Zdjęcie przedstawia Natalię Partykę na meczu, w momencie kiedy podrzuca piłeczkę, żeby zaraz zaserwować. Patrzy skupieniu na piłeczkę.

Kolejny medalowy rekord Polaków w Rio!

Czy ja wczoraj pisałem, że cztery medale jednego dnia to dużo? O młodzieńcza naiwności, jakże się myliłem. We wtorek w Rio nasi reprezentanci postanowili pokazać, że jeśli tylko chcą mogą jednego dnia wypełnić po brzegi worek medalami i przesunąć się o kilkanaście miejsc w klasyfikacji generalnej.

Zdobyliśmy osiem medali, a krążkową wojnę wypowiedzieli sobie lekkoatleci i tenisiści stołowi.

Zwycięską serię rozpoczął przedstawiciel tych pierwszych, Maciej Sochal. Cisnął maczugą na odległość 33,91 co zapewniło mu złoty medal. Rzut maczugą jest odpowiednikiem rzutu oszczepem. Rzucają nią zawodnicy, którzy ze względu na niepełnosprawność nie są w stanie go utrzymać. Historia Macieja Sochala jest wyjątkowa i pokazuje jak wiele może osiągnąć człowiek zdeterminowany.

W 2000 roku u pana Macieja wykryto guza mózgu. Przeszedł bardzo poważną operację i z trudem uratowano mu życie. Powrotu do pełnej sprawności jednak nie było. Od czasu zabiegu porusza się na wózku, ale już trzy lata po pokonaniu choroby rozpoczął intensywne treningi w Starcie Koszalin. Był na Igrzyskach w Atenach i Londynie, ale nie odniósł tam większych sukcesów. Triumf nadszedł wreszcie w Rio i pan Maciej rozpoczął fantastyczną serię polskich zawodników.

Chwilę po jego sukcesie Daniel Pek obronił srebrny medal w biegu na 1500m. Nasz zawodnik zaciekle walczył o srebro z Irańczykiem Peymanem Nasirim Bazanjanim i drugim Polakiem Rafałem Korcem. Wszyscy trzej wpadli na metę niemal jednocześnie. Pek uzyskał minimalnie lepszy czas 3’56″17 co zagwarantowało mu srebrny medal.

Na taką medalową dominację lekkoatletów nie mogli pozwolić tenisiści stołowi. Bardzo szybko więc Piotr Grudzień odpowiedział na ich sukcesy brązowym medalem. Po zaciętym spotkaniu pokonał Chińczyka Ye 3:2. To trzeci paraolimpijski medal Grudnia. Wcześniej zdobywał złoto w turnieju drużynowym w Londynie i srebro indywidualnie w Pekinie.

Po kolejnych kilkudziesięciu minutach lekkoatleci powiększyli prowadzenie w wyścigu medalowym. Katarzyna Piekart broniła złotego medalu z Londynu w rzucie oszczepem. Tym razem musiała jednak zadowolić się brązem. Trzeba przyznać, że walczyła jak lwica. Jej rzut na odległość 41,07 był najlepszy w tym sezonie i tylko o osiem centymetrów krótszy od jej własnego rekordu świata z Londynu. Bezkonkurencyjna okazała się jednak Hollie Arnold z Wielkiej Brytanii, która wynikiem 43,01 ustanowiła nowy rekord globu. W ostatniej kolejce naszą zawodniczkę przerzuciła Nowozelandka Holly Robinson osiągając 41,22.

