MŚ Londyn 2017, michał i joanna przytuleni po biegu

Dziewczyna szybka jak wiatr!

Z Londynu zapamiętam najlepiej fantastyczną atmosferę. Kibice – których było mnóstwo – dopingowali nas niezwykle żywiołowo i każdy zawodnik czuł, że doceniają nasz wysiłek – opowiada Joanna Mazur, multimedalistka tegorocznych mistrzostw i Mistrzyni Świata na dystansie 1500 metrów.

Dlaczego spośród bardzo wielu emocjonujących dyscyplin sportu wybrała Pani akurat bieganie?

Od kiedy sięgam pamięcią byłam dzieckiem kochającym ruch i niezwykle żywiołowym. Sport był więc dla mnie zawsze największą życiową przyjemnością. Uwielbiałam aktywnie spędzać czas. Tym większym szokiem był dla mnie moment kiedy zaczęłam tracić wzrok. Lekarze kategorycznie zabronili mi wysiłku ale nawet gdyby takiego zakazu nie było to sama nie wyobrażałam sobie jak pogrążając się w coraz większej ciemności można się samodzielnie poruszać. O bieganiu nawet nie marzyłam. W tym dramatycznym momencie życia czułam, jak gdyby wszystko się skończyło. Nie miałam specjalnych nadziei na przyszłość i czułam się bardzo źle. Na szczęście właśnie wtedy trafiłam do ośrodka dla osób niewidomych w Krakowie. Tam zobaczyłam ludzi, którzy widząc znacznie słabiej ode mnie lub nie widząc zupełnie nic, pływają, biegają, skaczą, grają w piłkę i cieszą się życiem. Postanowiłam, że dam sobie szansę i spróbuję powalczyć w biegach. Jeden z nauczycieli dostrzegł, że mam talent i poświęcił mi nieco więcej czasu a gdy po kilku latach trafiłam na zgrupowanie kadry Polski moja przygoda ze sportem zaczęła się na dobre.

W jakich okolicznościach poznała pani swojego obecnego przewodnika Michała Stawickiego?

Zanim pojechałam na zgrupowanie kadry trenowałam w Krakowie wspólnie z pełnosprawnymi zawodnikami pod okiem trenera Lecha Salomonowicza. Grupa przyjęła mnie fantastycznie. Trenowaliśmy wspólnie i każdy pomagał mi jak potrafił ale nie było jednej osoby wyznaczonej do pracy ze mną. Kiedy w 2015 roku zostałam powołana na obóz kadry narodowej osób niepełnosprawnych wstydziłam się przyznać do tego jak słabo widzę. Starałam się dostosować treningi do tego, co robią inni zawodnicy, jednak zawsze miałam kilka dłuższych odcinków biegowych więcej niż reszta. Już drugiego dnia  w połowie treningu zostałam zupełnie sama na stadionie, a ambicja nie pozwalała odpuścić treningu. Postanowiłam dokończyć go sama licząc kroki na prostej oraz na wirażu, niestety pomyliłam się i z impetem wpadłam na płotek dość mocno uderzając w niego stopą. Na całe szczęście nic poważnego się nie stało. Wtedy właśnie zostałam przydzielona pod opiekę do Michała Stawickiego – który powołany był jako trener. Kolejny trening biegaliśmy już razem – pamiętam, bo był to jeden z mocniejszych akcentów – piętnaście trzyminutowych odcinków. Był mrok, a ja jemu pierwszemu powiedziałam, że już nic nie widzę. Bez skrępowania wziął opaskę w rękę i pobiegliśmy. Biegało mi się tak swobodnie jak z żadnym z przewodników, z którymi biegałam dotychczas. W tym momencie poczułam się trochę tak jakbym widziała. Właśnie takiego przewodnika bym chciała – pomyślałam.

