Jak powinna wyglądać wzorcowa toaleta?

W Warszawie szaletów miejskich jest coraz mniej, ale niedługo pojawią się nowoczesne łazienki na miarę XXI wieku dostosowane do potrzeb absolutnie wszystkich użytkowników – opowiada Aleksandra Wasilkowska znana warszawska architektka i urbanistka.

Jest pani autorką książki „Architektura cienia”, która opowiada o historii szaletów miejskich. Od jak dawna ludzkość zna coś takiego jak toalety publiczne?

Jeżeli chodzi o historię toalet to mnie najbardziej interesują wszystkie momenty przełomowe dla kultury oraz fakty które dzisiaj są mało znane i nie dla wszystkich oczywiste. Nie wiele osób w ogóle zastanawia się nad szaletami miejskimi, a przecież już w czasach rzymskich słynne łaźnie były miejscami spotkań takimi mikro agorami, w których w jednym pomieszczeniu mogło przebywać kilka albo nawet kilkanaście osób.

Stosunek do cielesności bardzo często określa poziom rozwoju kultury i to gdzie w niej lokuje się społeczne tabu. We Francji Ludwika XIV za zaszczyt uchodziło zostać przyjętym przez króla, który dosłownie siedział na „tronie”. Pierwsze toalety, które pojawiały się na przykład w zamkach były umiejscowione w czymś na kształt baszty czyli de facto wyrzucone po za obręb budynku.

W moich opracowaniach skoncentrowałam się jednak zdecydowanie bardziej na współczesności, chociaż warto podkreślić, że dizajn i architektura ewoluują zdecydowanie najwolniej. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że toaleta wciąż znajduje się w strefie tabu społecznego i ludzie, którzy z entuzjazmem tworzą nowe ergonomiczne kuchnie czy ekologiczne samochody za szalety jakoś nie za bardzo chcą się brać. Zwrócił na to uwagę profesor Aleksander Kira w wydanej w latach siedemdziesiątych książce „The Bathroom”. Na podstawie dziesięcioletnich badań tej problematyki udowodnił także, że najzdrowszą pozycją w której człowiek może korzystać z toalety jest pozycja kucana. To że siedzimy na wysokiej muszli klozetowej powoduje, że nie całe ciało się oczyszcza. Profesor Kira opracował więc bardzo wiele różnych rozwiązań w których dokładnie pokazuje jaka powinna być szerokość deski czy kształt muszli zaprojektowanej tak, aby pozycja człowieka w momencie korzystania z ubikacji była najzdrowsza.

Być może komuś wszystkie te rozważania historyczne wydają się mało istotne, ale wbrew pozorom problem dostępności toalet był i nadal pozostaje poważnym zagadnieniem społecznym. Według najnowszych badań ponad jedna trzecia ludności świata nie ma dostępu do toalety. Jack Sim, który w Korei otworzył muzeum toalet dzięki czemu zyskał przydomek Mister Toilet od lat walczy o ich dostępność dla wszystkich ludzi na świecie. W dwudziestym pierwszym wieku ciągle 30% ludzkości jest zmuszone do defekacji na powietrzu, bardzo często zanieczyszczając wodę, która jest przecież pita zarówno przez dorosłych jak i dzieci. Mało kto zdaje sobie sprawę, że co roku właśnie z powodu picia zanieczyszczonej wody umiera na świecie kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Problem jest więc naprawdę poważny i ma charakter globalny. Dotyczy on także w dużej mierze naszego kraju.

Na wschodzie Polski nadal 20% osób nie ma dostępu do toalety, a na warszawskiej Pradze ponad 30% stanowią toalety wspólne znajdujące się na korytarzu.

