Zdjęcie przedstawia Katarzynę Borowicz, psychoonkolożkę. Pani Katarzyna jest skadrowana do wysokości ramion. Ma blond włosy sięgające do ramion, uśmiecha się. W tle widać wnętrze biura.

Jak pomóc pacjentowi wyrolować raka – rozmowa z Katarzyną Borowicz psychoonkolożką z fundacji Rak’n’Roll.

Na różnego typu nowotwory cierpi w Polsce coraz więcej osób. Co może Pani zrobić od strony psychologicznej, kiedy przychodzi do Pani pacjent, który przed chwilą dowiedział się o chorobie?

Przede wszystkim chciałabym zwrócić uwagę na fakt, że reakcje pacjentów są bardzo różne. Jednym towarzyszy silny niepokój, inni popadają w apatię i przygnębienie. Strategią kolejnych na radzenie sobie z chorobą jest rzucenie się do realizacji odkładanych przez całe życie marzeń. Są wreszcie i tacy, którym choroba sprawia ulgę. Zwykle dotyczy to osób które na co dzień są przeciążone, na przykład pracą zawodową, czy obowiązkami domowymi. Tacy ludzie mają tendencje do wchodzenia w różne role ponad swoje siły; często niezgodnie z własnymi potrzebami duszy, ciała i umysłu. Choroba jest dla nich sygnałem, że organizm już nie wytrzymuje narzuconego tempa i najwyższy czas na odpoczynek. Rolą psychoonkologa czy psychoterapeuty jest w pierwszej kolejności zorientować się z czym przychodzi pacjent. Jaka jest jego reakcja na wiadomość o chorobie i czego będzie w związku z tym potrzebował. W zależności od tego co pojawia się w samym pacjencie – uruchamiamy odpowiednie sposoby pomocy. Czasem jest to wsparcie, wyrozumiała obecność, która przynosi ulgę zestresowanemu pacjentowi. Bywa, że niektórzy potrzebują wyrzucić z siebie cały lęk niepokój i obawy, bo ciężar z jakim mają do czynienia jest przecież bardzo duży. Wiele osób ma obawy, że swoją chorobą i problemami mogą zanadto obciążyć rodzinę. Wówczas psycholog staje się dla nich ważną osobą z zewnątrz, przy której mogą ujawnić swoje słabości. Specjalista zachowuje zdrowy dystans dzięki czemu jest w stanie udzielić czasem skuteczniejszej pomocy od tych, którzy są bardzo blisko związani z chorym emocjonalnie. U psychologa pacjent dostaje przyzwolenie na przeżywanie wszystkich tych emocji, które na przykład ze względu na rodzinę stara się hamować w domu. Bardzo często bliscy w dobrej wierze mówią choremu daj spokój nie płacz, dasz radę, to nie jest koniec świata, a w nim zbierają się coraz większe pokłady lęku i stresu, które potrzebuje rozładować.

Czy zachodzi zatem jakaś korelacja pomiędzy stanem psychicznym pacjenta, a jego szansami na wyleczenie nowotworu?

To bardzo istotne pytanie. Wielu pacjentów uważa, że jeśli uporają się z trudnymi emocjami albo będą „pozytywnie” myśleć leczenie zakończy się sukcesem. Prawda jest taka, że stan psychiczny ma duży wpływ na samopoczucie fizyczne. Jednak w sytuacji choroby nowotworowej trudno mówić o jasnych i prostych przełożeniach. Na pewno im więcej u pacjenta spokoju, akceptacji i zrozumienia dla sytuacji, w której się znajduje tym lepsza jego jakość życia. Moim zdaniem dobry stan emocjonalny może wpływać na zdrowienie. Nie gwarantuje jednak wyleczenia. Trudno jest zbadać prostą zależność, ponieważ żeby sprawdzić jakie znaczenie w leczeniu ma stan psychiczny musielibyśmy odstawić na czas choroby leczenie onkologiczne, a to byłoby niezwykle niemoralne posunięcie.

Jakie są najczęściej stosowane metody pozwalające pacjentom zredukować stres?

