Zdjęcie przedstawia plakat fundacji centrum praw ojca i dziecka, ze zdjeciem dziecka i hasłem: mam prawo mieć tatę

Dlaczego w Polsce dziecku potrzebne są tylko matki?

Każde dziecko na świecie potrzebuje kontaktu i miłości zarówno ze strony matki, jak i ojca. W Polsce większość sędziów zdaje się uważać, że ojciec jest niebezpiecznym i zbędnym dodatkiemopowiada Marek Borkowski z Centrum Praw Ojca i Dziecka.


Czym zajmuje się pańskie stowarzyszenie?
Podstawowym celem naszej działalności jest wspieranie tych, którym w majestacie prawa uniemożliwia się kontakt z dziećmi. Wbrew pozorom nie chodzi tu tylko o ojców. W bardzo wielu wypadkach kobiety po rozwodzie z mężem utrudniają kontakt z wnukiem babci czy dziadkowi. Nasze stowarzyszenie podpowiada, jakie działania prawne mogą podjąć ofiary takich zachowań. Często występujemy także w roli tak zwanej osoby zaufania. Zgodnie z polskim prawem rozprawy w sądach rodzinnych toczą się bardzo często z wyłączeniem jawności. Oznacza to, że na salę sądową nie mają wstępu ani dziennikarze, ani nikt z publiczności. Wówczas osoba zaufania jest jedyną, która może czuwać nad tym, aby proces przebiegał w miarę uczciwie. Robi notatki, obserwuje jak przebiega proces, ma prawo doradzać osobie, którą wspiera złożenie konkretnego pisma i zwraca uwagę na częste nieścisłości w protokołach sądowych.

Jak poważnym problemem społecznym jest kwestia utraty możliwości kontaktów z własnymi dziećmi. O jak dużej grupie osób mówimy?
Co roku w Polsce dochodzi do sześćdziesięciu, siedemdziesięciu tysięcy rozwodów. Z tego powodu trzy miliony dzieci wychowuje się bez kontaktu z jednym z rodziców. Pragnę podkreślić, że ojcom wcale nie chodzi o to, żeby prowadzić z eks-partnerkami wojnę o dziecko. Doskonale rozumiemy, że na całym świecie są zarówno źli, jak i dobrzy ojcowie. Złe i dobre matki. Nie możemy jednak zgodzić się na to, co obecnie wyprawia się z prawami ojców w sądach. Sędziowie działają według stereotypu, zgodnie z którym mężczyzna to ten, który pije, bije i jeszcze do tego molestuje seksualnie. Tymczasem jak pokazują badania prowadzone na całym świecie, zjawisko przemocy nie jest zarezerwowane tylko dla jednej płci. Kobiety także potrafią bić i zachowywać się brutalnie. Badając sprawę sąd nie powinien kierować się obiegową opinią. Jest zobowiązany do tego, żeby rozpoznawać ją rzetelnie, sprawdzając wszystkie fakty.

Jaka zatem jest rzeczywistość, z którą styka się mężczyzna w polskich sądach?
Dla ojców spotkanie z polskim wymiarem sprawiedliwości jest przeżyciem makabrycznym. Już od początku traktowani są, we wspomniany wcześniej, stereotypowy sposób. Muszą walczyć z machiną, którą między sobą nazywamy rozbudowanym przemysłem rozwodowym. W proces zaangażowani są pedagodzy, psychologowie i liczne zespoły specjalistów sądowych. Wszyscy oni pobierają wynagrodzenia i bardzo często jednoczą siły żeby udowodnić, że największym zagrożeniem dla dziecka jest kontakt z ojcem.

Kobieta niezależnie od tego, jak naprawdę wygląda konkretna sytuacja między partnerami, jest traktowana jak ktoś bardziej godny zaufania. Nie rzadko zdarza się, że potrafi „przyaktorzyć”. Rozpłacze się, wywrze na sądzie presję emocjonalną i w ten sposób osiąga swój cel, którym często nie jest dobro dziecka, tylko ukaranie i pognębienie mężczyzny. Większość z nas nie pozwala sobie na okazywanie emocji przed sądem. Mało który mężczyzna przyzna się publicznie do tego, że kobieta go bije, chociaż takie sytuacje również mają miejsce. Mężczyźni będący ofiarami przemocy domowej nie mają w Polsce ani jednego miejsca, do którego mogliby się udać po pomoc. Organizacji broniących praw kobiet są setki, jeśli nie tysiące. Wobec takiej dysproporcji sił wynik większości procesów jest przesądzony.

