Pani Katarzyna Piekart przy niebieskim napisie Rio 2016, stojącym na ziemi. W tle widać wzniesienie i biały wieżowiec.

Ile radości daje medal z Rio?

Jestem bardzo szczęśliwa, że w Rio wywalczyłam brązowy medal. Przez cztery lata między Igrzyskami w moim życiu tyle się zmieniło, że trzecie miejsce traktuję jak ogromny sukces – opowiada Katarzyna Piekart – brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich Rio 2016 w rzucie oszczepem.

Jak przeżywała Pani start?
Z całą pewnością odczuwałam presję. Broniłam przecież złotego medalu z Londynu i wiele osób oczekiwało, że sukces sprzed czterech lat uda się powtórzyć. Przed startem byłam więc zdenerwowana, ale trener zawsze powtarzał mi, że to bardzo dobrze. Lepiej, żebyś ruszyła do walki zmobilizowana i głodna sukcesu niż obojętna i zaspana – mówił. Wyszłam więc i walczyłam z ogromną determinacją. Mój najlepszy rzut był tylko o siedem centymetrów słabszy od ustanowionego przeze mnie rekordu świata. Tym razem wystarczył jednak tylko na brąz, bo przerzuciły mnie dwie bardzo młode, świetnie zbudowane i rządne sukcesów zawodniczki – Brytyjka i Nowozelandka. Trzecie miejsce traktuję jednak jak wielki sukces zwłaszcza, że przez ostatnie cztery lata w moim życiu zaszły poważne zmiany. Mam dwójkę małych dzieci, które są moją olbrzymią radością. Zmieniły się życiowe priorytety, i mimo że czasu na treningi nie brakuje to na regenerację już tak.

Fot. Robert Szaj.

Jak wyglądają przygotowania do wielkich zawodów?
Przez wiele lat trenowałam siedem dni w tygodniu po dwie trzy godziny. Obciążenia różnią się od siebie w zależności od momentu przygotowań. W okresie zimowym treningi są długie i żmudne. Im bliżej startu tym bardziej skupiamy się na wypracowaniu szybkości i dynamiki. Ważne żeby w odpowiednim momencie złapać świeżość i uzyskać apogeum formy. W moich przygotowaniach zawsze dużą rolę odgrywa bieganie. Uwielbiam ten rodzaj aktywności i kiedy opowiadam zaprzyjaźnionym oszczepnikom o tym, jak często biegam kręcą głową z niedowierzaniem i mówią:

Po co ci to? Przecież oszczep to dyscyplina techniczna. Nie potrzeba tutaj tyle treningu biegowego.

Moim zdaniem jest jednak dokładnie odwrotnie. Właśnie to, że dużo i często biegam daje mi wspaniałą dynamikę i skoczność, dzięki której osiągnęłam wielkie sukcesy. Nie mam przecież budowy oszczepniczki. Wystarczy popatrzeć na wspomniane wcześniej Brytyjkę czy Nowozelandkę. To dziewczyny potężnie zbudowane, każda z nich dużo większa ode mnie, a jednak udaje mi się z nimi rywalizować i osiągać sukcesy.

Dlaczego zatem wybrała Pani rzut oszczepem, a nie biegi?
Już w szkole podstawowej wyróżniałam się dużą sprawnością i kochałam sport. Mimo wady wrodzonej lewej ręki potrafiłam skutecznie rywalizować z rówieśniczkami. Początkowo jeździłam na zawody w ping-ponga tak jak Natalia Partyka, tyle że ona została przy tej dyscyplinie, a ja po pewnym czasie spróbowałam biegów. Odnosiłam nawet sukcesy ścigając się w zawodach powiatowych. Z czasem jednak okazało się, że w pełni sprawne zawodniczki zaczynają osiągać dużą przewagę i jeden z trenerów zaproponował, abym spróbowała rywalizacji z zawodniczkami z niepełnosprawnością. Początkowo byłam sceptyczna bo wydawało mi się, że takie pojęcia jak sport i niepełnosprawność wzajemnie się wykluczają. Poszłam jednak na trening i bardzo mi się spodobało. W biegach zdobywałam nawet medale ale któregoś dnia wystartowałam w pięcioboju lekkoatletycznym. Jedną z konkurencji był oszczep. Chwyciłam go do ręki i tak już zostało. Jak widać z korzyścią dla mnie i reprezentacji Polski.