Współpraca ułożyła się wspaniale ale po skończonym obozie rozjechaliśmy się każde w swoją stronę. Kiedy wróciłam do Krakowa próbowałam współpracy z kilkoma przewodnikami, którym wydawało się, że bieganie z dziewczyną w dodatku niepełnosprawną, w żaden sposób ich nie przerośnie. W rzeczywistości wytrzymywali od 50 do 70 procent mojego treningu. Kiedy więc zbliżał się czas walki o kwalifikację olimpijską do Rio, przewodnik, z którym biegałam zrezygnował. A ja zostałam sama. Wtedy zapytałam Michała, czy zgadza się ze mną współpracować. Zgodził się i odetchnęłam z ulgą. Pierwsze zawody mieliśmy w Tunezji w marcu (po paru tygodniach wspólnego treningu). Tuż po nich Meeting w Ołomuńcu w Czechach – to tam zrobiliśmy kwalifikację do Rio. Wystartowaliśmy w Mistrzostwach Europy gdzie wywalczyliśmy złoto na dwieście i srebro na sto metrów. Z Igrzysk wracaliśmy bez medalu ale z bezcennym doświadczeniem, które zaprocentowało teraz. Z zakończonych kilka dni temu Mistrzostw Świata przywozimy już komplet medali: złoto na 1500, srebro na 800 i  brąz na 400 metrów.

MŚ Londyn2017, mistrzowie joanna i michał podczas biegu, joanna ma na oczach opaskę

 

Na czym polega współpraca na linii przewodnik zawodnik?

W mojej kategorii startują zawodniczki z największą wadą wzroku. Przed biegiem zaklejają nam powieki, a na oczy nakładamy opaski aby każda z nas miała równe szanse. Do ręki przymocowujemy linkę której drugi koniec trzyma przewodnik. Nasza współpraca musi być idealna bo każde potknięcie czy utrata tempa odbija się na końcowym wyniku. Musimy świetnie czuć co robi partner i maksymalnie zsynchronizować krok. Komend podczas biegu nie pada za dużo bo to dodatkowy wydatek energetyczny dla przewodnika. Okrzyki ograniczają się więc do słów: wejście wyjście, prosta i ewentualnie – w przypadku zaciekłej rywalizacji z inną zawodniczką – rzut (na metę). Przy dłuższych dystansach – informacja na jakim odcinku dokładnie jesteśmy – bym mogła trzymać się założeń.

Jak wyglądają treningi których przestraszyło się tak wielu przewodników?

To bardzo ciężka praca bo pracujemy nad całą masą rzeczy. Do wyćwiczenia jest, szybkość, skoczność, koordynacja, siła i wytrzymałość. Treningi są więc bardzo urozmaicone. Raz jest to siłownia typowo ciężkoatletyczna, innym razem crossfitowa a jeszcze innym budowanie wytrzymałości, które polega na przykład na tym, że trzeba przebiec 12 pięćset metrowych odcinków a każdy kolejny szybciej od poprzedniego. W zależności od okresu przygotowań trenuje się trzy dwa lub raz dziennie. Ale to nie wszystko, rolą przewodnika jest także pomoc na stołówce, w poznaniu nowego miejsca, po prostu jest zawsze obok. Żeby dobrze przygotować się do zawodów trzeba mieć ogromną wiedzę. Michał jest niezwykłym człowiekiem z bogatą wiedzą, zaangażowaniem i doświadczeniem dlatego też podjął się także funkcji Trenera. Dba o trening oraz regenerację, ponieważ to jedna z bardzo ważnych części treningu. Do swojej funkcji podchodzi niezwykle profesjonalnie.

Czy któryś z wywalczonych medali jest dla Pani szczególnie istotny?

