Jak Kowal radzi sobie z losem?

Uważam, że życie jest piękne jako całość. Nie wystarczą tylko chwilę – opowiada Tomasz Kowalski słynny polski muzyk rockowy triumfator Must be the music, który w tym roku wystąpił na przystanku Woodstock w egzoszkielecie.

W czerwcu 2014 roku uległ pan poważnemu wypadkowi i utracił władzę w nogach. Czy to wydarzenie wpłynęło w istotny sposób na pana podejście do życia.

Zdecydowanie nie. Nadal uważam, że życie jest naprawdę piękne i tylko od nas zależy w jaki sposób je wykorzystamy. Przed wypadkiem grałem Ryśka Riedla w spektaklu skazany na blues’a co sprawiało mi ogromną przyjemność. Rysiek to jeden z moich wielkich idoli i choć uważam jego muzykę za fantastyczną to jednak nie mogę zgodzić się z przesłaniem, że w życiu piękne są tylko chwile. Każdą chwilę człowiek może kształtować i jeśli zrobi to mądrze to jest w stanie cieszyć się tym co robi przez zdecydowaną większość czasu. Wypadek więc był oczywiście mocnym przeżyciem ale udało mi się z niego wyciągnąć kilka pozytywnych wniosków. Przybyło mi na przykład wiele tematów do nowych utworów poznałem całą masę nowych bardzo życzliwych ludzi, musiałem ułożyć na nowo każdy dzień, który od tamtego czasu zaczyna się od intensywnej rehabilitacji. Myślę, też, że ci którzy poznali moją historię i zaczęli się interesować tym co się u mnie dzieje mają szansę przekonać się, że niepełnosprawność to nie żaden koniec świata. Dostaję całą masę słów wsparcia i pozytywnych komentarzy, które sprawiają mi masę radości i pomagają w codziennym wysiłku jaki wkładam i w karierę muzyczną i w dojście do zdrowia. Muszę nawet przyznać uczciwie, że ludzie chętniej słuchają mojej twórczości teraz niż to było przed wypadkiem więc jak to się mówi nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Jakie zatem są pana najbliższe plany muzyczne i o czym mówią najnowsze teksty?

Poruszył pan bardzo ciekawy temat, ponieważ niedawno odkryłem, że już kilka ostatnich piosenek napisanych przed wypadkiem nawiązywało do tego co dopiero przecież miało się stać. To zupełnie tak jakby całkowicie niezależnie ode mnie podświadomość wtrącała się w proces twórczy i dawała sygnał, że w życiu zajdą istotne zmiany. Weźmy na przykład utwór nie żałuje i słowa: Usłyszałem głos anioła. Prosto z nieba wzywał mnie. To już koniec walki synu. Dzisiaj Bóg zabierze cię. Czy to nie były przypadkiem symptomatyczne słowa. A przecież nie tylko ten jeden utwór dotyczył podobnych tematów. Piosenka czarna królowa w całości poświęcona jest śmierci. Teraz jednak mam zupełnie nową perspektywę i na nowej płycie planuje zarejestrować utwory poświęcone ludziom mi najbliższym którzy bardzo mi pomogli oraz naszej małej ojczyźnie. Jestem bardzo przywiązany do swoich rodzinnych stron, zwłaszcza, że jest się tutaj czym pochwalić. Czy pan wie, że już od 1989 roku mój tata z niezwykłą pasją i energią prowadzi muzeum ludowe. Mamy kilka tysięcy eksponatów, które zbierał z różnych domów kultury i innych miejsc. Można powiedzieć, że ratował przed zniknięciem ten świat, o którym większość osób chciała zapomnieć. Muzeum funkcjonuje do dzisiaj i jest naszą wielką dumą. Działamy prężnie mimo iż nie otrzymujemy żadnych dotacji unijnych a moim osobistym wkładem jest oprowadzanie grup młodzieży po salce w której mogą zobaczyć jak niegdyś wyglądała praca kowala. Myślę, że tytuł planowanej prze ze mnie płyty będzie nawiązywał z jednej strony do nazwiska z drugiej do tego jak wiele człowiek może osiągnąć dzięki uporowi i determinacji. Powinno to więc być coś w stylu każdy jest kowalem swojego losu.

