na zdjęciu widzimy uśmiechniętego Filipa Zagończyka, pozującego z przewieszonym na szyi szalikiem Legii,

Niepełno/sprawność – pełna/dostępność. Przekraczając fizyczne bariery.

Filip Zagończyk, kibic, dziennikarz, zwykły człowiek

„Chciałbym, żeby podejście do dostępności się zmieniło: więcej równego, mniej wyjątkowego traktowania”.

 

Miejsce, które wybrał na spotkanie, nie jest przypadkowe. Pub w budynku stadionu Legii – bo klub i kibicowanie są dla niego bardzo ważne. Ale to tylko jedna z rzeczy, które składają się na to, kim jest.

– Musiało minąć półtorej dekady, a on musiał wydać kilka płyt, koncertować przez kilkanaście lat i przyjechać do Polski na kilka koncertów, żeby przestać być przedstawiany jako „niewidomy śpiewak” – Andrea Bocelli. Mam nadzieję, że i ja w końcu przestanę być „tym niewidomym studentem, który wpadł pod metro”. Minęło już wiele lat, zdążyłem skończyć studia doktoranckie, a ta opowieść cały czas mnie jakoś ściga.

Wypadek wydarzył się w 2008 roku, Zagończyk szedł przez peron na stacji metra Centrum – nie było żadnych oznaczeń, przekroczył krawędź. Wpadł tuż pod nadjeżdżający skład. Amputowano mu prawą nogę.

– Udało się wmontować wypustki sygnalizujące krawędź peronu, wprowadzono komunikaty głosowe, informują teraz o kierunku, z którego nadjeżdża pociąg – mówi.

Ale wciąż jest wiele do zrobienia. – Waham się, czy nazwać ten proces syzyfową pracą, czy sprzątaniem stajni Augiasza? – śmieje się, choć gorzko. – Przede wszystkim w sferze świadomości. Jakiś czas temu taksówkarz powiedział mi: „Wie pan, ja w pańskiej sytuacji to dawno już bym popełnił samobójstwo”. Nie wiedziałem, czy mam mu współczuć, czy przeprosić, że jeszcze tego nie zrobiłem – śmieje się znów. – Już sam fakt, że mam pracę, przez wielu jest traktowany jako cud. Natomiast jeszcze na studiach słyszałem często, że sobie radzę „pomimo niepełnosprawności”. Chciałbym, żeby to podejście się zmieniło: więcej równego, mniej wyjątkowego traktowania. Trochę zgodnie z zasadami projektowania uniwersalnego: czyńmy przestrzeń społeczną taką, by wszyscy mieli do niej dostęp. Nie myślmy o pewnych rozwiązaniach jako „prezencie dla ludzi z niepełnosprawnościami”, tylko jak o konieczności, której się nie „ofiarowuje”, ale która jest oczywistością. Byśmy wszyscy mogli w pełni wykorzystywać swój potencjał.

Chyba tego – mówi – najbardziej by pragnął: żeby widzieć w nim, w pierwszej kolejności, kogoś, kto wiele potrafi i ma dużo do zaoferowania. Dziennikarza. Kibica. Kociarza. Miłośnika Włoch. – No i może jeszcze, choć nie mnie to oceniać, ale staram się taki być, miłego człowieka?

Link do całego artykułu TUTAJ

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.