Zdjęcie przedstawia jaśniewielmożnego redaktora Filipa, w okularach, muszce, eleganckiej marynarce, trzymającego laskę (drewnianą).

Kronika tygodniowa nr 68

Kronika tygodniowa nr 68, 1 października 2017.

Przez ostatnich dni kilka wszyscy z napięciem czekali na to co zrobi prezydent. Jedni twierdzili, że na pewno nie przeciwstawi się prezesowi i spełni jego życzenia. Drudzy, że wybije się na niepodległość i przedstawi świetne rozwiązania uzdrawiające wymiar sprawiedliwości. Nikt chyba nie brał jednak pod uwagę, że to co przedstawi prezydent będzie tak kuriozalne.

Przyjrzyjmy się niektórym pomysłom głowy państwa. Od dawna wiadomo, że największym zarzutem w stosunku do sądów jest przewlekłość postępowań. Co więc robi prezydent. Wpada na pomysł utworzenia nadzwyczajnej izby, która mogłaby rewidować wszystkie wyroki od 1997 roku. Czyli jeżeli ktoś zdobył prawo do działki i od piętnastu lat ma na niej dom, może nagle przestać być jej właścicielem? O tym czy sprawy trafią do owej izby mają decydować albo posłowie albo senatorowie – a zasiadających w niej ławników wybierze senat co stwarza duże prawdopodobieństwo że będą tam urzędować krewni polityków PiS-u. Tak wygląda uspołecznienie w czasach dobrej zmiany.

A co z samym Sądem Najwyższym?

Jak bumerang wraca sprawa wieku emerytalnego sędziów. Proponuje się żeby po ukończeniu 65 roku życia sędzia musiał prosić prezydenta o pozwolenie na dalsze wykonywanie zawodu. Ta zmiana jest pomyślana tak, aby pozbyć się obecnej pierwszej prezes sądu najwyższego która kończy 65 lat w listopadzie. Myślę jednak, że warto by było ją rozważyć i rozciągnąć na posłów. Gdyby np poseł mógł być wybierany tylko do 65 roku życia – to miłościwie nam panujący prezes byłby już od kilku lat na emeryturze a my wszyscy mielibyśmy święty spokój.

Ostatnią zasadniczą sprawą proponowaną przez prezydenta jest wybór członków krajowej rady sądownictwa przez sejm i to -mimo iż Konstytucja mówi wyraźnie, że większość wybierają sędziowie – sejm ma prawo do wyboru czterech senat dwóch a prezydent jednego członka. O tych zapisach wiedzą doskonale studenci pierwszego roku prawa więc prezydent tworząc własny projekt miał pełną świadomość jego niezgodności z ustawą zasadniczą.

Co więc zdecydowało? Czy osobiste spotkanie z prezesem? Czy brak odwagi? Czy może przekonanie, że konstytucja i tak nie ma znaczenia skoro już tyle razy się ją zlekceważyło? Jakkolwiek by było projekty prezydenckie nie przynoszą chluby Andrzejowi Dudzie i marne to pocieszenie, że są tylko nieco mniej szkodliwe niż pierwotne projekty partii rządzącej.

Pomysły prezydenta w żaden sposób nie poprawiają wymiaru sprawiedliwości i nie polepszają sytuacji obywateli. Jedyna nadzieja dla sądów polega na tym, że projekty prezydenckie są nie w smak prezesowi. Może więc zaistnieć klasyczny pat, dzięki czemu Sąd Najwyższy ma szansę ocaleć i doczekać czasów kiedy to za reformę sądownictwa wezmą się ludzie szanujący prawo i konstytucję.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.