Jakie rozwiązanie prawne mogłoby poprawić sytuacje polskich ojców?
Świetnym sposobem wyjścia z tej niezwykle trudnej emocjonalnie dla obydwu stron sytuacji byłaby tak zwana opieka wspólna bądź naprzemienna. Stosuje się ją bardzo często w krajach Europy zachodniej, dzięki czemu udaje się zagwarantować poczucie bezpieczeństwa dziecku i powstrzymać rodziców przed wyniszczającą walką. Ujmując rzecz najprościej – obydwoje rodzice otrzymują mniej więcej tyle samo czasu na to, żeby przebywać z dzieckiem i uczestniczyć w jego wychowaniu. Pozwala to zarówno matkom jak i ojcom nacieszyć się kontaktem z dzieckiem. Ma ono szansę utrzymywać normalne kontakty z dziadkami i rodziną z obu stron. W Polsce prawo dopuszcza wydawanie podobnych wyroków, ale są one niezwykłą rzadkością. Bardzo szkoda, bo dziecko nigdy nie powinno być przedmiotem sporów i przepychanek pomiędzy dorosłymi, a opieka naprzemienna daje wielką szansę na kompromis. Znowu jednak mamy do czynienia z sytuacją, że przepisy swoje, a praktyka życiowa swoje.

Rozluźnienie kontaktów, żal ze strony dziecka, pretensje i utrata czasu, który można było spędzić razem. Tego nikt nie jest w stanie zwrócić.

Ojciec dostaje często prawo to spędzenia z dzieckiem trzech, czy czterech godzin raz na dwa tygodnie. Jeżeli matka uniemożliwia również te kontakty, grozi jej za to niewysoka grzywna finansowa, ale zanim zostanie orzeczona, ojciec musi zgłosić sprawę do sądu. Tam zazwyczaj czeka miesiącami na jej rozpatrzenie. Bywa, że pierwsza sprawa kończy się jedynie upomnieniem bądź ostrzeżeniem. Grzywna zostaje orzeczona dopiero za drugim razem. W ten sposób może upłynąć nawet kilka lat i przez cały ten czas ojciec w majestacie prawa nie widzi swojego dziecka. Skutki są oczywiście łatwe do przewidzenia. Rozluźnienie kontaktów, żal ze strony dziecka pretensje i utrata czasu, który można było spędzić razem. Tego nikt nie jest w stanie zwrócić. Walczymy w tej chwili o to, aby takie lekceważenie wyroków sądu przez matkę było przesłanką do zmiany miejsca pobytu dziecka. Na całym świecie takie zachowanie byłoby przecież traktowane jak obraza sądu. Niestety jak dotychczas nasze starania w tej sprawie nie przyniosły rezultatów.

Jak można się do was zgłosić po pomoc?
Zapraszamy do kontaktu telefonicznego (508 333 669, 790 023 375, 603 858 618) lub przyjścia na nasze dyżury w warszawskiej siedzibie stowarzyszenia. Postaramy się państwu pomóc na tyle, na ile to będzie możliwe. Miesięcznie zgłaszają się do nas setki osób. Są wśród nich ludzie starsi martwiący się o sytuację własnych dzieci, którym ogranicza się kontakty z potomstwem. Opowieści, jakie słyszymy są naprawdę wstrząsające. Starsza pani, która martwi się, że nie stać ją na adwokata, a chciałaby pomóc synowi, który walczy o kontakt z własnym dzieckiem. Osoby z różnymi niepełnosprawnościami szykanowane przez skonfliktowaną z nimi rodzinę. To wszystko jest smutna polska rzeczywistość, którą poprzez naszą działalność staramy się zmieniać na lepsze.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.