Pani Hania w nowojorskim sklepie z pamiątkami na głowie ma koronię statuy wolności

Hanna Pasterny – niewidoma pisarka i podróżniczka opowiada o własnej twórczości.

Uwielbiam podróżować po świecie, poznawać innych ludzi, a później opisywać w książkach fascynujące przygody, które mnie spotkały – opowiada Hanna Pasterny – autorka książek „Jak z białą Laską zdobywałam Belgię”, „Tandem w Szkocką kratkę” i „Moje podróże w ciemno”.

Czy fakt, iż jest Pani niewidoma nie przeszkadza Pani w pisaniu?
Absolutnie nie. Każdy człowiek oprócz wzroku korzysta także z innych zmysłów, dzięki którym może bez problemu odbierać rzeczywistość. Od zawsze fascynowały mnie inne kraje, religie kultury i ludzie których mogę spotkać. Kiedy więc w 2007 roku wyjechałam do Belgii na kilkumiesięczny wolontariat europejski, zaczęłam zapisywać swoje przeżycia w dzienniku. Ciekawa wrażenia jakie moje notatki zrobią na innych ludziach, zaczęłam wysyłać je znajomym, a oni solidarnie namawiali mnie do napisania książki. Pierwsza z nich poświęcona jest mojej podróży po Belgii, została wydana przez Ogólnopolską Bazę Pracodawców Osób Niepełnosprawnych. Opisuję w niej między innymi fascynujące spotkanie z z synową pisarki Marii Gevers, o której kilka lat wcześniej napisałam pracę magisterską. Bardzo żałuję, że do tej pory żadna z jej książek nie została przetłumaczona na język Polski, bo z pewnością jej twórczość spodobałaby się polskim czytelnikom.

W Edegem na mostku przy domu pisarki - Marii Gevers.
W Edegem na mostku przy domu pisarki – Marii Gevers.

Napisanie i wydanie książki to dopiero pierwszy etap Później następuje zwykle seria spotkań autorskich aby swoje dzieło wypromować jak Pani wspomina ten czas intensywnych kontaktów z czytelnikami?
Spotkania autorskie to fantastyczna okazja do rozmowy. Dzięki nim poznałam bardzo wiele osób i wyniosłam masę zabawnych anegdot. Przy okazji promowania mojej ostatniej książki pod tytułem „Moje podróże w ciemno” pojawiłam się np w księgarni polskiej w Brukseli. Podczas spotkania rozmowa zeszła na gafy i lapsusy językowe. Opowiedziałam czytelnikom jak pewnego dnia omal nie przekonałam dyrektora amerykańskiej szkoły, że w Polsce nie ma toalet. Czekaliśmy wtedy na jednego z pracowników, który jak wyjaśnił mi pan dyrektor poszedł do rest roomu. Potraktowałam to wyrażenie dosłownie i powiedziałam z przekonaniem: W Polsce, żadnych pokoi odpoczynków nie ma; i pomyślałam – a po za tym co to za dziwne zwyczaje u was panują, pracownik przychodzi do pracy o dziesiątej rano i od razu musi odpoczywać? Zszokowany Amerykanin zapytał jakie w takim razie pomieszczenia mamy w polskich biurach? Wyjaśniłam, że są gabinety, czasami jakaś kuchnia no i oczywiście toalety. Wtedy uśmiechnął się i odetchnął z ulgą, a przy okazji wyjaśnił mi, że ich rest roomy to nic innego jak pomieszczenia, do których chodzi się za potrzebą.

Hania z nowojorskimi policjantami
Hania z nowojorskimi policjantami.