Fot. Robert Szaj.

Co poza samym startem zapamiętała pani z Rio?
Miałam dużo szczęścia, ponieważ mój start przypadał w środku Igrzysk. Miałam więc sporo czasu na zwiedzanie. Udało mi się zobaczyć wspaniałą figurę Chrystusa i odwiedzić Copacabanę, która jednak nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Zazwyczaj kiedy chcieliśmy poplażować chodziliśmy na kameralną i dużo przyjemniejszą plażę. Igrzyska w Rio były moimi trzecimi, więc porównywałam atmosferę z Pekinem i Londynem. Początkowo mieliśmy obawy, że nie będzie zbyt wielu kibiców, ale ostatecznie Brazylijczycy przychodzili tłumnie zwłaszcza popołudniami. To ludzie bardzo optymistyczni, którzy kochają się bawić. Dopingowali bardzo żywiołowo więc atmosfera była naprawdę przyjemna.

Jak zareagowali kibice, kiedy wróciła pani do Polski z medalem?
Otrzymałam mnóstwo gratulacji od przyjaciół, a rodzina zorganizowała nawet bardzo miłe i wzruszające przyjęcie, aby uczcić mój sukces. Myślę jednak, że Igrzyska w Londynie cieszyły się w Polsce większym zainteresowaniem i to mimo, iż w Rio zdobyliśmy rekordową liczbę medali.

Cieszę się z tego, że telewizja Polska poświęciła na relacje z Igrzysk rekordowo dużo czasu i że niektóre zmagania kibice mogli obejrzeć na żywo.

Wielu znajomych śledzących relacje w telewizji mówiło mi, że były naprawdę bardzo interesujące i że komentatorzy nie podkreślali ciągle kwestii niepełnosprawności, tylko koncentrowali się na rywalizacji sportowej. To bardzo mnie cieszy.

Jakie są Pani najbliższe plany sportowe?
Już w lipcu odbędą się mistrzostwa świata w Londynie więc koncentruję się na jak najlepszym przygotowaniu do tej imprezy. Po raz pierwszy w historii wystartujemy wcześniej niż sportowcy pełnosprawni więc to nam przypadnie zadanie przetestowania bieżni.

Fot. Robert Szaj.

Co w Pani życiu zmienił sport?
Może to zabrzmi nieco dziwnie ale jak byłam młodsza to bardzo ubolewałam nad swoją niepełnosprawnością, a dzisiaj czasami nawet się cieszę, że jestem niepełnosprawna. Tą zmianę perspektywy zawdzięczam właśnie sportowi. To dzięki treningom i zawodom miałam szansę osiągnąć więcej niż większość moich pełnosprawnych znajomych. Mam zaszczyt reprezentować Polskę otrzymałam odznaczenia państwowe i zwiedziłam różne zakątki świata. Ze sportu można się również utrzymać jednak stypendium można dotać tylko, jeśli w konkurencji brało udział co najmniej 12 zawodników z ośmiu krajów, co niekiedy jest trudne do spełnienia. Mamy nadzieję, iż ten przepis wkrótce się zmieni i nawet jeśli tej dwunastki nie będzie, zawodnik otrzyma pięćdziesiąt procent wsparcia finansowego, tak jak przewiduje to projekt rozporządzenia.

Dla wielu będzie to szansa na spokojne przygotowanie się do kolejnych Igrzysk. Ja natomiast nie mam powodów do narzekania. Mam wspaniałą rodzinę, dodatkowy zawód – bo z wykształcenia jestem księgową, a sport traktuję jak fantastyczną przygodę, która wpłynęła na całe moje życie niezwykle pozytywnie.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.