zdjęcie wykonane z jachtu w trakcie żeglowania, na horyzoncie widać tylko wodę a w oddali skaliste wzgórza

Niewidomi żeglarze płyną na Horn. Poczytajcie o ich wyprawie

W minionym roku wspólnie z niewidomymi żeglarzami pokonaliśmy w rekordowym tempie trasę z Gliwic do Szczecina. Teraz atakujemy żeglarski Mount Everest. W maju opływamy Przylądek Horn – opowiada Jacek Załuski, żeglarz z wieloletnim doświadczeniem i organizator wyprawy.

Dlaczego właśnie przylądek Horn?
Dlatego, że to Mekka wszystkich żeglarzy. Miejsce – do którego chce dotrzeć każdy pływający po morzach – fascynujące i śmiertelnie niebezpieczne. W trakcie wypraw na Przylądek Horn życie straciło już ponad 40 tysięcy żeglarzy. Pamiętajmy, że mamy tam do czynienia z zetknięciem się dwóch oceanów i płyt tektonicznych oraz z nakładającymi się na siebie przeciwstawnymi wiatrami. Do tego dochodzą gwałtowne burze i bardzo niskie temperatury. Z drugiej strony jakby dla kontrastu na pobliskich wysepkach możemy zaobserwować przepiękną przyrodę. Foki, pingwiny, ogromna ilość pięknych ptaków, to wszystko powoduje że śmiałek – który pokonał trasę wokół przylądka – może się zachwycać pięknem natury.

Tego piękna nie dostrzegą jednak osoby niewidome.
Kompletnie się z panem nie zgadzam. Brak wzroku nie powoduje braku możliwości odbierania różnych bodźców. Jest przecież dotyk, słuch, węch. Niewidomi żeglarze – tak jak wszyscy – mogą rozkoszować się słońcem, czuć podmuchy wiatru, słyszeć grzmiące fale i zwiedzać wspomniane wcześniej rajskie wyspy. Są przecież pełnoprawnymi członkami załogi. Potrafią wszystko – od przygotowywania posiłków – do stawiania żagli i sterowania łodzią.

Zanim jednak posiedli te umiejętności musiał Pan uwierzyć, że to wszystko w ich przypadku będzie możliwe. Jak zaczęła się Pańska przygoda z niewidomymi żeglarzami?
Na co dzień jestem członkiem Śląskiego Yacht Clubu. Ponad dwa lata temu usłyszałem, że fundacja Zobaczyć Morze zebrała grupę osób niewidomych i organizuje rejsy z ich udziałem. Doszedłem do wniosku, że to doskonały pomysł. Podjęliśmy współpracę i wyruszyliśmy w pierwszy rejs z Gliwic do Szczecina. Atmosfera była fantastyczna. Nasi niewidomi koledzy byli niezwykle otwarci. Bardzo ufali pozostałym członkom załogi i codziennie nabywali nowych umiejętności.

Po zakończonym rejsie nikt nie wyobrażał sobie żeby na tym poprzestać i dlatego w ubiegłym roku zorganizowaliśmy wyprawę pod nazwą Odra dla zuchwałych z Gliwic do Szczecina.

Płynęliśmy razem z największymi jachtami świata ale naszym celem było ustanowienie rekordu Polski. Żaglowce dopłynęły morzem, a my Odrą. Przepłynęliśmy ten dystans w sześć dni – co wywołało podziw wśród kapitanów największych jednostek świata. Podchodzili do nas, gratulowali, robiliśmy wspólne zdjęcia. Dodatkowo w Szczecinie koncertował wówczas mistrz Andrea Bocelli, który zaprosił nas na swój występ a potem mieliśmy szansę z nim porozmawiać. Po takim sukcesie apetyty tylko wzrosły i chociaż wielu nie wierzyło że to będzie możliwe my próbujemy opłynąć Horn.

Kto z niewidomych żeglarzy tam popłynie?
Darek Borowiak z Koła i Justyna Kucińska z Warszawy. Obydwoje są doświadczonymi żeglarzami i fantastycznymi ludźmi. Darek ma fantastyczne wyczucie przestrzeni. Często żartujemy sobie, że zgłosimy do ZUS-u iż udaje niewidomego bo jego umiejętność odnalezienia się w nowym miejscu jest wprost legendarna. Justyna to niezwykle dynamiczna dziewczyna z warszawskiej Pragi – co w stolicy podobno brzmi groźnie. Jest głodna przygód i zachłanna na życie. Wypływamy w maju. Rejs będzie trwał prawie dwa tygodnie. Ruszamy z Ushuaia -ostatniego miasta na ziemi ognistej. Popłyniemy do chilijskiego Porto Williams, opłyniemy Isla Nueva i ruszymy w stronę Pacyfiku mając Horn po prawej stronie. Spotkamy się oczywiście z mieszkającymi w Argentynie polakami, zwiedzimy kilka pięknych wysp i wierzymy, że uda nam się bezpiecznie powrócić do kraju po niemal trzech tygodniach fenomenalnej przygody.

Wspomniał Pan o bezpieczeństwie czy podczas rejsów z niewidomymi wydarzyła się jakaś sytuacja mrożąca krew w żyłach?
Oczywiście że tak ale to dla żeglarzy jest norma. Podczas Odry dla zuchwałych jeden z naszych kolegów poczuł się za pewnie. Zrobił krok za daleko i wylądował w wodzie. Żeby było zabawniej był to człowiek nieumiejący pływać. Zareagowaliśmy natychmiast. Trzykrotnie znikał nam pod wodą ale ostatecznie – przestrzegając wszelkich procedur jakie obowiązują w takich przypadkach – wyłowiliśmy go z otchłani. Po tym wydarzeniu zyskał sobie pseudonim Topik.

Czy żeby być żeglarzem trzeba posiadać jakieś szczególne cechy?
Na pewno trzeba umieć zaufać ludziom. Żeglarstwo to ciągła współpraca i odpowiedzialność jeden za drugiego. Jednocześnie jest to jednak sport dla wszystkich, którzy kochają morze i przygody. Pamiętajmy że to piraci budowali wolność na morzach. Dla wszystkich tych, w których ten duch przetrwał nie ma ograniczeń.

Osoby z różnymi niepełnosprawnościami mogą żeglować i pełnić podczas rejsów najważniejsze funkcje na jachtach.

W śląskim Yacht Klubie jesteśmy o tym głęboko przekonani i dajemy temu wyraz realizując wyprawy takie jak nasza ekspedycja na Horn.

Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy chcieliby rozpocząć przygodę z żeglowaniem do kontaktu z nami. Przeżyjecie fantastyczną przygodę, poznacie wspaniałych ludzi i z czasem będziecie mieli okazję zwiedzić kawał świata. Czy może być coś piękniejszego w życiu?

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.