Słysząc tą historię jeden z czytelników podzielił się własną anegdotą. Kiedy przyjechał po raz pierwszy w życiu do Belgii pracował kładąc chodniki. Kilka lat później ktoś zapytał go czym zajmował się bezpośrednio po przyjeździe więc odpowiedział zgodnie z prawdą używając francuskiego zwrotu fair le trottoirr. Zdumienie pytającego nie miało granic. Zszokowany zapytał: Długo pan to robił? Czytelnik odpowiedział, że kilka miesięcy, ale nie rozumie co w tym takiego dziwnego. Sprawa wyjaśniła się, kiedy ktoś przysłuchujący się rozmowie wytłumaczył że wyrażenie fair le trottoir znaczy w potocznym francuskim stać pod latarnią. Spotkania autorskie wprost obfitują w tego typu opowieści. Jest więc bardzo wesoło a ludzie zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie na co dzień niewiele się dzieje przychodzą na nie bardzo chętnie.

14 lipca 2004 na paryskiej armacie z żołnierzami.
14 lipca 2004 – na paryskiej armacie z żołnierzami.

W swojej drugiej książce opisuje pani podróż po Szkocji i współpracę z wybitną badaczką Marion Hersh. Z jakiego powodu ta współpraca była dla Pani tak ważna, że postanowiła ją Pani przybliżyć czytelnikom Tandemu w Szkocką kratkę?
Stało się tak, ponieważ kiedy spotkałyśmy się z Marion doszło do prawdziwego zderzenia różnych kultur; religii charakterów i schorzeń. Katoliczka zetknęła się z Żydówką, weganka z osobą jedzącą mięso, wreszcie wybitny naukowiec z zespołem Aspergera z niewidomą studentką. Współpraca była więc fascynująca i obfitowała w zabawne sytuacje.

Na początku Marion przyjechała do Polski prowadzić badania dotyczące orientacji przestrzennej i poruszania się osób niewidomych. Gościłam ją u siebie i z dnia na dzień zaprzyjaźniałyśmy się coraz bardziej. Pewnego wieczoru Marion przyszła do mnie do pokoju i zaczęłyśmy plotkować. Rozmowa przedłużała się, a czas biegł nieubłaganie. Koło północy poczułam, że jestem naprawdę zmęczona, mówię więc do Marion: Wiesz co trochę chce mi się spać – Marion nie przerywa swojej opowieści. Po godzinie mówię: Marion jestem już naprawdę zmęczona – A ona: tak tak – i trajkocze dalej. Wreszcie o drugiej w nocy zdobyłam się na odwagę i powiedziałam: Marion weź swoje rzeczy, zgaś światło wyjdź z mojego pokoju i zamknij drzwi. Wydawało mi się, że mówiąc tak bezpośrednio zachowałam się niekulturalnie, tymczasem Marion dopiero wtedy zrozumiała o co mi przez cały czas chodziło. Okazało się bowiem, że przekaz jaki kierujemy do osób z zespołem Aspergera musi być jak najbardziej czytelny i bezpośredni.

York hania ogląda makietę Katedry.
York – Hania ogląda makietę Katedry.

Nasze kontakty rozwijały się w najlepsze i po pewnym czasie Marion zaprosiła mnie do siebie do Glasgow na święto Pashy. Już na lotnisku przekonałam się, że różnica pomiędzy akcentem Szkockim, a angielskim jest drastyczna. Mimo iż doskonale znam język to ni w ząb nie mogłam zrozumieć co mówią do mnie Szkoci. Wizyta była cudowna. Marion zrobiła wszystko żebym czuła się jak najlepiej. Ot 35 minut jazdy pociągiem miałyśmy morze, więc po prostu żyć nie umierać. Któregoś dnia zaproponowałam: Marion może poznałabyś mnie z paroma twoimi znajomymi?Nie ma sprawy – odpowiedziała uradowana i następnego dnia zaprowadziła mnie na manifestację przeciwko cięciom finansowym w służbie zdrowia. Wymieniłam tam uścisk dłoni i zamieniłam dwa zdania z jakimiś czterema osobami, a dumna z siebie Marion zapytała po manifestacji: No to poznałaś teraz moich przyjaciół. Jesteś zadowolona? Tandem w Szkocką kratkę jest pełen anegdot. W drugim wydaniu tej książki na prośbę czytelników dodałam rozdział podróże z kosmitką czyli z Marion. Wydany został przez wydawnictwo Credo i cieszy się dużą popularnością.

