Zdjęcie sesyjne przedstawia Bartka ostałowskiego w czasie prowadzenia samochodu. Kierownicę trzyma lewą nogą, ubrany jest w kombinezon wyścigowy, jest skoncentrowany i skupiony na jeździe. Stylistyka zdjęcia jest dość tajemnicza i mroczna

Czy potraficie prowadzić samochód bez użycia rąk? Zobaczcie jak to się robi.

Szybką jazdę kochałem od dziecka. Kiedy widziałem pędzący samochód od razu banan pojawiał mi się na twarzy – opowiada Bartosz Ostałowski (link do kanału na YouTube)pierwszy na świecie kierowca sportowy prowadzący stopami.

 

Kilka dni temu ukazał się pierwszy odcinek Pańskiego vloga Pasja na Krawędzi. Czym chce się Pan podzielić z widzami?
Chcę przede wszystkim zarazić ich swoją pasją do sportów ekstremalnych, dlatego we wszystkich odcinkach będą wypowiadać się ludzie, którzy wiele w życiu ryzykowali i odnieśli sukces. Już pierwszy odcinek z udziałem Krzysztofa Hołowczyca wzbudził olbrzymie zainteresowanie, a wszystkich, którzy z niecierpliwością czekają na kolejne wywiady, zapewniam, że w Pasji na Krawędzi (link do vloga) oraz (link do fanpage’a), pojawią się już niedługo inni słynni sportowcy i ludzie, którzy potrafili przekuć swoje wielkie pasje w życiowy sukces. Vlog powstał przy współpracy z fundacją Avalon, ponieważ razem chcemy pokazać wszystkim ludziom, że nie jest ważne, czy masz dwie ręce i nogi, nie liczy się to, jak duże przeszkody stawia przed tobą życie, tylko to, w jaki sposób potrafisz sobie z nimi poradzić. Reakcje na pierwszy wywiad są bardzo pozytywne. Dostałem bardzo wiele wiadomości od osób, które piszą, że poczuły, że nie powinny się koncentrować na problemach, tylko starać się realizować własne marzenia. Ponadto, jestem jednym z ambasadorów najbardziej „odjechanego” projektu w Polsce, czyli Avalon Extreme (link do stronki). Nasz ekstremalny zespół pokazuje, że żadne bariery nie istnieją. Wspólnie staramy się stanowić inspirację dla osób, które szukają w swoim życiu nowych wyzwań i chcą przekraczać własne granice.

Na zdjęciu sesyjnym znajduje sie portret Bartka Ostałowskiego patrzącego prosto w kadr. Siedzi przy poustawianych na sobie oponach, jest ubrany w kombinezon wyścigowy, z tyłu leży jego kask. Zdjęcie jest tajemnicze i mroczne

 

Co tak bardzo pociąga Pana w sportach samochodowych?
Kocham się ścigać. Już jako bardzo małe dziecko uwielbiałem patrzeć na pędzące samochody i – kiedy tylko taki widziałem – od razu banan pojawiał mi się na twarzy. Bardzo dobrze znam się też na mechanice i uwielbiam przestawiać różne rzeczy w samochodzie, podrasowywać silniki, testować ich możliwości. Wielką frajdę sprawia mi, kiedy okazuje się, że dzięki kilku przeróbkom samochód potrafi np rozwinąć dwa razy większą prędkość. Cudowna jest też adrenalina, która towarzyszy każdemu wyścigowi.

zdjęcie przedstawia samóchód wyścigowy bartka w czasie driftu, ustawiony do zdjęcia bokiem

 

Był jednak moment w Pańskim życiu, w którym wszystkie plany stanęły pod dużym znakiem zapytania. Uległ pan poważnemu wypadkowi na motocyklu w wyniku, którego amputowano panu obydwie ręce. W jaki sposób wrócił pan do sprawności i osiągnął tak fantastyczne wyniki?
Nie ukrywam, że wypadek był najtrudniejszym momentem w moim życiu. W pierwszych dniach myślałem, że wszystko dla mnie się skończyło. Byłem przekonany, że nie odzyskam samodzielności i niezależności, a udział w wyścigach – o którym marzyłem całe życie – wydawał się śmieszną mrzonką. Wówczas znaleźli się jednak ludzie, którzy bardzo mi pomogli – przede wszystkim moja rodzina. Po kilku tygodniach obudził się we mnie duch sportowca. Powiedziałem sobie że nie poddam się, nie zrezygnuję z marzeń. Zacząłem żmudną rehabilitację, która też okazała się bardzo skomplikowana ponieważ w Polsce nie ma fundacji czy stowarzyszeń, które opracowałyby program usprawnienia ludzi takich jak ja – po amputacjach obydwu rąk. Zacząłem więc poszukiwać informacji w internecie i okazało się, że niemal wszystkie rzeczy można zrobić stopami. Natrafiłem też na filmiki, na których ludzie bez rąk prowadzą samochód i wszystkie moje nadzieje odżyły. Tak naprawdę do samochodu wróciłem zanim nauczyłem się wykonywać szereg innych ważniejszych w życiu codziennym czynności. Moją jazdę zobaczyli specjaliści ze Stanów Zjednoczonych i byli zachwyceni tym, jakie rezultaty udało mi się osiągnąć samodzielnie. Odezwali się do mnie z gratulacjami pytając jednocześnie jak mi idzie wykonywanie innych czynności. Odpowiedziałem, że nie najlepiej i zawarliśmy umowę, że przyjeżdżam do nich pokazać moje osiągnięcia w samochodzie, a w zamian rehabilitanci z Oklahomy pomogą mi się usamodzielnić. Wyruszyłem w pierwszą samodzielną podróż do Stanów Zjednoczonych i po miesięcznym pobycie w ośrodku rehabilitacyjnym przekonałem się, że mogę robić wszystko i być w pełni samodzielny.