Jednymi z najpopularniejszych są relaks i wizualizacja. Pacjent, przy zachowaniu pełnej świadomości, wprowadzany jest w stan relaksu; na przykład przy pomocy muzyki, którą lubi. Rzecz jasna zawsze wcześniej uzgadniamy co może go odprężyć. Jedni mogą przecież kochać szum morza czy śpiew ptaków, a dla drugich takie odgłosy mogą być irytujące, bo są np. wielkimi miłośnikami wypraw górskich. Dążymy do osiągnięcia momentu ciszy i skupienia, większego rozluźnienia tak, żeby pacjent miał szansę poczuć sygnały, które płyną z jego ciała. Kiedy jest gotowy prosimy, żeby wyobraził sobie na przykład własny układ odpornościowy i znajdujących się w nim tak zwanych naturalnych zabójców czyli komórki NK*(Natural Killers – komórki układu immunologicznego), które walczą i skutecznie niszczą wirusy i bakterie, a także komórki nowotworowe. Wizualizacja jest więc ciekawą i skuteczną metodą wyobrażeniową. Przy stosowaniu technik relaksacyjnych stosujemy często sugestię. Mówimy pacjentowi aby wyobraził sobie, że jest gdzieś w bezpiecznym, ulubionym przez siebie miejscu na łonie natury. Pod wpływem wywołanych w ten sposób myśli, człowiek rozluźnia się. Na jego twarzy zwykle pojawia się uśmiech. Wracają przyjemne wspomnienia. Wtedy właśnie jest gotowy na to, żeby odczuwać poszczególne części swojego ciała. Zaczyna zdawać sobie sprawę jakie wrażenia pojawiają się na przykład w jego stopach, rękach czy klatce piersiowej. Jest w kontakcie ze swoim organizmem. Pod wpływem przyjemnych doznań wydzielają się endorfiny, a wtedy stres zaczyna ustępować przed poczuciem szczęścia, odprężenia i osiągamy ten najważniejszy cel wszystkich naszych technik i zabiegów.

Czy praca z pacjentami zawsze ma charakter indywidualny czy też dopuszcza się zajęcia grupowe?

Obydwie metody mogą być łączone. Zawsze traktuję każdego pacjenta w sposób zindywidualizowany; a ponieważ każdy jest inny to jeden będzie potrzebował spotkań z psychoonkologiem sam na sam, a drugi lepiej odnajdzie się w grupie.

W chorobie nowotworowej są różne etapy. Z mojego doświadczenia wynika, że większość pacjentów na początku leczenia onkologicznego woli indywidualne spotkania z psychologiem. Natomiast dużą część pacjentów stanowią osoby, które zgłaszają się na warsztaty grupowe po zakończonym leczeniu – tak zwani ozdrowieńcy. Kiedy moment poczucia największego zagrożenia zdrowia i życia mija, do głosu dochodzą nieraz inne uczucia, niż zaraz po diagnozie. Kobiety mogą na przykład odczuwać dotkliwą stratę po amputacji piersi; bo dla wielu z nas każda część ciała ma indywidualne znaczenie. Jeśli więc jakiś pacjent zaczyna czuć się gorszy, słabszy od innych, towarzyszy mu poczucie bezsensu czy bezwartościowości to jest z pewnością sygnał, żeby pozwolił sobie pomóc; poszukał odpowiedniego dla siebie wsparcia specjalistycznego. W porozumieniu z nim i za jego zgodą znajdziemy najlepszy sposób wyjścia z sytuacji. Może to więc być w pierwszym okresie praca indywidualna, ale zajęcia grupowe też mają swój pozytywny walor. Warto jest spotkać ludzi, którzy zmagają się z sytuacją podobną do naszej. Dobrze jest wymienić się doświadczeniami, porozmawiać o tym co się czuje. Można też wymienić się ciekawymi sposobami na poradzenie sobie z problemem, czy znaleźć towarzystwo do miłego spędzenia czasu. Nie oznacza to wcale zamknięcia się w kręgu osób chorych. Kiedy bowiem pacjent czuje się psychicznie coraz lepiej jest w stanie wrócić do zwykłego dla siebie sposobu postępowania. Odnawia często ograniczone w okresie choroby kontakty, wraca do robienia ulubionych rzeczy. Chciałabym podkreślić z całą mocą, że podczas terapii do niczego nie zmuszamy. Chory sam wyraża zgodę i wybiera moment, w którym decyduje się na zrobienie kolejnego kroku.