Po medalu pani Katarzyny lekkoatleci prowadzili z tenisistami trzy jeden. Wieczorem jednak ci ostatni wzięli się ostro do roboty. Rafał Czuper w finale turnieju singlistów stoczył zacięty bój z pierwszym w rankingu światowym Francuzem Fabienem Lamiraultem. Polak rozpoczął mecz słabo i przegrał pierwszego seta do sześciu. W drugim pokazał pełnię swoich możliwości i ograł francuskiego mistrza jedenaście pięć. W trzecim secie trwała zacięta walka, jednak w końcówce Francuz odskoczył na trzy punkty wygrywając 11:8. W czwartym reprezentant trójkolorowych osiągnął przewagę, ale Czuper grając z ogromną pasją doprowadził do wyrównania. Kiedy wydawało się, że wszystko zmierza do decydującego piątego seta, bo Polak prowadził już nawet siedem pięć Francuz przyspieszył i wyszedł na prowadzenie. Polak ostatkiem sił wyrównał, ale po chwili to Francuz miał piłkę meczową, którą wykorzystał wygrywając 11:9, a cały mecz trzy do jednego. Po zakończonym meczu nasz zawodnik był bardzo zadowolony ze srebra i podkreślał, że do zwycięstwa zabrakło jedynie konsekwencji w grze.
Na występie pana Rafała emocje wcale się jednak nie skończyły. Olimpijska noc dopiero się rozkręcała. Mecz Karoliny Pęk o brązowy medal Igrzysk okazał się prawdziwym trillerem. Nasza zawodniczka przegrywała już z Brazylijką Daniellą Rauen 0:2 i wydawało się, że z medalu nici. Pęk do końca jednak wierzyła w sukces i rozpoczęła fantastyczną pogoń za Brazylijką. Kolejne trzy partie wygrała do pięciu dziewięciu i pięciu zapewniając sobie medal, który wywalczony w tak niesamowitych okolicznościach musi smakować wyjątkowo dobrze.

To drugi medal osiemnastoletniej zawodniczki w historii jej występów na igrzyskach paraolimpijskich.

Cztery lata temu była trzecia w rywalizacji drużynowej. Tenisiści stołowi doprowadzili więc do wyrównania. Trzy trzy w walce z lekkoatletami. Wówczas w biegu na czterysta metrów wystartowała Barbara Niewiedział. Nasza zawodniczka miała utrudnione zadanie, bo biegnąc po zewnętrznej stronie toru nie widziała gdzie są jej rywalki. Tempo nadawała Breanna Clark. Prowadziła, przed reprezentantką Ukrainy i zawodniczką z Malezji. Niewiedział i druga z Polek Sabina Stenka, biegły parę metrów z tyłu. W drugiej fazie wyścigu pani Barbara zerwała się do ataku. Dystans do rywalek błyskawicznie zaczął się zmniejszać. Trzy biegaczki Polka, Ukrainka i Malezyjka wbiegły na metę niemal równo. Na nasze szczęście pani Barbara w ostatniej chwili wykonała desperacki rzut do przodu, chociaż dopiero po chwili podciągnęła nogi tak że i one przekroczyły linię mety. Szczęśliwie dla nas o kolejności na mecie decyduje korpus, więc rozpaczliwy rzut Niewiedział dał jej brązowy medal.Druga z naszych reprezentantek zajęła piąte miejsce.

Na deser późnym wieczorem doszło do pojedynku Natalii Partyki z Chinką Yang Quian. Nasza mistrzyni nie pozostawiła wątpliwości kto jest najlepszy na świecie. Pokonała Chinkę 3:0, a zacięty był tylko drugi set, który Partyka wygrała na przewagi osiemnaście do szesnastu. To czwarty triumf z rzędu Pani Natalii, która nie przegrała meczu od 12 lat. W Rio najtrudniejszy był dla niej półfinał, w którym z trudem pokonała Brazylijkę trzy do dwóch. Po zwycięskim finale nie kryła wzruszenia, a przy okazji wyrównała stan nieformalnego pojedynku lekkoatleci tenisiści.

Obie grupy zawodników zdobyły po jednym złocie i srebrze oraz po dwa brązy Mamy już 20 medali i zajmujemy 14 miejsce w klasyfikacji generalnej. Od fantastycznych występów Polaków może się zakręcić w głowie. Te pozytywne emocje sportowe są niesamowite. Jaki nowy rekord padnie dzisiaj? Czy liczbę medali będziemy mnożyć razy dwa? Czy dzisiaj będzie ich szesnaście? Ile razy usłyszymy jeszcze w Brazylii Mazurka Dąbrowskiego?

Jakby tego wszystkiego było mało to właśnie dzisiaj Legia Warszawa rozgrywa pierwszy od dwudziestu jeden lat mecz w Lidze Mistrzów z Borussią Dortmund. Za chwilę pędzę na stadion i mimo słabej formy naszej drużyny wierzę, że chłopaki ostro powalczą z Niemcami. Jedno jest pewne, jeśli nawet moje rozemocjonowane serce wytrzyma to wszystko to z pewnością jutro nie będę mógł mówić. Na szczęście ręce powinny pozostać sprawne, więc możecie się spodziewać kolejnej fascynującej relacji na naszym wspaniałym blogu www.kolociebie.com

foto: www.facebook.com/nataliapartyka/

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.