Kuba na wózku inwalidzkim przed wejściem do sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

Jakub Hartwich o sytuacji osób z niepełnosprawnościami w Polsce

Chcemy żyć jak wszyscy obywatele. Nie tylko rehabilitować się ale i chodzić do kina, teatru czy wyjeżdżać zagranicę. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to żebyśmy mogli funkcjonować samodzielnie – tłumaczy Kuba Hartwich, uczestnik protestu osób z niepełnosprawnościami w sejmie.

Na czym polega Pańska niepełnosprawność?
Jest to tak zwane dziecięce porażenie mózgowe w wyniku którego mogę poruszać rękami i nogami jedynie w bardzo ograniczonym zakresie. Z tego powodu potrzebuję stałej pomocy opiekuna przy takich czynnościach jak mycie, ubieranie się czy przemieszczanie.

Jak wygląda Pana sytuacja zawodowa?
Przez krótki czas byłem formalnie zatrudniony w jednej z fundacji ale praca tam miała raczej charakter warsztatów. Chodziło o możliwość spotkania się z ludźmi, nawiązanie nowych znajomości a mniej o wykonywanie konkretnych zadań. Rynek pracy w Polsce jest zdecydowanie zamknięty dla takich osób jak ja. Większość pracodawców nie wyobraża sobie jak mogłaby zatrudnić człowieka z tak poważną niepełnosprawnością. Te obawy wynikają z niewiedzy – bo przecież nie ma żadnego powodu, dla którego nie mógłbym pracować.

Jestem w stanie obsługiwać komputer, zdobyłem odpowiednie wykształcenie, ale niestety po ukończeniu szkoły osoby z dziecięcym porażeniem mózgowym bardzo często są zepchnięte na margines.

Pozostaje im mieszkanie z rodzicami a to i tak nie jest najgorsze co może ich spotkać ponieważ kiedy opiekunowie umrą to ich podopieczni lądują w domach pomocy społecznej.

Jak często powinien się pan rehabilitować?
Co najmniej cztery razy w tygodniu po to by mój stan zdrowia nie uległ pogorszeniu. Na treningi w ramach NFZ czeka się miesiącami dlatego rehabilituję się prywatnie a każda godzina kosztuje co najmniej 100 złotych. Nie stać mnie na tak duży wydatek i dlatego ograniczam się do jednego treningu w tygodniu.

Gdyby zabrakło opiekunów za ile miesięcznie musiałby pan przeżyć?
Za dziewięćset złotych – bo tyle wynosi renta socjalna i zasiłek pielęgnacyjny. Przeżycie za taką sumę jest oczywiście niemożliwe. Trzeba przecież opłacić czynsz za mieszkanie, coś jeść, w coś się ubrać – a to tylko podstawowe potrzeby. Na tym jednak potrzeby żadnego człowieka się nie kończą. Tak samo jak każdy mam prawo wybrać się do kina teatru pojechać na wycieczkę etc. Przy dziewięciuset złotych miesięcznie te pragnienia to tylko mrzonki.

Protestując w sejmie domagał się Pan pięciuset złotych dodatku rehabilitacyjnego i podwyższenia renty socjalnej. Z tego co pan mówi to nawet gdyby rząd zrealizował te postulaty pieniędzy byłoby i tak za mało.
To prawda ale nasza sytuacja uległaby poprawie i zrobilibyśmy krok w dobrym kierunku. Jeżeli pan pyta ile pieniędzy byłoby tak naprawdę potrzebnych żeby osoba z niepełnosprawnością mogła zyskać niezależność to odpowiadam co najmniej sześć tysięcy złotych miesięcznie. Z tej kwoty można by opłacić niezbędne treningi, codzienną pomoc asystenta i zabezpieczyć najbardziej podstawowe potrzeby. Ktoś powie, że to dużo pieniędzy. Ogólnie rzecz biorąc tak, ale takie są faktyczne koszty. Trzeba płacić asystentowi po to żeby móc się umyć albo położyć do łóżka.

Kolejnym argumentem jest to że państwa na to nie stać. Nic bardziej mylnego. Po śmierci rodziców lub opiekunów państwo płaci DPS-om właśnie po sześć i więcej tysięcy miesięcznie za każdą osobę z niepełnosprawnością korzystającą z ich pomocy. Nie rozumiem dlaczego tych samych pieniędzy nie można by przekazać takim osobom jak ja aby ułatwić usamodzielnienie się.

Czy Pana zdaniem pomoc ta powinna być uzależniona od tego czy będzie Pan miał pracę czy też nie?
Absolutnie nie. To są dwie różne sprawy. Marzę oczywiście o tym żeby móc normalnie pracować – bo to kolejny z elementów budujących poczucie niezależności. Środki, których domagam się od państwa byłyby jednak przeznaczane na pokrycie dodatkowych kosztów wynikających wprost z niepełnosprawności a więc takich, których przeciętny zdrowy obywatel ponosić na co dzień nie musi. Są kraje w Europie, w których tak właśnie pojmuje się system wsparcia.

Tymczasem u nas jeżeli osoba z niepełnosprawnością zarobi trochę ponad dwa tysiące złotych odbiera jej się rentę socjalną aby za bardzo się nie wzbogaciła. Gdzie tu sens i logika.

Jak oceni Pan postawę rządu w trakcie trwania protestu?
Uważam że rządzący pokazali kompletną bezradność. Wbrew zapewnieniom że w budżecie mamy całą masę pieniędzy nie znaleźli środków dla najbardziej chyba wykluczonej społecznie grupy obywateli. Niezwykle przykra była także postawa strażników. To szarpanie naszych matek, odcięcie dostępu do pryszniców podczas szczytu NATO i lekceważenie z jakim mówiło o nas wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości zapamiętam już chyba na zawsze. Co więcej mimo zapewnień że rozmowy z nami będą kontynuowane i że będziemy mogli wziąć udział w pracach nad ustawami dotyczącymi poprawy sytuacji osób z niepełnosprawnościami wydano nam wszystkim protestującym 2-letni zakaz wstępu do sejmu. Nie mogę tam wejść nawet na legitymację jako asystent społeczny pani poseł Joanny Scheuring-Wielgus.

Wszystko to pokazuje wyraźnie, że dla rządu ciągle jeszcze jesteśmy obywatelami drugiej a może nawet trzeciej lub czwartej kategorii. Proszę aby odpowiedzieli sobie Państwo na pytanie czy w dobrze funkcjonującym państwie tak to powinno wyglądać?

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.