Zdjęcie przedstawia jaśniewielmożnego redaktora Filipa, w okularach, muszce, eleganckiej marynarce, trzymającego laskę (drewnianą).

Kronika tygodniowa nr 71

Kronika tygodniowa nr 71, 22 października 2017.
Protest lekarzy rezydentów trwa już trzy tygodnie. W tym czasie rząd miał kilka pomysłów na rozwiązanie problemu. Najpierw ministrowie udawali, że nic się nie dzieje, potem próbowano zmusić protestujących do zakończenia protestu, następnie zażądano, aby zeszli do podziemia budynku, w którym strajkują. Wszystkie te doskonałe z punktu widzenia strategii posunięcia nie tylko nie rozwiązały konfliktu ale wręcz go zaostrzyły.

Lekarze rezydenci domagają się znacznego zwiększenia nakładów na Służbę Zdrowia oraz podniesienia wynagrodzeń.

Przyjrzyjmy się tym postulatom. Pierwszy z nich jest zarówno populistyczny jak i nierealistyczny. Mimo iż Mateusz Morawiecki przekonuje, że jesteśmy krainą mlekiem i miodem płynącą to każdy rozsądny człowiek wie, że w budżecie niema kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu miliardów dodatkowej gotówki. Domaganie się przez rezydentów zwiększenia nakładów służy tylko temu aby mogli mówić, że protestują w interesie pacjentów. To zresztą argument zgrany i stary jak świat.

Pamiętam doskonale jak kilka lat temu lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego wystawiając wadliwe recepty i tym samym utrudniając ludziom życie również zapewniali wszystkich, że jest to dla ich dobra. Drugi postulat jest jednak znacznie poważniejszy. Jeżeli prawdą jest, że ci młodzi, świetnie wykształceni i ciężko pracujący ludzie zarabiają dwa tysiące czterysta złotych na rękę to jest to nieprawdopodobny skandal. Od dawna wiadomo, że pensje w Polsce należą do najniższych w Europie a pracodawcy zachowują się wobec pracowników jak panowie feudalni wobec chłopów. Oferowanie ludziom po wieloletnich ciężkich studiach tego rodzaju wynagrodzenia powinno być po prostu prawnie zakazane.

Tak niskie pensje, odbierają ludziom godności uniemożliwiają normalne życie.

Za dwa tysiące czterysta w Warszawie można od biedy opłacić czynsz i być może spłacić ratę kredytu ale przecież każdy musi coś jeść, zapewnić niezbędne rzeczy rodzinie, czasami ma ochotę wyjść do teatru, na koncert czy do restauracji. Tymczasem oferuje mu się środki, które to wszystko czynią niemożliwym a część polityków takich jak niecieszący się – ale głosujący za – Jarosław Gowin proponuje aby studia medyczne były płatne. Taką rzecz mówi publicznie człowiek, który za pieprzenie podobnych głupot pobiera dziesięć tysięcy pensji miesięcznie oraz ma do dyspozycji niezliczoną ilość ulg i dodatków.

Czy w tej sytuacji można się dziwić młodym ludziom, że wyjeżdżają z kraju? Kto z was mając w perspektywie godne życie, bezpieczną i wysoką emeryturę, oraz elementarny szacunek okazywany pracownikowi przez pracodawcę wybrałby niskie zarobki, groźbę rychłej śmierci w wiecznie niedofinansowanych szpitalach i emeryturę stanowiącą w najlepszym wypadku jedną trzecią głodowej pensji? Na taki heroizm graniczący z głupotą mógłby się zdobyć tylko masochista. Rząd musi zdać sobie sprawę, że jeśli nie zacznie doceniać tych ludzi to niedługo, żadnych protestów nie będzie bo po prostu spakują walizki i znikną z Polski. Jednocześnie politycy zbierają owoce własnej propagandy, bo skoro jest tak cudownie to dlaczego brakuje pieniędzy na zawsze niedofinansowane zdrowie i pracujących nad jego ochroną ludzi?

Jak na razie te oczywiste fakty zdają się jednak nie docierać do rządzących. Protest trwa i nie zanosi się na to aby miał się szybko zakończyć. Szkoda tylko, że w całej tej dyskusji pacjent jest używany wyłącznie jako karta przetargowa, którą można się wzajemnie szantażować. Wygląda to tak samo od wielu dziesięcioleci. Ciemnego ludu nikt nie szanuje. Ma się on podporządkować arbitralnym decyzjom lekarzy i polityków a życie pojedynczego człowieka jest w tym wszystkim sprawą najmniej istotną.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.