Brak dostępu do toalety przekłada się bezpośrednio nie tylko na zdrowie, ale także na przykład na wyniki w nauce jakie osiągają dzieci i ich poczucie własnej wartości. Proszę sobie wyobrazić jak nieprzyjemna musi być dla dziecka świadomość, że nie ma w domu dostępnego miejsca, w którym może zaspokoić najbardziej elementarne potrzeby. Często wyklucza to lub utrudnia możliwość zapraszania kolegów i wpływa na sposób myślenia dziecka o samym sobie i własnej higienie. W przestrzeni miejskiej problem jest nie mniej, a może nawet jeszcze bardziej dotkliwy. Osobiście zwróciłam na niego uwagę kiedy na początku lat dwutysięcznych zostałam młodą mamą. Lokale w których dawniej funkcjonowały szalety publiczne zostały wyprzedane i Warszawa stała się praktycznie miastem bez toalet. Pamiętam doskonale, że zdarzały się sytuacje w których zmuszona byłam spacerując z dzieckiem po parku rozkładać koc na śniegu i przewijać dziecko na dworze. To był moment, w którym po raz pierwszy poczułam na własnej skórze opresje architektury czyli coś z czego młody i zdrowy człowiek często nie zdaje sobie sprawy.

Problem braku toalet jest też bardzo dotkliwy dla osób starszych, które często potrzebują mieć szybki dostęp do ubikacji i jeśli wiedzą, że w najbliższej okolicy nie będą miały możliwości z niej skorzystać ograniczają swoje wyjścia z domu do minimum. Kiedy zdałam sobie z tego wszystkiego sprawę skierowałam swoje zainteresowanie właśnie w stronę architektury cienia, czyli tego wszystkiego co zniknęło z przestrzeni publicznej i czego brak jest bardzo dotkliwie odczuwany przez nas wszystkich. Do takich obiektów zaliczają się nie tylko szalety, ale również stare tradycyjne bazary, kiedyś tętniące życiem miejsca gdzie można było kupić świeżą żywność, pyszne owoce, warzywa i dokąd ludzie przychodzili z radością wymienić się najnowszymi ploteczkami.

DSC_3535_resize

W jaki sposób pani zdaniem powinna być rozwiązana kwestia toalet publicznych w takim mieście jak Warszawa? Jak wiele ich jest potrzebnych i gdzie powinny być umiejscowione?

Z całą pewnością toalety publiczne powinny znajdować się przede wszystkim w miejscach gdzie koncentruje się ruch. Są to oczywiście główne place miejskie, przy których są ulokowane budynki użyteczności publicznej. Nie powinno ich także zabraknąć w parkach i miejscach gdzie rodzice z dziećmi spędzają dużo czasu. Dobrym przykładem mogą tu być tak zwane zielone korytarze, czyli przestrzenie w których ludzie uprawiają sporty i spędzają wolny czas. W Warszawie należą do nich na przykład bulwary wiślane. Bardzo ważnym zagadnieniem jest także to w jaki sposób zaprojektowana jest toaleta. Moim zdaniem może ona, a nawet powinna stać się ozdobą placu czy punktu przesiadkowego czyli miejsca gdzie codziennie przechodzą tysiące ludzi. Doskonałym wzorem może być tutaj Wiedeń, gdzie stare zabytkowe szalety znajdują się w centralnym punkcie placu pod pomnikiem. Jest to bardzo ciekawy sposób połączenia tak zwanej wysokiej sztuki z budynkami użyteczności publicznej. Osiągamy w ten sposób jeszcze jeden ważny cel. Toaleta jest doskonale widoczna i człowiek nie musi tracić nerwów i czasu na jej coraz bardziej rozpaczliwe poszukiwania.

Jak powinna wyglądać toaleta bezpieczna i komfortowa?