Dla mnie każdy z  nich jest ważny i cieszy tak samo mocno. Wygrana oraz Mazurek Dąbrowskiego to – wyjątkowy moment, dlatego bardzo cenię sobie złoto na 1500 metrów zwłaszcza, że wcześniej biegałam na dużo krótszych dystansach. To było dla mnie coś nowego – co nie do końca oznacza że było łatwo. Byliśmy dobrze przygotowani i pewnie stanęliśmy na starcie. Ja nie wiedziałam na którym miejscu jesteśmy. Po prostu konsekwentnie realizowaliśmy założenia taktyczne i wyprzedziliśmy wszystkich rywali.

Jakie są Pani dalsze plany i marzenia sportowe?

Jak każdy sportowiec pracuję by przesuwać swoje granice. Przed nami kolejny sezon i impreza docelowa czyli Mistrzostwa Europy. Jako sportowiec chcę się jak najlepiej przygotować i powalczyć o jak najlepsze wyniki.

Czy będąc zawodniczką utytułowaną może pani poświęcić się wyłącznie treningom? Czy wywalczenie złota srebra i brązu dla Polski gwarantuje stabilizację finansową?

Nic bardziej mylnego. Wprawdzie nagrody dla pełnosprawnych i niepełnosprawnych sportowców zostały oficjalnie zrównane ale ministerstwo sportu w naszym kraju wprowadziło przepis, zgodnie z którym aby otrzymać stypendium sportowiec z niepełnosprawnością musi zdobyć medal rywalizując z co najmniej 12 zawodnikami z ośmiu państw. Bardzo często zdarza się, że takiej liczby zawodników nie ma bo np biedniejsze kraje nie mając gwarancji, że ich zawodnik zdobędzie medal w ogóle nie wysyłają go na zawody. Sytuację komplikuje dodatkowo fakt, wykluczenia ze wszystkich startów reprezentacji Rosji.

Teraz w Londynie mieliśmy do czynienia z bardzo przykrą sytuacją. Zawodniczka z Kenii przyleciała do Anglii z opóźnieniem i nie wzięła udziału w biegu na 1500 metrów. Zgodnie z regulaminem zawodów nie startując w jednej z konkurencji do której była zgłoszona automatycznie wykluczała się z innych. Był to oczywiście jej wielki osobisty dramat bo przygotowywała się do startów przez cały rok. Przy okazji jednak jej brak spowodował, że nie było wymaganej liczby 12 startujących i mimo zdobycia kompletu medali nie mogę liczyć na stypendium. Wsparcie finansowe to bardzo ważna sprawa, bo trenując trzy razy dziennie i spędzając 270 dni w roku poza domem trudno podjąć inną pracę. Centralne szkolenie zapewnia nam środki na jedno zgrupowanie w miesiącu. A co z resztą? Żyję i mieszkam w Krakowie. Michał jest z Bełchatowa a przecież chcąc osiągać wyniki musimy trenować razem – szczególnie w okresie przygotowania specjalnego. W tym roku wsparł nas Klub START TARNÓW, do którego przynależymy, ale koszty niezbędnych zgrupowań pokrywaliśmy również z własnych środków. Szukamy więc wsparcia zewnętrznych sponsorów. Jakiś czas temu apelowałam do ministra Bańki aby doprowadził do zmiany kryterium 12 zawodników, bądź utworzył jakieś furtki, z których będziemy mogli skorzystać. Nie chodzi tylko o nas, ale także o innych zawodników, którzy są w podobnej sytuacji. Jak na razie jednak mój apel nie przyniósł żadnego skutku. Co więcej nie wspierają nas nawet władze samorządowe. Małopolski samorząd zdecydował właśnie, że w tym roku o stypendium mogą się ubiegać wyłącznie sprawni sportowcy. Jak więc widać sytuacja nie jest prosta, dlatego będziemy wdzięczni każdemu kto zechce wesprzeć nasze wysiłki finansowo.

Z całą  pewnością nie zrezygnuję ze sportu. To moja wielka życiowa pasja i zrobię wszystko, abyśmy skutecznie rywalizowali na międzynarodowym poziomie i mogli wywalczyć dla Polski jeszcze niejeden medal.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.