Historia o nodze, z którą mi po drodze.

Jak widzicie dzisiaj prezentuję Wam pełnię swego talentu do układania wierszyków a to dlatego, że chciałem Was zainteresować sprawą, która w moim życiu odgrywa bardzo ważną rolę. Chodzi tu o protezę nogi. Na początek kilka dygresji historycznych.

Jak pewnie większość z Was kojarzy pod metro wpadłem siedemnastego września 2008 roku w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Brak odpowiednich działań pożal się Boże specjalistów z Lindleya spowodował, że gdy pod koniec października znalazłem się w Szwajcarii prawa noga nadawała się już tylko do amputacji. Straciłem ją piątego listopada w dniu równie historycznym, bo związanym z tak zwanym aktem piątego listopada, w którym to państwa centralne podczas pierwszej wojny światowej usiłowały łudzić Polaków niepodległością w celu pozyskania żołnierza do swoich coraz bardziej wykrwawionych armii.

Moja własna niepodległość od momentu amputacji zależała od tego jak szybko i sprawnie nauczę się chodzić na protezie. Szwajcarzy zaczęli mnie stawiać na nogi naprawdę wcześnie, bo już w styczniu 2009 roku.

Pamiętam kiedy przyszli brać miarę na pierwszą protezę obłożyli mi nogę gipsem a ja myślałem, że na całym świecie nie istnieje nic bardziej ciężkiego i bolesnego. Kiedy pierwszy egzemplarz nogi był gotowy i gdy wstałem z pomocą kilku osób i oparty o tak zwany balkonik czułem, że zrobienie choćby jednego kroku to wysiłek tak wielki jak przebiegnięcie maratonu.

Osładzała mi go jedna tylko rzecz. Otóż z powodu uszkodzenia nieoprotezowanej nogi nie mogłem jej praktycznie wcale opierać na podłodze. Trzeba to było robić niezwykle delikatnie i uważnie i właśnie, dlatego każdy mój krok kontrolowała piękna młoda rehabilitantka Lea wijąca mi się pod nogami, a raczej przy nogach. Z czasem trasy stawały się coraz dłuższe i zmniejszał się ból towarzyszący każdemu krokowi. Protezę otrzymałem bardzo nowoczesną z włókna węglowego i zginającą się stopą. Mimo to bardzo dużo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do niej.

Wyobraźcie sobie zatem co muszą odczuwać ludzie zaopatrzeni przez NFZ w protezy za sześćset czy dziewięćset złotych, sztywne, toporne i niewygodne. Nie jeden raz słyszałem że rezygnują w ogóle z używania sztucznych nóg i wybierają wózek lub próbują poruszać się skacząc na jednej nodze. Docelowy egzemplarz mojej protezy wykonała Konstancińska pracownia Mark Protetik i trzeba przyznać, że była robota najwyższej jakości. Pan Marek Pękala znalazł bowiem sposób na usunięcie bólu i odpowiednie mocowanie nogi. Zaproponował mi używanie tak zwanego silikonu, który łączy się z protezą za pomocą śruby. Śruba zaskakuje i cała noga jest trzymana dzięki specjalnemu zamkowi, a jeśli chcę ją zdjąć muszę nacisnąć specjalny przycisk. Z jednej strony gwarantuje mi to bezpieczeństwo, bo noga z pewnością nie odpadnie mi na ulicy. Silikon natomiast zapewnia komfort i powoduje że stawiam kroki swobodnie bez żadnych dolegliwości bólowych. Jedyną jego wadą jest cena, bo kosztuje trzy tysiące złotych, a wymieniać go trzeba co dwa trzy miesiące. Niewątpliwie jest jednak wart tych pieniędzy.

W pracowni Mark Protetik protezowano już zresztą nie tylko ludzi. Wykonano tam także protezę łapy dla psa krewnej Władimira Władimirowicza Putina. Pan Marek wspomina, że jeszcze nikt przy nim tak bardzo nie cieszył się ze sztucznej nogi jak to zwierzę. Widzicie więc, że nowoczesne rozwiązania technologiczne mogą pomóc nie tylko ludziom, a wszystkich z Was którzy zainteresowani są tematem nowoczesnych protez zapraszam jutro o siedemnastej do lektury wywiadu z Markiem Pękalą. Dowiecie się czym różni się nowoczesna proteza od tej tradycyjnej i topornej. Przekonacie się jak bardzo posiadanie dobrej nogi wpływa na codzienne życie pacjentów i jakie nowinki techniczne ułatwiające samodzielne poruszanie się są już dzisiaj dostępne w Polsce i na świecie. Serdecznie Was zapraszam do śledzenia bloga kolociebie.com i tego wyjątkowego wywiadu. Wasz włókno-węglowy redaktor.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.