 Niewątpliwie toaleta bezpieczna powinna być miejscem dostępnym bezpośrednio z ulicy. Popularne przedsionki są czymś absolutnie zbędnym. Wszyscy znamy z popkultury obrazki w których różne typy z pod ciemnej gwiazdy, płatni mordercy handlarze narkotyków spotykają się właśnie w przedsionkach toalet. Widzimy więc, że nawet artyści ostrzegają społeczeństwo przed tymi złowrogimi miejscami. Istnienie przedsionków wpływa też negatywnie na poczucie bezpieczeństwa kobiet wychodzących z toalety. Powinno się więc do nich wchodzić bezpośrednio, a nie przy jakiś zaułkach czy ukrytych ściankach. Musi to być miejsce oświetlone, za którym nie może się nikt schować.

Wielu aktywistów zwraca też uwagę na fakt, że w dobrze zaprojektowanej toalecie podział na damską i męską jest niepotrzebny i anachroniczny. Ich zdaniem ten sztuczny podział powinien być zlikwidowany chociażby dlatego, że przeciętna kobieta spędza w toalecie trzy razy więcej czasu niż mężczyzna. To właśnie z tego powodu przy toaletach dla kobiet podczas każdej przerwy w teatrze filharmonii czy operze tworzą się gigantyczne kolejki. Na komfort korzystania z toalety wpływają także zastosowane rozwiązania techniczne. Wiele osób nie chce na przykład dotykać klamek czy spłuczek, najchętniej więc korzystałyby z miejsca w którym nie muszą niczego dotykać. Dzisiaj z projektowania toalet można zrobić sztukę na naprawdę wysokim poziomem. Doskonale pokazuje to znany artysta Aleks Szfeder, który projektuje pisuary zarówno męskie jak i żeńskie w kształtach na przykład rozmaitych kwiatów. Są one zaprojektowane w taki sposób, że spływający do muszli mocz tworzy w niej różne wzory. Istnieją także sposoby na cudowne rozmnożenie toalet. Jeden z nowojorskich architektów w dużym centrum konferencyjnym zaprojektował mobilne ściany, dzięki czemu jeśli na jakiś kongres naukowy przyjeżdża większość mężczyzn ściana przesuwa się i wszystkie toalety stają się męskie, a w razie potrzeby te same pomieszczenia mogą mówiąc żartobliwie w ułamku sekundy zmienić płeć. Takie rozwiązania są oczywiście istotne kiedy w czasie piętnastominutowej przerwy setki użytkowników biegną w to samo miejsce. Liczba toalet musi być wtedy maksymalnie duża.

Oczywiście stworzenie super uniwersalnej toalety dla wszystkich grup społecznych to zadanie bardzo trudne. W Niemczech na stacjach benzynowych istnieje często podział nie ze względu na płeć, tylko na wiek korzystających. Są osobne pomieszczenia dla dorosłych i dzieci. Bardzo ważne przy projektowaniu nowoczesnej i wygodnej toalety jest uwzględnienie potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Człowiek poruszający się na wózku musi mieć dostępną wyższą muszlę znajdującą się na wysokości co najmniej 45 centymetrów. Na komfort i dostępność wpływa także to czy toaleta jest w pełni zautomatyzowana. W nowoczesnych toaletach które zaprojektowaliśmy dla Warszawy wszystko od zapalania światła, poprzez korzystanie z kranów czy spuszczanie wody odbywać się będzie automatyczne. Muszle będą także automatycznie chować się w ścianie, a po chwili wyjadą w pełni zdezynfekowane.

Największymi entuzjastami automatycznych toalet na świecie są oczywiście Japończycy, u których oprócz wspomnianych przed chwilą rozwiązań są zamontowane przyciski po naciśnięciu których człowiek może zostać dokładnie umyty. Dla uspokojenia skołatanych nerwów Japończyk może także nacisnąć guzik z tak zwaną perfumą akustyczną, który uruchamia dźwięk imitujący spuszczanie wody. Ma to podobno wpływać na użytkowników japońskich toalet niezwykle kojąco. Zwyczaj perfumy akustycznej występuje u nich zresztą od tysięcy lat. Przy pałacach istniały specjalne miejsca w których sługa gdy władca wychodził do toalety lał wodę żeby zagłuszyć odgłosy dobiegające z tego najbardziej intymnego pomieszczenia. Dla mnie to znakomity przykład niezwykle fascynujących różnic kulturowych jakie występują na całym świecie bo perfuma akustyczna jest przecież w Japonii czymś oczywistym dla każdego.