Wspomniała Pani o kobietach po amputacjach piersi. Co najczęściej odczuwają pacjentki w takiej sytuacji? Z jakimi kluczowymi problemami muszą się zmagać?

Często występuje u nich zaburzenie poczucia kobiecej tożsamości. Piersi są dla pań bardzo ważną częścią ciała i po utracie wiele pacjentek czuje się tak, jakby nie było w pełni kobietami. Pojawia się poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Także niechęć do swego ciała. Reakcją jest często bunt wobec niesprawiedliwego losu. Część pań pod wpływem tych myśli wycofuje się z życia zawodowego, a nawet zrywa kontakty z przyjaciółmi. Jest to niestety zachowanie destrukcyjne i cały wysiłek terapeutyczny koncentruje się wówczas na wypracowaniu lub przywróceniu zdrowych przekonań pacjentki co do tego, że utrata ważnej części ciała nie odebrała jej kobiecości i atrakcyjności; że to, co przeżyła nie musi zaważyć negatywnie na całym jej życiu i że nadal może się nim cieszyć i czerpać z niego radość.

Jakie zatem działania aktywizujące pacjentów podejmuje fundacja?

Naszych aktywności jest wiele. Ostatnio organizowaliśmy konferencję poświęconą sytuacji kobiet w ciąży chorujących na nowotwór. Zdarza się jeszcze nierzadko, w sytuacji gdy kobieta przychodzi do lekarza, że słyszy na wstępie, iż powinna przerwać ciąże. Jednak, gdy w leczenie włączają się onkolodzy mający większą wiedzę na ten temat – okazuje się, że to nie jest konieczne. U wielu kobiet można kontynuować leczenie onkologiczne bez uszczerbku na zdrowiu dziecka. Dlatego też chcemy mówić o tym głośno i uświadamiać zarówno lekarzy jak i pacjentki, że na przykład chemioterapia może być poprowadzona tak, aby nie zagrażać dziecku, które noszą pod sercem.

Jak w sytuacji choroby nowotworowej można pomóc bliskim chorego? Czy w fundacji pracujecie także z nimi?

Oczywiście, że pracujemy z bliskimi. Do fundacji przychodzą często rodzice, rodzeństwo, małżonkowie osób chorujących. Opieka nad chorym może być, a nawet często jest, mocno wyczerpująca; zwłaszcza w sytuacji, kiedy rodzina chce troszczyć się o chorego 24 godziny na dobę. W psychologii mówi się, że bliscy to pacjenci drugiego rzutu, bo ciężar choroby spada także na nich. Niestety udzielający pomocy najbliższym często popełniają pewne błędy. W tym miejscu chciałabym gorąco polecić wszystkim zmagającym się z omawianym przez nas problemem, godne polecenia poradniki wydawane przez fundację Tam i z powrotem, w których znajdą nie jedną cenną wskazówkę na temat sposobu zachowania się w sytuacji choroby osoby najbliższej. O kilku cennych zasadach warto wspomnieć już w tym miejscu. Pierwszą jest to, żeby człowiek udzielający wsparcia potrafił zadbać o siebie. Powinien zdawać sobie sprawę, że jego siły są niezwykle ważne i dlatego nie może zużyć ich wszystkich od razu. Ważne, by nauczył się odpoczywać i znajdować czas dla siebie. Jeśli opiekunowie czują się wyczerpani i nie potrafią zadbać o własne siły – osłabną. W takiej sytuacji istnieje ryzyko pojawienia się nieporozumień, konfliktów z chorym lub innymi członkami rodziny. Dbając zatem o siebie opiekun dba także o bliskiego.