Mówi pan dużo o sile psychicznej, skutecznej walce z losem i radości życia, ale ja też jestem człowiekiem, który przeżył kiedyś ciężki wypadek i pamiętam, że ten moment w którym całe życie zmienia się o 360 stopni nie należy do najłatwiejszych. Co pan pamięta z pierwszych chwil po przebudzeniu?

Prawdę powiedziawszy nie mam pojęcia. Obudziłem się po dwóch tygodniach w szpitalu i byłem bardzo osłabiony i z powodu uderzenia jakie otrzymałem bo przecież w mój motocykl uderzył samochód wymuszający pierwszeństwo i z powodu ogromnej liczby leków przeciwbólowych jakie dostałem. Kiedy nieco doszedłem do siebie to leki nadal łagodziły powrót do rzeczywistości. Ważne jest jednak to, że ani przez chwilę nie miałem stanów depresyjnych. Najwyraźniej odziedziczyłem pewną twardość po ojcu, który jako człowiek przedwojenny swoje w życiu przeszedł. Oczywiście bywały czarne dni i pogorszenie humoru ale zawsze podstawą u mnie było przekonanie, że trzeba walczyć a zamartwianie się nic nie da i tylko opóźni proces powrotu do dobrej formy. Do pełnej sprawności raczej nigdy już nie powrócę bo uszkodzenie rdzenia jest na tyle poważne, że dopóki nauka nie stworzy jakiś nowych możliwości to niewiele da się zrobić ale mimo wszystko rdzeń nie jest całkowicie przerwany a ja zaczynam wyraźnie odczuwać pierwsze efekty rehabilitacji. Czuję mrowienie i ciarki w nogach co wyraźnie oznacza, że wraca czucie. Mam też wspaniałą możliwość poruszania się w egzoszkielecie, który z jednej strony pomaga utrzymać pionową postawę ciała a z drugiej doskonale stymuluje mięśnie. Jak mówią lekarze czucie i rozmaite funkcje bardzo powoli powinny schodzić stopniowo w dół więc skoro teraz jest już możliwy ruch w biodrach to moim zdaniem możemy mówić o wielkim sukcesie rehabilitacyjnym. Pracuję więc i cierpliwie czekam bo od wypadku minęło dopiero półtora roku. To jest nic to zaledwie moment i jestem pewien, że moje nogi jeszcze nie raz mnie czymś zaskoczą.

Wróćmy do spraw muzycznych. Jak pan wspomina swoje zwycięstwo w Must be the music, i późniejszy występ na Woodstocku?