Wróćmy jednak do Warszawy bo w naszym mieście bardzo dużo toalet publicznych zostało zamienionych na bary, na przykład toaleta publiczna przy Instytucie Teatralnym to dziś restauracja Amaro, a toaleta przy placu Trzech Krzyży do dzisiaj bar wietnamski. Przykłady moglibyśmy mnożyć. W efekcie toalet publicznych jest w Warszawie niezwykle mało stąd pomysł poprawienia tej sytuacji. Wiceprezydent Warszawy oraz pan Marek Olszewski zajmujący się szeroko pojętymi sprawami Wisły postanowili w przyszłym roku wybudować pierwszych dwadzieścia toalet, a w następnych latach mają powstawać kolejne. W niedługim czasie ma się ich pojawić w mieście pięćdziesiąt. To rzecz jasna nadal za mało, ale projekt będzie kontynuowany więc można to uznać za początek procesu. Miasto zgłosiło się do stowarzyszenia architektów polskich z prośbą opracowania wytycznych dotyczących tego w jaki sposób te toalety miałyby wyglądać.

Wspólnie z Marcinem Kwietowiczem i Markiem Hapahem przeanalizowaliśmy jak dzisiaj wygląda mała architektura w Warszawie i jakie realizacje mogą być dla nas punktem odniesienia. Chcemy żeby nowo zaprojektowany przez nas obiekt był z jednej strony widoczny i dostępny, a z drugiej wpisywał się w krajobraz. Budynki toalet będą miały zaokrąglone narożniki, a ich kształt będzie się odnosił do kiosków przy Krakowskim Przedmieściu czy donic wzdłuż traktu królewskiego. Elewacje toalet będą w kilku odcieniach. Wykonane będą z kafli glazurowanych, łatwo zmywalnych. We wszystkich toaletach będzie dostępny przewijak wprawdzie nierozkładany, ale będzie stałym blatem na którym można przewinąć dziecko lub w razie potrzeby odłożyć plecak czy teczkę. W środku pomieszczenie będzie wyłożone kaflami lub betonem impregnowanym, a wszystko w nim będzie zautomatyzowane. Bardzo dużą wygodą dla korzystających będzie ujęcie wody pitnej na zewnątrz każdej kabiny. Pierwsze toalety pojawią się w lokalizacjach wzdłuż Wisły na wysokości fontann, Starego Miasta, a także na przykład przy placu na rozdrożu i wzdłuż ścieżek rowerowych nad Wisłą.

Jak powinna być przystosowana wzorcowa toaleta uwzględniająca potrzeby osób z niepełnosprawnością i jak to będzie wyglądało w Warszawie?

Każda z toalet musi być przede wszystkim miejsce na obrócenie się wózka, a więc przestrzeń wolna od jakichkolwiek urządzeń powinna być kołem o średnicy metr pięćdziesiąt. Wolna przestrzeń będzie także pod umywalką tak, żeby człowiek na wózku mógł swobodnie do niej dojechać. Umywalka będzie się znajdować na wysokości 80 centymetrów żeby osoby z niepełnosprawnością ruchową mogły bez problemu dosięgnąć kranu. Bez problemu będzie można także dojechać do przewijaka. Wokół muszli pojawią się oczywiście składane poręcze. Będą w kontrastowym kolorze po to żeby być dobrze widoczne dla osób niedowidzących. Przy wejściu do toalety znajdować się będzie tablica z napisem brajlowskim, ale także głośniczek z którego usłyszymy podstawowe informacje o zasadach działania toalety. Wejście do niej będzie bez progowe, a drzwi otwierać się będą automatycznie. W toaletach nie będzie podziału na płeć ani informacji o tym, że jest to toaleta dla niepełnosprawnych w postaci piktogramu. Na drzwiach pojawia się serduszko. To delikatny ukłon ze strony projektantów w kierunku tradycji historii i znanych wszystkim Polakom Sławojek. Informacja o toalecie pojawi się także na panelu przy wejściu. Zależało nam na tym aby toalety były bardzo eleganckie, w związku z tym wewnątrz nie będą to miejsca specjalnie kolorowe. Elewacja zewnętrzna będzie natomiast utrzymana w kolorze budynków znajdujących się w pobliżu toalety czyli na przykład jeśli toaleta będzie stać w pobliżu zieleni to kafle będą ciemnografitowe lub ciemnozielone.