Istotne jest również, żeby pytać chorującą osobę czego konkretnie potrzebuje. Jest bowiem wiele takich sytuacji, w których opiekunom wydaje się, że jeśli zrobią wszystko, dadzą przysłowiową gwiazdkę z nieba, to ich rola zostanie doceniona, a pacjent będzie zadowolony. Niestety często okazuje się, że to co opiekunowie uważają za najlepsze rozmija się z potrzebami i oczekiwaniami chorego. Właśnie dlatego niezwykle ważna jest dobra komunikacja. Zdarza się, że rodzina unika trudnych spraw. Jeśli na przykład nastąpił nawrót choroby albo widać, iż zbliża się koniec życia, odruchowo opiekunowie starają się pocieszać; nie dopuszczają do rozmowy o tym najgorszym scenariuszu, o śmierci. Osoba chora może przeżywać wtedy osamotnienie i poczucie izolacji. Psycholog w takiej sytuacji może pełnić rolę pośrednika w relacjach między chorym a jego rodziną. Może być wyrazicielem potrzeb pacjenta.

Czy sytuacja, w której pacjent pod wpływem wiadomości o chorobie lub wznowie zaczyna realizować marzenia jest w jakiś sposób niebezpieczna psychicznie? Czy lekarz powinien taką postawę modyfikować?

Myślę, że każdy przypadek jest inny. W sytuacji odnowienia się choroby pacjent może mieć moment zwątpienia. Raz już przecież walczył, miał nadzieję; a tu nagle kolejny cios. Pojawia się wtedy zwątpienie we własne możliwości i skuteczność leczenia. Jeśli w takiej sytuacji realizacja marzeń pozwala choremu odbudować się psychicznie to bardzo dobrze. Inaczej jest wtedy, gdy pacjent będący już w stanie preterminalnym nie przyjmuje do wiadomości swojego stanu zdrowia. Mamy tu do czynienia z silnym działaniem psychologicznych mechanizmów obronnych. Prawdę powiedziawszy uważam, że nie nam psychologom oceniać czy to dobrze czy źle, że u niektórych działają one do końca. Jeżeli to jest sposób pacjenta na poradzenie sobie w ekstremalnie trudnej dla niego sytuacji, jeśli w ten sposób idzie na spotkanie ze śmiercią, to ma do tego święte prawo. Jeśli pacjent sobie życzy – terapeuta może go wesprzeć rozmawiając na temat śmierci i odchodzenia, bo tej rozmowy często unikają najbliżsi.

Jak radzi sobie psychoonkolog ze wszystkimi przeciążeniami jakie towarzyszą pracy? Musi Pani przecież przyjąć na siebie emocje i przeżycia innych ludzi?

Cenną pomocą dla nas psychologów są superwizorzy. Są to osoby, które mają zwykle większe doświadczenie w pracy z pacjentami chorymi onkologicznie. Jeśli odczuwam jakąś trudność, z którą jako terapeutka nie potrafię sobie poradzić, chętnie korzystam z pomocy superwizora. Jest on dla mnie kimś w rodzaju mentora pomagającego w poszukiwaniu rozwiązań problematycznych kwestii. Spotykam się z nim regularnie raz, dwa razy w miesiącu. Takie rozmowy pozwalają mi doskonalić się w pomocy osobom chorującym i uczyć się ciągle czegoś nowego. Po takim spotkaniu odczuwam ulgę i dużą dozę wsparcia. Kolejnym sposobem na radzenie sobie ze stresem jest dla mnie zapewnienie sobie relaksu. Potrafię znaleźć czas na odpoczynek, zadbać o siebie, pobyć nieco sama ze sobą i skontaktować się z tym co czuję. Najważniejsze w tej pracy jest moim zdaniem zachowanie jak największej samoświadomości.

W jaki sposób można się zgłosić do fundacji?

Wystarczy do nas przyjść lub zadzwonić. Świadczymy pomoc nieodpłatnie i jeśli chodzi o wsparcie psychologiczne proponujemy zarówno zajęcia indywidualne jak i spotkania dla rodzin i osób na każdym etapie choroby i leczenia. W środy między 19.00 a 21.00 nasi wolontariusze pełnią dyżur przy telefonie zaufania (604 51 51 51). Serdecznie zapraszamy do nas wszystkich potrzebujących pomocy w walce z nowotworem. Razem przezwyciężymy trudy jakie niesie rak.

Rak’n’Roll

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.