Zdjęcie przedstawia Mateusza Kędzierskiego, który rysuje, w tle widać miasto.

Jak się maluje bez dłoni?

 

Jego prace wygrywały konkurs w Wiedniu, i były wystawiane w Oksfordzie. Objechał pół Europy promując własną twórczość i spotykając tysiące ludzi. Już niedługo jego portrety będą mogli zobaczyć miłośnicy sztuki w Nowym Jorku. Niezależnie jednak od jego sukcesów przedstawiciele Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach uznali, że nie nadaje się do studiowania. Poznajcie Mariusza Kędzierskiego.

Do jakiego nurtu zaliczyłby Pan własne prace?

Z całą pewnością wszystkie moje prace można zaliczyć do realizmu, a nawet hiperrealizmu. Cechą charakterystyczną tego nurtu, który powstał w ubiegłym wieku w Stanach Zjednoczonych jest odwzorowywanie rzeczywistości w jak najdokładniejszy sposób. Rysunek hiperrealistyczny powstaje często na podstawie fotografii, a także wszystkiego tego co uda się zaobserwować w otaczającym nas świecie. Tym co w hiperrealiźmie interesuje mnie najbardziej są portrety, dlatego właśnie stanowią one ogromną większość moich prac. Koncentruję się zwłaszcza na oczach ludzi, których portretuję, bo z nich można wyczytać najwięcej. Jak na dłoni widać w nich ludzkie emocje i nastroje w jakich się znajdują. Uchwycenie tego co w danej chwili mówi otoczeniu konkretna ludzka twarz jest dla mnie niezwykle pasjonujące. W pewien sposób zbliża to moją hiperrealistyczną twórczość do impresjonizmu choć jeśli chodzi o sposób powstawania prac to tych dwóch nurtów nie łączy absolutnie nic.

Jak zaczęła się pańska działalność artystyczna? Kiedy wpadł Pan na pomysł, że zajmie się  właśnie realistycznymi portretami?

Rysować zacząłem w wieku szesnastu lat. Przeszedłem wtedy jedną z operacji na ręce i wpadłem na pomysł, że jeśli nauczę się wykonywać precyzyjne ruchy ołówkiem to będzie to najlepsza forma rehabilitacji. W tamtym czasie jak wielu młodych chłopaków borykałem się z problemami i tworzenie portretów innych ludzi pozwalało mi wyrażać własne emocje.

Na czym polega Pańska niepełnosprawność?

Moja lewa ręka ma około dziesięciu może piętnastu centymetrów długości. Ujmując rzecz praktycznie to zostało mi z niej samo ramię. Prawa jest usztywniona w łokciu. Nie mam dłoni. Ostał się w niej tylko jeden palec, więc ręka jest w oczywisty sposób krótsza. Niepełnosprawność była i jest dla mnie rzeczą naturalną, ponieważ urodziłem się z takimi właśnie rękami. Spowodowało to, że już we wczesnym dzieciństwie musiałem wypracować różne sposoby wykonywania rozmaitych czynności, dlatego dzisiaj nie stanowi samodzielne funkcjonowanie nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Jeśli chodzi o mój sposób na rysowanie to chwytam ołówki obiema rękoma i trzymam je lekko pod brodą a prawa ręka w której mogę wykorzystać jeden palec służy mi do wykonywania precyzyjnych ruchów i stanowi podparcie.

Co jest dla Pana największym sukcesem artystycznym? Gdzie udało się panu wystawić prace?