Jest pani autorką książki „Architektura cienia”. Proszę przybliżyć czytelnikom z jakimi ciekawostkami mogą się spotkać sięgając po tę publikację?

Można powiedzieć, że książka jest subiektywną kolekcją różnych interesujących wątków związanych z historią toalet. W książce odwołuję się do badań wspomnianego profesora Aleksandra Kira i pokazuję stworzone przez niego schematy. Pojawiają się niezwykle ciekawe wywiady z przedstawicielkami zanikającego już zawodu szaleciarek, które opracowała Anna Karpińska-Strus. Nie zabraknie także prac artystów związanych z toaletami, a także literatury wierszy i komiksów o tej tematyce. Czytelnicy będą mogli także obejrzeć jak wygląda muzeum toalet i pawilon który zamienia mocz w napój. Jednym słowem nie zabraknie prac architektów i artystów, którzy fantazjują na temat tego czym obecnie jest i czym może być w przyszłości muszla klozetowa. Serdecznie zachęcam wszystkich czytelników do lektury książki i do odwiedzania nowoczesnych szaletów, które już nie długo pojawią się w Warszawie.

Na koniec pytanie, które konsekwentnie zadaję każdemu architektowi z którym rozmawiam. Jak pani skomentuje karygodne zaniedbania które spowodowały, że bulwary wiślane nie są dostępne dla osób z niepełnosprawnością?

Sytuacja na bulwarach jest kuriozalna i dla mnie zupełnie niezrozumiała. Dzisiaj standardem jest, że tak wielkie projekty poddawane są audytowi i sprawdzane pod kątem wszystkich aktualnych przepisów. Bardzo mnie dziwi, że znane wszystkim usterki zostały zauważone natychmiast po otwarciu, a nie znacznie wcześniej na etapie projektowania i zatwierdzania inwestycji. My projektując toalety miejskie od razu poprosiliśmy o konsultację z przedstawicielami organizacji działających na rzecz osób z niepełnosprawnością. Za błąd na bulwarach trzeba teraz będzie słono zapłacić. Tak jest z każdą z inwestycją, której ktoś nie weźmie pod uwagę przepisów zapewniających osobom z niepełnosprawnością dostęp do wszystkich budynków użyteczności publicznej. Jeśli pewnych rzeczy nie przewidzimy wcześniej to później dobudowywanie czegoś do budynku nie tylko jest kosztowne ale i psuje jakość całej architektury.

Weźmy najprostszą kwestię wejść do budynków. Obecnie przygotowuję projekt Ratusza w Łomiankach i przeglądając projekty innych ratuszy przygotowane przez architektów byłam zdumiona jak często tam się pojawiają ogromne schody. Trzeba sobie zadać pytanie: czy naprawdę taka architektura musi być na postumencie? Komu to służy? Czy wejścia do budynków nie mogłyby być po prostu z poziomu ulicy? Jeśli ktoś upiera się przy schodach to bardzo często próbuje w późniejszym etapie zaoszczędzić na rampie. Nie jest to oczywiście możliwe i nawet jeśli budynek już stoi trzeba dorobić do niego podjazd, a długa trzydziestometrowa platforma, która nie jest wkomponowana w budynek a tylko dodawana do niego z konieczności zaburza cały jego wygląd. Nie byłaby jednak potrzebna w ogóle gdyby nie ogromne przywiązanie niektórych projektantów do schodów.

