Kto dziś pamięta biskupa z Miry?

Czyli kilka uwag o świętach Bożego Narodzenia.

Czy w ogólnoświatowym szale zakupów prezentów, świątecznych drzewek i smakołyków na stół mieliście czas zastanowić się nad zmianami jakie zaszły w sposobie obchodzenia świąt i w nich samych? Dzisiaj to przede wszystkim święto handlu i źródło dochodów tych którzy potrafią zorganizować skuteczną reklamę. Wielu traktuje je także jako znakomity czas do odbycia zagranicznych wycieczek. Nie mam zamiaru krytykować ludzkich decyzji i wyborów. Sam lubię podróżować i zawsze powtarzam sobie, że w przyszłym roku z pewnością pójdę za przykładem innych i też będę wygrzewał się na słońcu.

Ponieważ jednak jeszcze nigdy nie udało mi się tego słowa dotrzymać i jak na razie spędzam święta tradycyjnie w gronie rodziny pragnę podzielić się z Wami kilkoma uwagami na temat tych wyjątkowych dni i rozprawić się z kilkoma mitami które narosły przez lata. Weźmy na przykład pierwszy z brzegu temat świętego Mikołaja. Każdy wie, że Mikołaj obchodzi imieniny szóstego grudnia i nie ma to nic wspólnego z dniem 24. Imieniny te są związane z datą śmierci świętego Biskupa Miry, który stał się symbolem ludzi obdarowujących i troszczących się o biednych ponieważ jak głosi legenda rozdał cały swój majątek ubogim. Miał także podobno uratować trzy piękne córki jednego z ubogich mieszczan, który chciał sprzedać je do burdelu.

Biskup usłyszawszy o tym zakradł się nocą pod dom wyrodnego ojca i wrzucił mu przez komin trzy sakiewki z pieniędzmi co uchroniło panny przed nieszczęsnym losem. Tradycyjnym kolorem świętego Mikołaja był zielony, a to że wszyscy obecnie widzimy go w czerwieni zawdzięczamy akcji reklamowej koncernu Coca-Cola z 1930 roku. Wtedy to marketingowcy postanowili zmienić kolory Mikołaja i trzeba przyznać, że zrobili to skutecznie gdyż ich pomysł używany jest do dziś na całym świecie. Warto także zwrócić uwagę na fakt, że ideały jakimi kierował się święty były jak najbardziej egalitarystyczne, dla nie wtajemniczonych wyjaśniam równościowe. Świętemu zależało na tym, żeby pomagać ludziom i wyciągać ich z biedy.

Jak bardzo dzisiejsze praktyki odbiegają od tej zasady? Przecież dzisiaj najhuczniej i najokazalej świętuje narodziny Chrystusa ten kto ma najwięcej pieniędzy lub władzę. Z tym Chrystusem to też rzecz niezwykle trudna i niewygodna zwłaszcza dla księży. Jak pisze Michał Bułgakow znakomity rosyjski literat, Jeszua Chanokri był człowiekiem opowiadającym się zdecydowanie za biednymi i wykluczonymi. Daleki był od dzielenia ludzi  na dobrych i złych, na lepszych i gorszych i chociaż opowiadał się zawsze jakbyśmy dziś powiedzieli za dobrą stroną mocy to nigdy nikomu nie narzucał sposobu postępowania i zachowania.

Rzecz jasna dawał pozytywny przykład własnym skromnym i radosnym życiem, ale decyzja czy pójść za nim należała zawsze do człowieka. Ten wędrowny filozof bronił swoich przekonań do końca i był gotowy w ich imię ponieść śmierć na krzyżu, ale nigdy nie posunął się do tego aby narzucać je innym. Porównajcie ten krótki opis sposobu życia Chrystusa do stylu życia polskiego kleru. Nietolerancja, zadufanie w sobie, niczym nieuzasadniony przepych i przekonanie o własnej wyższości to cechy charakteryzujące jeśli nie większą to z pewnością najbardziej głośną i wpływową część polskich księży. Tak się składa, że jeden z moich przyjaciół pracuje w kościele jako organista i z tego powodu bywa od czasu do czasu zapraszany na kolację do  proboszcza. Czegóż tam nie ma.

Trzeba przyznać, że księża nawet w obżarstwie kultywują tradycje chrześcijańskie. Podczas każdej kolacji czeka na nich bowiem kilka ryb pod różnymi postaciami. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że to właśnie ryba a nie krzyż była pierwszym tradycyjnym znakiem chrześcijaństwa. Mają też do wyboru kilka rodzajów zup, sałatek i parę pysznych przywiezionych z najlepszej warszawskiej cukierni ciast. Zwróćcie uwagę, że nie opisuję Wam kolacji wigilijnej. Mam na myśli zwykły posiłek zorganizowany na przykład z powodu przyjazdu do parafii biskupa. Z niecierpliwością czekam na relację przyjaciela o tym jak będzie wyglądać kościelne menu wigilijne.

Nie chodzi mi o to, że żałuję duchownym dobrego jedzenia. Niech się obżerają do woli choć podobno to jeden z grzechów głównych. Mój protest budzi jednak fakt, że ich wystawny styl życia i hołdowanie przyjemnościom doczesnym kłuci się w sposób jaskrawy z nauką jaką przekazał im Chrystus. Widzi to wyraźnie nawet taki człowiek jak ja, który oficjalnie przyznaje się do ateizmu. Dzisiejsze zachowanie biskupów przypomina raczej scenę opisaną przez Dostojewskiego w braciach Karamazow kiedy to Chrystus nieoczekiwanie pojawia się w mieście, a zdumieni i zbulwersowani dostojnicy kościelni pytają go a ty czego tu chcesz? Teraz my tu rządzimy. Mam więc głęboką nadzieję, że po lekturze tego artykułu nie jeden z was przypomni swojemu księdzu, że całe piękno świąt polega na tym że pamiętamy o innych i staramy się ich obdarować przede wszystkim okazując im dobro i dzieląc się z nimi radością. Na szczęście na całym świecie są jeszcze ludzie, którzy nie zapomnieli tej starej pięknej prawdy.  Należą do nich między innymi wszyscy zaangażowani w akcję szlachetna paczka o której będziecie mieli okazję przeczytać u mnie na blogu niebawem. Życzę więc wam miłej i ciekawej lektury oraz świąt nie tyle wesołych ale takich podczas których poczujecie ciepło płynące w waszą stronę od innych osób.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.