Zdjęcie przedstawia Postret Rafała Czupra z powieszonym na szyi medalem.

Jak Rafał Czuper zdobył medal w Rio?

Zdecydowanie najtrudniejszym meczem w Rio był ten półfinałowy. Cały czas z tyłu głowy miałem myśl, że porażka pozbawia mnie szans na medal – opowiada Rafał Czuper wicemistrz olimpijski z Rio.

Naszą rozmowę zacznę od być może banalnego pytania, jak smakuje medal olimpijski?

Wybornie – uśmiecha się Rafał Czuper. Zwłaszcza, że jestem pierwszym polskim tenisistą stołowym na wózku, któremu udało się wywalczyć medal na paraolimpiadzie. To powód do olbrzymiej satysfakcji tym bardziej, że droga po medal nie była prosta. Najbardziej zapadł mi w pamięć mecz półfinałowy z Francuzem Stephanem Molliensem. Przegrałem w nim pierwszego seta i cały czas gdzieś z tyłu głowy miałem myśl, że porażka może mnie pozbawić pewności przynajmniej srebrnego medalu. Na szczęście jednak głowa i nerwy wytrzymały. Udało mi się wygrać kolejne trzy sety i awansować do finału, dzięki czemu mogłem być pewny srebra.

Czego zabrakło w finale aby mógł pan cieszyć się ze złota?

Przeciwnik był najtrudniejszy z możliwych. Francuski mistrz, jedynka światowego rankingu, to zawodnik o ogromnym zasięgu i wielkiej sile fizycznej. Stoczyłem z nim wyrównany bój, ale w decydujących momentach to on zawsze odskakiwał na dwa, trzy punkty. Po tym właśnie poznaje się prawdziwego mistrza i tenisistę z bardzo dużym doświadczeniem. Mecz zakończył się wynikiem jeden do trzech. Jestem jednak głęboko przekonany, że już niedługo będę miał okazję do rewanżu. Być może, już podczas zbliżających się mistrzostw Europy? Zrobię wszystko żeby podnieść swój poziom sportowy i pokonać mistrza.

W czym tkwi wielka siła polskiej kadry? Tenisiści stołowi przywieźli przecież z Rio worek medali?

Filarami naszej kadry są oczywiście Natalia Partyka i Patryk Chojnowski. Oni nie zawodzą nigdy. Igrzyska w Rio były jednak wielkim triumfem całej naszej drużyny, na trzynaście osób osiem wróciło z medalami.

Bardzo często zdarza się, że na wielkich turniejach międzynarodowych Polska ustępuje tylko i wyłącznie Chinom, które są nie do przeskoczenia. Potrafimy wyprzedzać takie potęgi jak Francja, Japonia czy Korea. Nasz sukces bierze się na pewno z codziennej ciężkiej pracy na treningach. Mamy bardzo dobre warunki do szlifowania formy i znakomitych trenerów.

Przed wyjazdem do Rio mieliśmy bardzo wiele zgrupowań, podczas których rozgrywaliśmy mecze z silnymi przeciwnikami z Serbii, Rosji, Słowacji, Chorwacji czy Rumunii. Większość naszych treningów przed dużymi zawodami odbywa się w Ośrodku Startu w Wiśle. Treningi są bardzo zróżnicowane. Inaczej trenuje się trzy, cztery miesiące przed zawodami, a inaczej kiedy do startu pozostaje już bardzo niewiele czasu. Początkowo każdy zawodnik koncentruje się na budowaniu szybkości, siły i wytrzymałości. Z czasem dużo więcej gra się przy stole, ćwiczy technikę i rozgrywa mecze na punkty. Do Rio przyjechaliśmy tydzień przed startem Igrzysk, żeby mieć szansę zapoznać się z salą, poczuć stoły i przejść porządną aklimatyzację. Przygotowania były więc prowadzone w sposób bardzo profesjonalny i jak już wspomniałem dało to znakomite rezultaty.

Czy odnosząc sukcesy w tenisie stołowym na wózkach, można się utrzymać czy też musi Pan jeszcze podejmować inną pracę?

Sytuacja każdego zawodnika jest mocno zdradliwa. Tak długo jak odnosi sukcesy, może godnie żyć i nie musi podejmować żadnej innej pracy. Sprawa komplikuje się, kiedy złapie kontuzję lub gdy zwyczajnie któreś zawody mu nie pójdą i nie przywiezie z nich medalu. Wówczas traci środki na cały rok. To poważny problem, ponieważ żeby rywalizować na najwyższym poziomie trzeba poświęcić na treningi kilka godzin dziennie. Zawodnik podporządkowuje całe swoje życie i zawsze odbywa się to kosztem rodziny i wielu innych wyrzeczeń. Na dodatkową pracę z pewnością nie ma czasu.

Jak zaczęła się pańska przygoda ze sportem?

Do tenisa stołowego na wózkach przekonał mnie kolega z fundacji aktywnej rehabilitacji. Przyjechał do mnie do szpitala gdzie leżałem po wypadku samochodowym.

Jeszcze jako osoba zdrowa bardzo lubiłem pograć w tenisa, więc gdy usłyszałem, że nie będę musiał rezygnować z tej gry nawet poruszając się na wózku postanowiłem że spróbuję.

Pojechałem na zawody i dostałem totalne baty. Poszukałem więc kontaktu z moim obecnym trenerem Markiem Iwanickim, który po roku treningów zrobił ze mnie dobrego zawodnika. Wywalczyłem swój pierwszy medal mistrzostw Polski, później dostałem się do kadry i zacząłem marzyć o występie na Igrzyskach. Momentem przełomowym w mojej karierze był turniej rozgrywany zaraz po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Miałem wtedy złą passę i nie udało mi się na nie pojechać. Tymczasem podczas turnieju przyszło mi się zmierzyć z aktualnym mistrzem paraolimpijskim, który w Londynie wygrał wszystkie mecze nie tracąc nawet seta. Ograłem go trzy zero i wtedy wszystko w mojej głowie się odblokowało. Poczułem, że jestem naprawdę dobrym zawodnikiem i że wywalczenie medalu na następnych Igrzyskach jest możliwe.

Po tym zwycięstwie zacząłem wygrywać prawie wszystko. Wywalczyłem tytuł mistrza Europy i zdecydowanie awansowałem w rankingu. Dzisiaj mogę się cieszyć ze srebrnego medalu w Rio, a już niedługo postaram się obronić tytuł mistrza Polski.

Tenis stołowy daje mi masę radości i cieszę się, że moja przygoda ze sportem przyniosła już tyle pozytywnych emocji, nie tylko mnie, ale i wszystkim polskim kibicom, za których wsparcie serdecznie dziękuję.

 

Źródło zdjęcia: www.suwalki24.pl

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.