Bartosz Ostałowski w czasie jazdy. Ma na sobie kask oraz kombinezon, kierownicę dotyka lewą stopą, która owinięta jest bandażem, widać tylko jego oczy, patrzy prosto w kadr zdjęcia

 

Proszę jednak przybliżyć ten temat czytelnikom. Trudno sobie przecież wyobrazić jak np ruszając w podróż poradził Pan sobie z walizką?
Rzeczywiście niektóre rzeczy wymagają przemyślenia i dodatkowej organizacji. Sam przed wyjazdem zastanawiałem się co zrobić i wtedy – nie mając sposobu na rozwiązanie problemu – po prostu nadałem cały bagaż na lotnisku. Dzisiaj potrafię już przytrzymać i zarzucić sobie torbę z niezbędnymi rzeczami na ramię stopą.

Wróćmy do sportu. Co uważa Pan za swój największy sukces?
Z pewnością fakt, że udaje mi się rywalizować z pełnosprawnymi zawodnikami. Po wypadku nie było to sprawą oczywistą. Kiedy zgłosiłem się do Międzynarodowej Federacji Sportów Samochodowych – z wnioskiem o wyrobienie licencji kierowcy rajdowego – byli niezwykle zdumieni. Pokazałem im jak potrafię prowadzić stopami i zgodzili się żebym podszedł do egzaminu. Musiałem jednak zdawać go dokładnie na tych samych warunkach co wszyscy, a jedną z wymaganych umiejętności było zapięcie i błyskawiczne odpięcie pasów bezpieczeństwa, bo w razie wypadku trzeba umieć opuścić samochód w ciągu ośmiu sekund. Początkowo wszystkim się wydawało, że będzie to dla mnie bariera nie do pokonania, ale skonstruowałem specjalny pedał, dzięki któremu jestem w stanie jednym kopnięciem uwolnić się z pasów i opuścić samochód w ciągu czterech sekund. Licencję więc udało mi się zrobić. Wielkim osiągnięciem było dla mnie również wygranie wyścigu Pucharu Polski. Dużą radość sprawia mi także udział w zawodach driftingu – co również nie było pewne, bo były wątpliwości – czy z automatyczną skrzynią biegów będę w stanie wykonywać kontrolowany poślizg. Wszystko to jednak jest możliwe. Dzisiaj startuję regularnie i osiągam miejsca w pierwszej dziesiątce. Udało mi się także przekonać do siebie sponsorów, co ma niebagatelne znaczenie, bo motosporty należą do najdroższych dyscyplin na świecie.

samóchód wyścigowy bartka w czasie driftu, ustawiony do zdjęcia przodem

 

Sport to jednak nie jedyna Pańska pasja. Maluje Pan także obrazy stopami. Która z tych dwóch czynności jest trudniejsza: prowadzenie samochodu czy tworzenie sztuki w tak nietypowy sposób?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale z obrazami było właściwie tak samo jak z jazdą samochodem. Po wypadku wydawało mi się, że bez rąk nigdy nie wrócę do malowania i myślałem tak, dopóki nie spotkałem ludzi z wydawnictwa VPN zrzeszającego artystów malujących stopami z całego świata. To oni pokazali mi jak używać stóp do tworzenia obrazów i pozwolili uwierzyć w siebie. Dzisiaj maluję po kilka godzin dziennie – częściowo na ich zamówienie pejzaże czy obrazki świąteczne do kalendarzy – ale przede wszystkim dla własnej przyjemności. Miałem już kilka wystaw i odwiedzający je goście z podziwem mówili mi, że sami nie byliby w stanie stworzyć takich rzeczy – nawet przy użyciu rąk. Sztuka to moja druga życiowa miłość i angażuję się w nią tak samo jak w wyścigi. (Link do oficjalnej strony z galerią obrazów Bartka).

 

Jest Pan przykładem człowieka, który osiągnął w trudnych warunkach wielki sukces. Co powiedziałby Pan wszystkim, którzy są w tej chwili w kryzysie?
Zachęcam Was przede wszystkim do tego, żebyście nie tracili wiary we własne możliwości. Jeżeli nawet zdrowotnie nie jest najlepiej, to przecież przyjdzie za jakiś czas moment, kiedy sobie z tym poradzicie. Pielęgnujcie własne pasje i marzenia i zróbcie wszystko, żeby je zrealizować. Czasami w życiu jest tak, że zupełnie nieoczekiwanie znajdujemy się na krawędzi czy też na rozstaju dróg, ale jeżeli będziecie wierzyć w siebie, to z pewnością znajdziecie siły, aby pokonać wszystkie trudności.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.