W październiku 2013 roku zająłem drugą pozycję na konkursie w Wiedniu przegrywając z artystą ze Szkocji dosłownie o jeden głos. Oceniano tam całokształt twórczości, a wyróżnienie które otrzymałem otworzyło drogę do kolejnej wystawy. Tym razem odbyła się w Oksfordzie. W ciągu trzech dni obrazy obejrzało ponad cztery tysiące ludzi. Za największy dotychczasowy sukces uważam jednak to, że w tym roku udało mi się spełnić wielkie marzenie i już niedługo odbędzie się indywidualna wystawa moich prac w Nowym Jorku. Początkowo planowałem żeby głównym tematem prezentowanych tam prac były kadry z życia polonii amerykańskiej. Niestety nie do końca to wyszło, ponieważ kiedy poprosiłem ludzi w internecie o nadesłanie ciekawych zdjęć, które mogłyby posłużyć jako podstawa do rysunku to przyszło bardzo dużo fotografii, ale niestety słabej jakości. Nie wiele więc dało się z nich wyciągnąć, dlatego postanowiłem zostać przy portretach, które w większości pokazujących moją rodzinę znajomych i przyjaciół. Z przygotowaniami do tej wystawy jest związana ciekawa historia. W pewnym momencie zdałem sobie bowiem sprawę, że już niedługo pojadę za ocean do miejsca gdzie jeszcze nikt mnie nie zna, ale tak naprawdę również na własnym podwórku tutaj w Europie niewielu ludzi o mnie słyszało. Postanowiłem więc wypromować swoją twórczość. Stworzyłem projekt Mariusz rysuje i wspólnie ze znajomymi ruszyłem samochodem w objazd po Europie. Początkowo miały być to tylko cztery miasta, ale ostatecznie wyprawa nieco się wydłużyła i odwiedziłem Berlin, Amsterdam, Paryż, Londyn, Barcelonę, Marsylię, Wenecję, Rzym i Ateny. Podczas tej wyprawy powstał najważniejszy portret mojego życia. To portret mojej mamy, której w ten sposób chciałbym podziękować za trud jaki przez lata włożyła w moje wychowanie. To ona nauczyła mnie, żeby nigdy się nie poddawać, walczyć o realizację własnych marzeń i zmieniać swoje życie. Podróżując po tych wszystkich miastach utrwalałem rzeczywistość rysując na ulicy ale jak zauważył jeden z moich przyjaciół spełniałem tam jeszcze jedną bardzo ważną funkcję. Przysiadało się bowiem do mnie całe mnóstwo ludzi, którzy nie tylko obserwowali moją pracę ,ale bardzo dużo ze mną rozmawiali. Opowiadali o własnych problemach życiowych. Zadawali pytania o moją niepełnosprawność i bardzo wielu z nich mówiło, że dzięki mnie przekonali się, iż każdy człowiek może bardzo wiele. Wszystkie te opinie bardzo mnie cieszyły zwłaszcza, że zależało mi na tym żeby pokazać ludziom że jeśli się o czymś mocno marzy i potrafi się w sobie znaleźć odpowiednio dużo determinacji to bariery nie istnieją. Chciałem, żeby wyprawa stała się takim bodźcem edukacyjnym i motywacyjnym dla innych, którzy będą obserwować efekty mojej pracy. Bardzo się cieszę że to się udało.

Z jakimi postawami ludzi wobec pańskiej niepełnosprawności spotykał się Pan w dzieciństwie i jak jest obecnie?

Odpowiadając na to pytanie warto podkreślić że urodziłem się i mieszkałem przez większość swojego życia w bardzo małej miejscowości. Zdarzały się jakieś przykre uwagi, które raz czy drugi usłyszała moja mama, ale jednak wszyscy się znali i bardzo szybko ludzie przyzwyczaili się do faktu, że w ich otoczeniu znajduje się chłopiec z niepełnosprawnością. Kiedy zacząłem dorastać musiałem jednak nauczyć się nie zwracać uwagi na fakt, że moi rówieśnicy chociaż mnie lubili to woleli własne towarzystwo co zmuszało mnie do pozostawania z boku. Nie było więc mi łatwo nawiązywać nowych znajomości, ale na szczęście z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ta sytuacja się zmieniła. Mam wypróbowaną grupę dobrych kolegów i przyjaciół i w tej chwili mogę powiedzieć, że znam bardzo wielu ludzi. Myślę, że wielkie znaczenie w moim życiu ma fakt że jestem otwarty na ludzi. Uwielbiam też stawiać przed sobą nowe wyzwania i dotyczy to różnych dziedzin życia. Myślę, że dobrze się złożyło iż nie mam porównania jakby to było żyć z rękami. Od urodzenia mam taką, a nie inną sytuację i muszę nauczyć się z nią funkcjonować. Ostatnim moim wielkim sukcesem było to że zdałem prawo jazdy i to za pierwszym razem. Jestem więc w stanie samodzielnie prowadzić samochód i nie jest to auto jakoś specjalnie przystosowane. Ma wprawdzie automatyczną skrzynię biegów ale z takich samochodów korzysta dziś dla wygody bardzo wiele osób.