W trzeciej książce Moje podróże w ciemno zabiera nas Pani między innymi do Stanów Zjednoczonych. Jak z Pani perspektywy wygląda Amerykański sen?
Z pewnością to kraj niezwykle barwny i pełen kontrastów. Już na lotnisku w Nowym Yorku zaskoczyło mnie to że prawie żaden z pracowników nie mówił biegle po angielsku. Kiedy jeden z nich próbował mi wyjaśnić, że powinnam wypełnić biały druczek mówił: Wisa bad shoultd white. Domyśliłam się o co chodzi, ale nie widząc nie byłam w stanie wypełniać samodzielnie. Zapytałam więc czy mi pomoże. Odpowiedział yes, ale na moje pytanie jakich informacji ode mnie potrzebuje nie był już w stanie odpowiedzieć.

Zabawna sytuacja spotkała mnie także w Nowojorskiej taksówce. Kierowca mówiący po angielsku bardzo słabo po skończonym kursie pomaga mi wyjść z samochodu i nable zaczyna szarpać moją białą laskę. Wrzeszczę więc: Zostaw to. To moja laska jest mi potrzebna. On jednak nie rezygnuje i szarpanina trwa dobre dwie minuty. W końcu krzyczy do mnie: No touch! i odchodzi mówiąc, że stowarzyszenie do którego miał mnie zawieść jest o dwie minuty drogi stąd. Zostałam więc na ulicy sama i zaczęłam zachodzić w głowę o co mogło chodzić. Aż w końcu mnie olśniło. W trakcie kursu, gdy łączył się z centralą mówił po Arabsku, a muzułmanie nie mogą przecież dotykać obcych kobiet. Chwyt za laskę miał więc zapewne być sposobem na podprowadzenie mnie w wybrane miejsce bez konieczności łapania za rękę. Sytuacja osób z niepełnosprawnością w Stanach też jest bardzo zróżnicowana. W Nowym Jorku metro czy autobusy są dostosowane, ale już np w Los Angeles nie ma ich w ogóle.

Jedna ze spotkanych nowojorskich urzędniczek mówiła mi z dumą, że właśnie powołali komisję, która ma doprowadzić do zamontowania świateł dźwiękowych. Odpowiedziałam, że u mnie w Jastrzębiu- Zdroju mam takich przejść co najmniej kilka i poczułam satysfakcję, że moje miasto przynajmniej w tej dziedzinie jest lepsze od amerykańskiego. Są jednak rzeczy, które w Stanach bardzo mi się podobały. W szkołach gdzie uczą się dzieci z niepełnosprawnościami przypada co najmniej kilku nauczycieli wspomagających na klasę. W efekcie często na jednego ucznia przypada jeden nauczyciel. Niesamowicie potrafią też wykorzystać potencjał każdego człowieka. W Los Angeles widziałam osobę z autyzmem zatrudnioną w McDonaldzie, do której zadań należało sprzątanie stolików i prowadzenie gości do toalety. Człowiek ten wykonywał swoje zadania z dumą twierdząc, że pomaga wszystkim nawet sprawnym bo mogliby przecież potknąć się i spaść ze stromych schodów prowadzących do toalety. Możemy się w tym miejscu uśmiechnąć ale ten pracownik był w stanie normalnie się utrzymać i planował właśnie swoją podróż po Europie w następnym roku.

Będąc w Waszyngtonie widziałam Dom Pomocy dla Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną i Sprzężonymi Niepełnosprawnościami. Spotkałam tam człowieka na wózku z dużym niedowładem rąk i niemówiącego. Zapytałam opiekunki jak wygląda jego dzień, bo u nas zapewne leżałby w łóżku: Pracuje jako wolontariusz w jednej z firm. Obsługuje niszczarkę dokumentów – brzmiała odpowiedź a ja pomyślałam, że w kwestii wykorzystania potencjału różnych ludzi przydałoby się nam w Polsce porządne amerykańskie szkolenie. Zachęcam wszystkich zainteresowanych moimi przygodami w podróży i wspomnianymi książkami do odwiedzenia strony internetowej www.hannapasterny.pl

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.