Ilustracja przedstawia niebieską kopertę umieszczoną na szarym tle.

Koperty dla niepełnosprawnych zaburzają zabytkowy charakter miasta – czyli o tym komu przeszkadza błękit w Warszawie.

Za nami bardzo gorący weekend polityczny. Przez cały kraj przeszły manifestacje, w obronie Trybunału Konstytucyjnego, demokracji, wolności i wielu innych ważnych wartości. Rozpolitykowani ludzie poświęcili swój wolny czas, krzyczeli wdawali się w gorące spory i dyskusje.

Okazuje się jednak, że mamy tu w stolicy obywateli, którzy mieli w tym czasie dużo poważniejszy problem na głowie. Gazeta Stołeczna stanowiąca lokalny dodatek Wyborczej informuje, że według Michała Krasuckiego wicedyrektora biura stołecznego konserwatora zabytków i wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza malowane na niebiesko koperty dla wózkowiczów zaburzą zabytkową przestrzeń miasta. Pan wicedyrektor zauważył, że na takie rozwiązania z pewnością nie będzie zgody konserwatora zabytków.

Taka postawa urzędnika miejskiego niezwykle mnie irytuje, dlatego nie odpuszczę sobie dzisiaj złośliwego komentarza. Zgodnie z obowiązującym w całym kraju rozporządzeniem Ministra Infrastruktury i Rozwoju z dnia siódmego października wszystkie miejsca parkingowe dla osób z niepełnosprawnościami mają być oznakowane niebieską farbą.

 

Nie wiem kto dał panu konserwatorowi prawo do podważania ministerialnych rozporządzeń albo co tak strasznego dla zabytkowego charakteru miasta widzi wicedyrektor jego biura w kolorze błękitnym.

Warszawa jest miastem które jak wszyscy doskonale wiemy w roku 1944 zostało całkowicie zrównane z ziemią. Właściwie wszystkie stojące w niej budynki, a zwłaszcza te w okolicach Krakowskiego Przedmieścia są młodsze niż nie jeden dziadek czy babcia w tym mieście. Dyskusyjny jest również ich wielce zabytkowy charakter, ponieważ chociaż były odtwarzane na podstawie rysunków Canaletta to jednocześnie całe odbudowywane miasto przesiąknięte było duchem architektury socjalistycznej. W Warszawie do dzisiaj straszą obrzydliwe, szare obdrapane budynki, przygnębiające zarówno swoim wyglądem jak i nieproporcjonalną do otoczenia wielkością.

Wszystko to w żaden sposób nie przeszkadza panu konserwatorowi. Ani on ani jego urzędnicy nie protestują również, gdy w tak niezwykle chronionej zabytkowej przestrzeni pojawia się ogromny wieżowiec. Ich wątpliwości nie budzą nawet naćkane jeden przy drugim biurowce, w których ludzie gnieżdżą się jak szczury, z których nie ma jak wyjechać i każdy z pracowników wraca po pracy do domu co najmniej dwie godziny tkwiąc w niewyobrażalnych największych w Europie korkach.

Wszystkie te sprawy nie wymagają żadnej interwencji natomiast kolor niebieski działa na urzędników jak płachta na byka i jest zdecydowanie niedopuszczalny w szarej ponurej Warszawie. Jeszcze nie daj Boże uczyniłby z niej miasto nieco bardziej kolorowe! Nie! Do tego w żadnym wypadku nie można dopuścić! W całej tej sprawie zastanawia mnie jeszcze jedno. Po co w ogóle pan wiceprezydent i pan wicedyrektor wywołują temat. Przecież dyskusje w tej sprawie już dawno się odbyły. Rozporządzenie jest wydane i teraz należy tylko je wykonać. Czy zatem obu urzędnikom utrzymywanym także za moje pieniądze nie chodzi wyłącznie o publiczną prezentację własnych uprzedzeń i kompleksów, bo w obecnej sytuacji prawnej ich słowa nie będą miały żadnego innego skutku. Jeśli chodzi im tylko o taki efekt to mogę im polecić kilku naprawdę dobrych psychologów przyjmujących w stolicy.

Warto też przy tej okazji zastanowić się nad sensem istnienia takiego stanowiska jak konserwator zabytków. Jeżeli bowiem jego rola ma się ograniczać wyłącznie do negowania wszystkiego co może ułatwić życie innym ludziom to lepiej, żeby taki człowiek poszukał sobie w życiu innego destrukcyjnego zajęcia, może trochę mniej szkodliwego społecznie. Ostatecznie może przecież zgłosić się do jakiejś armii na ochotnika. Zarobi dobre pieniądze, a przy okazji będzie mógł powysadzać trochę mostów i przy odrobinie szczęścia wykluczyć z przestrzeni miejskiej kilka osób których barwy będą mu przeszkadzać. Dzięki tej aktywności dałby upust wszystkim własnym frustracjom, a co najważniejsze zostawiłby Warszawę w spokoju i mogłaby ona rozkwitnąć nawet kolorami tęczy, które nie przeszkadzałyby nikomu. Mam głęboką nadzieję, że mimo tych urzędniczych kompleksów niebieskie koperty w Warszawie nie będą zagrożone. Jednocześnie zwróćcie uwagę drodzy czytelnicy, że ze wszystkich rodzajów niepełnosprawności najstraszniejsza jest ta społeczno-intelektualno kompleksowa na którą zapadają często ludzie powszechnie uważani za zdrowych. Przesyłam im wyrazy głębokiego współczucia i prośbę aby starali się własną chorobą nie zarażać innych.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.