Ilustracja to stara rycina przedstawiająca obok siebie 3 rodzaje konopii idnyjskich, od małego z napisem rudealis, większego i bardziej obfitego w liście z napisem indicia i trzeciego najwyższego z napisem sativa.

Czy zwolennicy marihuany medycznej wreszcie wygrali?

Leki zawierające marihuanę medyczną wreszcie dostępne w Polsce? Tak to stanie się możliwe, ale będzie uzależnione od decyzji ministra zdrowia. Minister wyda zgodę na sprowadzanie takich leków w ramach importu docelowego jeśli lekarz prowadzący uzna, że są to leki najlepsze z możliwych. Każda zgoda wydawana w tym trybie będzie indywidualna, a co za tym idzie uzależniona od stanu zdrowia konkretnego pacjenta oraz skuteczności dotychczasowego leczenia. Zgoda ministra zdrowia będzie wydawana na podstawie przepisów zawartych w ustawie o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych.

Dotychczas minister wydał zgodę na refundację leków na bazie ziela konopi indyjskich stosowanych w leczeniu padaczki lekoopornej. Jednocześnie leki które zostały objęte zgodą na refundację są dostępne w aptekach na ryczałt. W praktyce oznacza to, że pacjent za jedno opakowanie płacić będzie trzy złote i dwadzieścia groszy. Wszystkie te informacje są bardzo pozytywne i wydają się świadczyć o tym, że ministerstwo uwzględniło argumenty osób, które domagały się legalizacji medycznej marihuany. Istnieje jednak pewien drobny szczegół, który w zależności od zachowania i poziomu świadomości lekarza może stanowić dla pacjenta barierę nie do przejścia. Oto bowiem zgoda na leczenie za pomocą leków zawierających medyczną marihuanę oraz ewentualna kontynuacja terapii ma być każdorazowo uzależniona od przedstawienia szczegółowych informacji na temat skuteczności leczenia. W tym celu ministerstwo zdrowia prowadzi ewidencję składanych wniosków wydawanych zgód na refundację i pacjentów objętych leczeniem. W normalnym cywilizowanym kraju przepis ten nie budziłby żadnych wątpliwości bo pacjent miałby pewność, że lekarz podejmujący decyzję kieruje się wyłącznie przesłankami merytorycznymi i troską o jego zdrowie.

W naszych realiach jednak ten przepis stwarza moim zdaniem ogromne pole do nadużyć. Jeśli bowiem któryś z lekarzy z powodów ideologicznych będzie chciał nie dopuścić do terapii lub ją przerwać wystarczy, że opisze leczenie jako nieskuteczne.

Mam nadzieję, że takich nadużyć nie będzie zbyt wiele, ale pozostawianie tego rodzaju furtek uważam za niebezpieczne. Oczywiście ktoś z was może uznać, że są to moje osobiste uprzedzenia i brak zaufania do poziomu moralności polskich lekarzy, ale po tym co przeżyłem w polskich szpitalach mam chyba do tego prawo. Kolejną ciekawostką jest to, że aby jakikolwiek lek na przykład na bazie ziela konopi indyjskich był w Polsce dostępny musi uzyskać pozwolenie na dopuszczenie do obrotu wydawane przez prezesa urzędu rejestracji produktów leczniczych, wyrobów medycznych i produktów biobójczych. Jak dotychczas w naszym kraju dopuszczony jest jeden lek zawierający marihuanę medyczną. Jest to Sativex stosowany w leczeniu stwardnienia rozsianego. Inne produkty które zostały zarejestrowane, ale nie są dostępne w Polsce muszą być sprowadzane w ramach importu docelowego, a więc człowiek który ich potrzebuje przechodzi całą procedurę opisaną prze ze mnie w tym wpisie. Zapotrzebowanie na lek wystawia lekarz prowadzący leczenie a potwierdza konsultant krajowy lub wojewódzki. Jest ono ważne w ciągu sześćdziesięciu dni od wystawienia co oznacza że w tym czasie musi wpłynąć do resortu. Powtórzę jeszcze raz. Zbyt wiele formalności i mechanizmów opóźniających finalny efekt którym powinno być dostarczenie leku niezbędnego pacjentowi. Wystarczy, że podczas całej tej procedury trafi on na jednego twardogłowego lekarza, jednego tylko bezdusznego formalistę i będzie całkowicie odcięty od pomocy. Obudowywanie wszelkich czynności tak wielką liczbą procedur to ciągle pokutująca w Polsce tradycja sowiecka. Warto więc postawić pytanie. Kiedy z nią wreszcie skończymy?

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.