Zdjęcie wykonane podczas meczu Borussii z Legią. Felix Passlack z Borussii (po środku) próbuje minąć Michała Pazdana z Legii (po prawej), a drogę do bramki Legii przegradza jej bramkarz Radosław Cierzniak (po lewej).

Legia przegrała w Dortmundzie, ale po pięknej walce.

Hokejowy wynik i niezwykle interesujący mecz z rekordową liczbą bramek obejrzeli wczoraj kibice w Dortmundzie. Trzeba przyznać, że występy Legii są dla przeciętnego kibica niezwykle atrakcyjne. W meczach z udziałem naszych piłkarzy pada mnóstwo goli i nie brakuje emocji. Wczorajszy pojedynek skończył się porażką cztery do ośmiu, ale wolę już taki rezultat niż kompromitujące zero do sześciu w Warszawie.

Drużyna Jacka Magiery grała otwartą piłkę i strzeliła Borussii, która kilka dni temu ograła Bayern Monachium, cztery gole na jej boisku. Przed startem rozgrywek grupowych nikt nie oczekiwał, że Legia wygra z Borussią czy Realem Madryt.

Przez dwie dekady nieobecności polskich drużyn w najważniejszych rozgrywkach Europy świat odjechał nam za daleko. Borussia ma budżet kilkadziesiąt razy większy od naszego i nic dziwnego, że grający w niemieckim klubie piłkarze są szybsi i lepsi technicznie. Legioniści jednak walczyli, a to w sporcie jest najważniejsze. Postępu w ich grze od czasu, gdy klub objął trener Jacek Magiera nie zauważyłby tylko ślepiec. Legia potrafi atakować, wyprowadzać bardzo groźne akcje i jak na polski zespół strzela mnóstwo goli. Ogromnym problemem jest wprawdzie defensywa. Wczoraj np rezerwowy bramkarz Legii Radosław Cierzniak wpuścił absolutnie wszystko co było możliwe. Napastnicy Borussii byli również zdecydowanie za szybcy dla obrońców Legii.

Każde takie starcie to dla polskiego klubu ważna nauka i zbieranie doświadczenia, które już procentuje chociażby w rozgrywkach ligowych, gdzie Legia wygrała cztery mecze z rzędu. Co ciekawe, kiedy spojrzymy na statystyki Legii w lidze mistrzów, to okaże się, że drużyna Magiery strzeliła w pięciu meczach więcej goli niż zespół Pawła Janasa w 1995 roku, kiedy dochodził do ćwierćfinału tych rozgrywek. Najpoważniejszym wyzwaniem dla Legii jest więc uszczelnić defensywę. To bardzo trudne zadanie, ale trzeba będzie je zrealizować już na początku grudnia w meczu ze Sportingiem.

Jeżeli nasi zawodnicy pokonają Portugalczyków na własnym boisku, to zajmą trzecie miejsce w grupie i awansują do Ligi Europy. Okaże się wówczas, że mimo fatalnego początku rozgrywek Legionistom uda się zrealizować plan maksimum. Cztery punkty i awans z trzeciego miejsca, bo na pokonanie Borussii czy Realu nikt przy zdrowych zmysłach nie liczył. Jednocześnie jeśli tak właśnie się stanie to Legia zdobędzie w rozgrywkach grupowych tyle samo punktów, co startujący w nich dwadzieścia lat temu jako ostatni polski klub Widzew Łódź i będzie miała szansę zajść daleko w rozgrywkach Ligi Europy.

Z całej siły trzymam kciuki, aby to się naszym piłkarzom udało, a po wczorajszym meczu w Dortmundzie oraz po wywalczonym w Warszawie remisie z Realem Madryt, mogę stwierdzić z całą stanowczością, że nie taka ta Liga Mistrzów straszna jak ją malują i przyjemnie ogląda się nawet porażki, byle po ostrej walce, której wczoraj ze strony Legionistów nie brakowało.

 

Źródło zdjęcia: www.newsweek.pl, autor zdjęcia: Bartłomiej Zborowski

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.