Bardzo ważne jest więc zapoznać się z odpowiednimi przepisami już na wczesnym etapie studiów i zwracać uwagę na potrzeby osób z niepełnosprawnością. Sama brałam udział w warsztatach organizowanych przez panią profesor Kuryłowicz i uważam, że takie zajęcia powinny odbywać się jak najczęściej. Wszystkim gorąco polecam, żeby spróbowali przejść kawałek z zawiązanymi oczami lub nawet wyjść na spacer po mieście z dzieckiem w wózku. Bardzo często ludzie dopiero gdy sami usiądą na wózku lub są już starsi i schorowani uzmysławiają sobie jak ważne są dostosowania przestrzeni i że takich osób jak oni jest wokół bardzo dużo. Jeśli chcemy żeby osoby z niepełnosprawnością miały szansę swobodnie funkcjonować w społeczeństwie musimy stworzyć przyjazną przestrzeń, a jeśli porównam na przykład warszawskie ulice z ulicami porównywalnego z Toruniem miasteczka Rouen we Francji to u nas wózkowiczów jest bardzo mało. Sądzę jednak że dzieje się tak dlatego, że część z nich nie wychodzi z domów ponieważ ma kłopoty z pokonywaniem widocznych na każdym kroku barier architektonicznych. W niewielkim francuskim miasteczku każdy budynek był dostępny dla osób z niepełnosprawnościami, jestem pewna że i Warszawę spokojnie na to stać, więc każdy architekt planując przestrzeń powinien pamiętać, że odpowiednie dostosowania mogą za kilka lub kilkanaście lat przydać się również jemu i nie wolno mu ich pomijać.

 

DSC_3664_resize

 DSC_3581_resize

PAWILON PLAŻOWY NAD WISŁĄ

 

wartość inwestycji 4 600 000 zł
data rozpoczęcia inwestycji 10.01.2013
data oddania inwestycji do użytku 20.02.2014
autor projektu architektonicznego i projektu wnętrz Aleksandra Krzywańska, Maja Matuszewska, Katarzyna Szpicmacher, współpraca autorska: Pro arte 11,

architekci Jerzy Grochulski, Stanisław

Stefanowicz

wykonawca inwestycji Konsolid sp. z o.o.
nazwa inwestora wraz z kontaktem (telefon, adres) Zarząd Mienia m. st. Warszawy
ul. Jana Kazimierza 62
01-248 Warszawa
tel.: 22 836 81 03
nazwa dewelopera wraz z kontaktem (telefon, adres)

Pawilon Plażowy nad Wisłą to projekt nowoczesnej toalety publicznej, wyłoniony w 2010 roku w konkursie KOŁO na Projekt Łazienki. Obiekt składa się z części kawiarnianej, sanitarnej i sezonowych natrysków z przebieralniami. Jest budynkiem dwukondygnacyjnym, posadowionym na palach i wyniesionym do poziomu ulicy Wybrzeże Szczecińskie. Kubatura budynku zamyka się w białych modułach zabudowy powiązanych ze sobą drewnianą „taśmą”. Pierwszy moduł pełni funkcję sanitarną i usługową (wraz z wypożyczalnią sprzętu plażowego), drugi – usługową z małą gastronomią. Drewniana część odgrywa rolę łącznika między poziomem ambony od strony ul. Wybrzeże Szczecińskie a plażą. Od północy zaprojektowano wejście na taras widokowy, znajdujący się nad zespołem sanitarnym. We wnękach po obu stronach pawilonów zaprojektowano też niewielkie tarasy rekreacyjne z możliwością usytuowania stojaków rowerowych. Obiekt komponuje się z topografią terenu i naturalnym obrazem lasu łęgowego.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.