Zdjęcie przedstawia jaśniewielmożnego redaktora Filipa, w okularach, muszce, eleganckiej marynarce, trzymającego laskę (drewnianą).

Kronika tygodniowa nr 67

Kronika tygodniowa nr 67, 24 września 2017.
Wyobraźcie sobie, że do waszego zrujnowanego domu przychodzi nagle dobroczyńca. Niedawno przeszła powódź, jesteście pogrążeni w rozpaczy, straciliście niemal cały dobytek, a tu nagle zjawia się człowiek, który w mgnieniu oka daje wam pieniądze, spłaca kredyty i odbudowuje absolutnie wszystko. W takiej sytuacji chcecie zapewne wyrazić wdzięczność i zapraszacie dobroczyńcę do wspólnego stołu, który – po prawdzie – został kupiony za jego pieniądze. Mija kilka miesięcy dobroczyńca ma z wami stały kontakt ale gdy tylko wychodzi na jaw, że jego sytuacja się pogorszyła natychmiast zrywacie nawiązaną wcześniej przyjaźń. Zapewne wydaje wam się, że to mocno nieuczciwe i z ludzkiego punktu widzenia bardzo nie w porządku.

Cóż kiedy taka właśnie sytuacja zdarzyła się w Warszawskiej Legii, której słodki właściciel pan Mioduski pozbył się z dnia na dzień Jacka Magiery.

Gdy ten trener przychodził do klubu nie działało w nim nic. Drużyna pogrążona była w chaosie, nikt nie wiedział co ma grać a atmosfera po znakomitym Albańczyku była grobowa. W ciągu kilku miesięcy Magiera startując z czternastego miejsca w tabeli zdobył Mistrzostwo Polski i pierwsze od 21 lat – a więc śmiało można powiedzieć-  historyczne punkty w Lidze Mistrzów. Wszyscy piali z zachwytu a pan właściciel twierdził, że Magiera to trener na lata.

Cóż, kiedy przyszedł nowy sezon i Legia odpadła z europejskich pucharów – zawalił oczywiście właściciel i niezapomniany Michał Żewłakow, który jak niemal co roku sprowadził w ramach wzmocnień do zespołu zawodników nienadających się do gry. Najlepszym przykładem jest włoski pomocnik Pasquato, który wczoraj z trzecioligowym przeciwnikiem zanotował chyba 258 strat. Tak wyglądały zakupy Żewłakowa.

Być może na większe nie miał pieniędzy gdyż pan Mioduski zamiast środki zarobione w lidze mistrzów przeznaczyć na wzmocnienie drużyny wolał zostać samodzielnym właścicielem i wyobrażał sobie, że będzie zarabiał na europejskich pucharach. Cóż kiedy po takich zakupach drużyna zaczęła grać słabo i okazało się, że pucharów nie będzie trzeba było znaleźć kozła ofiarnego. Stał się nim oczywiście trener Magiera – bo tak najwygodniej. Właściciel sam siebie przecież nie odwoła i w tym momencie żałować należy, że nie mamy w Polsce systemu hiszpańskiego, w którym to kibice wybierają prezesa klubu.

W miejsce Magiery jako wersja oszczędnościowa przyszedł jakiś dziwny człowiek z Chorwacji, który nigdy jeszcze nikogo nie trenował. Jak myślicie jaki będzie tego efekt? To chyba pytanie retoryczne. Wszyscy kibice drżą w tej chwili o to, żeby z drużyną nie było jeszcze gorzej – a najdosadniej swoją opinię wyrazili kibole w dwóch przyśpiewkach, które brzmią jakoś tak:

Jak już wszystko z…baliśście to Magierę zwolniliście oraz Jacek to nie twoja wina, to ch…owa jest drużyna. Przyznam szczerze, że akurat w tym przypadku trudno się z nimi nie zgodzić.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.