Zacznijmy może od programu telewizyjnego. Decyzja o występie w nim była bardzo spontaniczna. Początkowo próbowałem przekonać do występu cały zespół ale chłopacy marudzili, że może się nie udać, że za dużo ryzykujemy i możemy spalić wszystkie mosty. Postanowiłem więc podjąć wyzwanie sam i do śpiewania wybrałem modlitwę Dżemu. Chciałem podzielić się z milionami widzów własnymi przeżyciami a ten utwór jest dla mnie bardzo ważny. Uważam, że człowiek na scenie powinien być jak najbardziej autentyczny bo najgorszą rzeczą jaką może zrobić sobie samemu jest wyjście na idiotę. Przed pierwszym występem w obecności tak ogromnej rzeszy ludzi zawsze towarzyszą człowiekowi podobne obawy a modlitwa jest utworem tyleż wyjątkowym i pięknym co piekielnie trudnym. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że wszystko wyjdzie mi tak dobrze ,i że ludzie zareagują tak pozytywnie. Najwyraźniej jednak jest zapotrzebowanie na fajne i ambitne piosenki a nie tylko na wszechogarniającą tandetę. Program pozwolił mi zaistnieć i pojawił się teatr. Występ na scenie teatralnej był zawsze moim wielkim marzeniem, tym bardziej, że jest to u mnie tradycja rodzinna. Wujek przez wiele lat był aktorem teatralnym i filmowym. Właśnie on namówił mnie do udziału w castingu. Ludzie w jury w ogóle nie mieli pojęcia kim jestem co bardzo mnie cieszyło ponieważ wybrali mnie dzięki moim umiejętnościom a nie z powodu zwycięstwa w programie. Kiedy zacząłem grać w spektaklu zdarzył się wypadek a to z kolei zaowocowało moim występem na Woodstock’u. Poznałem tam fantastycznego niezwykle pozytywnego człowieka Kubę Płucisza założyciela zespołu Ira To on zaprosił mnie do swojego projektu Kuba Płucisz i goście. To było niesamowite przeżycie. Na tej zdawać by się mogło małej scenie która się okazała być ogromną wystąpiłem w egzoszkielecie. Pamiętam, że po całym dniu prób i przygotowań czułem się ledwo żywy ale kiedy zobaczyłem morze uśmiechniętych osób poczułem taką moc że zaśpiewałem wspólnie z Kubą na całe gardło i było to dla nas wszystkich niewiarygodne przeżycie. Przekonałem się o sile pozytywnych myśli które ludzie mogą skierować w twoją stronę i zapewniam, że na coś takiego reaguje się na scenie momentalnie. Dzięki nim odżyłem błyskawicznie i było to wyjątkowe doznanie. Przypuszczam, że z Kubą zagramy wspólnie jeszcze nie jeden koncert.

Co to znaczy być artystą w Polsce i czy zmienia tu coś fakt że jest się osobą z niepełnosprawnością?

Myślę, że w dużym stopniu zależy do od podejścia osoby poszkodowanej. Jeżeli jest ono pozytywne to ma szansę stać się inspiracją dla innych ludzi. Ja doceniam to że w całej sytuacji miałem dużo szczęścia bo osoba, która spowodowała wypadek była ubezpieczona w dużej firmie która wprowadzała właśnie program pomocy osobom po wypadkach. Dzięki temu dostałem szansę skorzystania z egzoszkieletu, na który w innym wypadku nie miałbym szans bo to urządzenie potwornie drogie. Oczywiście widzę, też w Polsce problemy. Jeszcze do niedawna państwo olewało takich ludzi jak ja i na przykład barier architektonicznych była ogromna ilość. Teraz to się powoli zmienia. Sam fakt bycia artystą z niepełnosprawnością to chyba nic nadzwyczajnego. Różnica polega być może na tym, że można swoją osobą wzbudzić większe zainteresowanie ale to również należy robić umiejętnie. Moim sposobem na opowiadanie ludziom własnej historii i dzielenie się z nimi przeżyciami jest prowadzenie bloga www.mamwyzwanie.pl co sprawia mi ogromną frajdę. Artysta z niepełnosprawnością musi też przeznaczać około trzech godzin dziennie na rehabilitację jeśli chcę zachować dobrą formę. Są to rzecz jasna treningi prywatne bo gdyby przyszło liczyć na państwo trzeba by chyba było pożegnać się z nadzieją powrotu do zdrowia. Po za tym wszystko standardowo. Dyskusje o umowach, twarde negocjacje każdemu artyście niezbędny jest menadżer. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, żeby to co robisz dawało ci radość. Mnie muzyka po prostu cieszy. Muzykalność odziedziczyłem po tacie, który gra na kilku instrumentach. Nie ważne więc jaki będzie mój stan zdrowia, ważne, że chcę śpiewać tworzyć teksty i muzyką dzielić się z innymi. W tym roku nagrywamy płytę z zespołem FBB, a ze Skazanymi na blues’a ruszamy w trasę po Polsce żeby grać rock’a i uczcić pamięć wspaniałego Ryśka Riedla. Wierzę, że w ten sposób dostarczymy wielu ludziom wspaniałych przeżyć i kilka z chwil ich życia stanie się pięknych z czego sam Riedel na pewno byłby zadowolony.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.