzę z całego serca wszystkim wózkowiczom żeby jak najszybciej opuścili swoje pojazdy o własnych siłach, a wszystkim innym, żeby już nigdy nie musieli na nich siadać.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.