Jakie są Pana najbliższe po Nowym Jorku cele artystyczne i życiowe?

Najbliższym moim celem będzie samotne przejechanie olbrzymiego kontynentu jakim jest Ameryka Północna. Również tam zamierzam rysować na ulicach dużych miast łącząc przyjemny cel turystyczny z pożyteczną pracą. Zawsze marzyłem żeby zobaczyć Chicago czy Los Angeles. W tej chwili poszukuję sponsorów wyprawy i na początku roku będę już wiedział czy uda się ją zrealizować.

Czy długa podróż nie będzie kolidować z pańskimi zajęciami na uczelni?

W tej chwili już nie, ponieważ od roku nie jestem studentem. Oficjalnie zostałem wyrzucony z uczelni. Studiowałem architekturę wnętrz w Wyższej Szkole Technicznej w Katowicach. Miałem bardzo dobre wyniki z wszystkich przedmiotów, a jedyny problem pojawił się z geometrią wykreślną. Nie był to jednak problem w zrozumieniu zadań czy całości przedmiotu. Trudność wynikała z mojej niepełnosprawności. Manualnie nie byłem w stanie wykonać od linijki czy cyrkla rysunków technicznych. Przedmiot trwał tylko jeden semestr i w tamtym czasie zrobiło się w mediach o mnie głośno. Szkole zależało więc na tym żeby zrobić sobie dobry PR. Zapewniali mnie, że z geometrią wykreślną nie ma żadnego problemu, że będę mógł ją zaliczyć w następnym semestrze, kiedy to pracę na uczelni miała podjąć moja partnerka, która pomogłaby mi w  sensie manualnym stworzyć precyzyjne rysunki. Dla nikogo nie ulegało wątpliwości, że przedmiot jest problem zrozumiały, a problem ma charakter czysto techniczny. Jakież więc było moje zdumienie kiedy dokładnie rok temu we wrześniu otrzymałem z uczelni pismo w którym zawiadamiano, że zostałem w trybie natychmiastowym wyrzucony ze szkoły z powodu niezaliczenia egzaminu z geometrii wykreślnej. Żądano także ode mnie zapłaty kilkuset złotych za niezaliczenie przedmiotu. Pojechałem wyjaśniać sprawę, ale nikt nie podjął ze mną rozmowy. Pani odpowiedzialna za współpracę z osobami niepełnosprawnymi ,a chciałbym zaznaczyć, że w tamtym czasie byłem jedyną osobą niepełnosprawną na uczelni zamknęła mi drzwi przed nosem. Do dzisiaj sprawa się ciągnie i nie otrzymałem z uczelni własnych papierów. Jest mi tym bardziej przykro, że kiedy do szkoły przyjeżdżała telewizja TVN to z własnej inicjatywy rozmawiali ze mną właściciele i najwyższe władze uczelni. Zapewniali mnie wtedy, że prędzej zginą niż pozwolą na to aby taki talent się zmarnował. Jak widać ich podejście zmieniło się radykalnie krótko po zniknięciu kamer. Podkreślam, że nie chcę być traktowany w żaden wyjątkowy sposób, ale nie pozwolę na to żeby wobec mnie stosowano praktyki dyskryminacyjne. Jeśli dwa lata temu wszystko było cudownie, bo uczelni zależało na dobrym pijarze to teraz chciałbym im przypomnieć, że jeśli ta ciągnąca się od roku sprawa szybko się nie zakończy potrafię zrobić im także czarny PR. Można sobie oczywiście żartować, że nie dostrzegli prawdziwego talentu, ale w tej sprawie wcale mi nie jest do śmiechu i dowcipy się mnie nie trzymają. Chce być szanowany i traktowany w sposób sprawiedliwy, a jeśli ich na to nie stać to spróbuję sprawą zainteresować jak najwięcej mediów, żeby oduczyć wszystkich dyskryminowania kogokolwiek ze względu na jego niepełnosprawność.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Jeden komentarz: On Jak się maluje bez dłoni?

  • Tak bardzo cieszę się z tego pięknego wywiadu! Dziękuję za niego serdecznie! Udostępniam go na swoim FB i proszę znajomych by także dalej go udostępniali. Mam nadzieję, że Mariusz zostanie sprawiedliwie potraktowany na tej uczelni. Życzę mu spełnienia wszystkich planów i wielkiej międzynarodowej kariery.

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.