Zdjęcie portretowe pana Andrzeja

Czy Polska jest potęgą w tenisie stołowym?

– Na przyszłoroczne igrzyska paraolimpijskie w Tokio stawiamy sobie ambitne cele. Trzy lata temu w Brazylii zdobyliśmy osiem medali. Będę niezwykle szczęśliwy, jeżeli każdy z naszych kadrowiczów wróci z Japonii z medalem – mówi Andrzej Ochal, główny trener polskiej kadry tenisa stołowego osób z niepełnosprawnościami.

Jak zaczęła się Pańska przygoda ze sportem paraolimpijskim?

Andrzej Ochal: Już w okresie studiów na Akademii Wychowania Fizycznego bardzo interesowała mnie metodyka wychowania fizycznego specjalnego. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się ze sportem osób z niepełnosprawnościami, który wydał mi się fascynujący. Pod koniec studiów podniosłem swoje kwalifikacje kończąc studium technika masażysty i asystenta osoby z niepełnosprawnością. Nie miałem jeszcze wówczas sprecyzowanej dyscypliny sportu, którą chciałbym się zajmować. Moją uwagę na tenis stołowy zwrócił Adam Żurawski, reprezentant Polski w tej dyscyplinie oraz ojciec jednej z moich uczennic ze szkoły przy ulicy Hożej w Warszawie, gdzie pracowałem jako nauczyciel wychowania fizycznego. W 2008 roku rozpocząłem pracę w integracyjnym klubie tenisa stołowego IKS AWF Warszawa, skąd po dwóch latach trafiłem do kadry jako asystent pani trener Elżbiety Madejskiej.

Czy było coś, co w sporcie osób z niepełnosprawnościami było dla Pana szokujące?

Początek zawsze jest trochę szokujący. W jednym miejscu widzi się bardzo dużo osób z różnymi niepełnosprawnościami. To zupełnie nowa sytuacja dla kogoś, kto widział wcześniej pojedyncze osoby z niepełnosprawnościami gdzieś na mieście czy uczelni. Szybko okazuje się, że bardzo wielu rzeczy trzeba się nauczyć, że nie ma się pojęcia o faktycznych możliwościach zawodników. Początkowo wydawało mi się, np., że osoba z czterokończynowym porażeniem nie jest w stanie grać w tenisa stołowego. Kiedy po raz pierwszy usiadłem przy stole z takim zawodnikiem, szybko zostałem wyprowadzony z błędu. Przegrałem mecz i zrozumiałem, że osoba z niepełnosprawnością może być przy stole dużo sprawniejsza niż osoba pełnosprawna.

Pierwszym moim zgrupowaniem był obóz z kadrą młodzieżową. Realizowaliśmy tam bardzo intensywny program treningowy. Zdarzały się nawet trzy treningi dziennie. Pamiętam, że zaskoczyło mnie wtedy ogromne zaangażowanie i wytrzymałość tych dzieciaków. Trenowali z wielkim zapałem po kilka godzin dziennie. Do sportu podchodzili bardzo poważnie – dużo bardziej dojrzale niż ich pełnosprawni rówieśnicy. Nie musiałem ich do niczego motywować. Koncentrowałem się wyłącznie na sprawach technicznych i taktycznych – bo ich chęć do pracy była ogromna.

Czy jeśli chodzi o zasady gry, tenis stołowy osób z niepełnosprawnościami różni się czymś od tenisa stołowego zawodników pełnosprawnych?

Takich różnic jest bardzo niewiele. Zawodnicy grają na takich samych stołach, takimi samymi piłkami, a siatka znajduje się na identycznej wysokości. To, co wyróżnia tenis stołowy osób z niepełnosprawnościami, to podział zawodników na jedenaście klas w zależności od stopnia niepełnosprawności. W klasach od pierwszej do piątej występują osoby poruszające się na wózkach. Od szóstej do dziesiątej grają osoby stojące, a w jedenastej zawodnicy z niepełnosprawnością intelektualną. Warto podkreślić, że klasy pierwsza i szósta są przeznaczone dla zawodników o najwyższym stopniu niepełnosprawności, zatem w przypadku osób poruszających się na wózkach mamy np. tetraplegików, a wśród osób chodzących – tych o najmniejszej sprawności ruchowej.

W naszej dyscyplinie nie brakuje też specyficznych i bardzo efektownych zagrań. Jednym z nich jest tzw. tetralob. Polega on na bardzo szybkim i precyzyjnym zagraniu piłki wysokiej, która odbija się tuż za siatką przeciwnika i albo wraca na część zagrywającego, albo leci z rotacją boczną, dzięki czemu siedzący na wózku przeciwnik nie jest w stanie jej dotknąć i zagrywający zdobywa punkt. Taka akcja możliwa jest jednak tylko podczas wymiany, gdyż stosowanie tetraloba zabronione jest w trakcie wykonywania serwisu. Zawodnicy z tetraplegią są w stanie wykonywać ruchy przedramieniem i barkiem, dzięki czemu grają całkowicie samodzielnie. Jedynym ułatwieniem jest wiązanie rakietki – tak, aby nie wypadała im z dłoni.

Ważną zasadą w przypadku meczu osób poruszających się na wózkach inwalidzkich jest ta, że podczas serwisu piłka po odbiciu na stronie przeciwnika nie może kierować się do linii bocznych, wracać w kierunku siatki albo zatrzymać na stole. Chodzi o to, żeby gra była płynna. Przeciwnik musi mieć szansę odebrania zagrania i doprowadzenia do wymiany.

Jak wygląda trening? Jakimi metodami i nad czym pracuje Pan z zawodnikami?

Odbywa się on w cyklu rocznym i jest podzielony tak, jak w każdej innej dziedzinie sportu na czas przygotowawczy, startowy i przejściowy. Z zawodnikami pracują doświadczeni fizjoterapeuci – pełniący tak naprawdę funkcję trenerów personalnych. Każdy z nich dobiera metody do możliwości i sytuacji zdrowotnej zawodnika. Są więc zarówno treningi ogólnorozwojowe, wytrzymałościowe czy takie, podczas których ćwiczymy technikę uderzeń. Nasz trening nie różni się w żaden sposób od tego, jaki odbywają codziennie zawodnicy pełnosprawni.

Występują jednak znaczne różnice między zawodnikami, jeśli chodzi o trening techniczno-taktyczny. Jeżeli mamy osobę występującą w klasie szóstej czy siódmej – a więc taką, która się słabiej porusza – to wiadomo, że jej akcje nie będą bardzo szybkie. W efekcie dochodzi do większej liczby wymian i trening staje się przez to bardziej wytrzymałościowy. Jeżeli natomiast mamy do czynienia z zawodnikiem, który nie jest w stanie utrzymać rakietki w ręku, to będziemy z nim pracować tak, aby kończył swoje akcje jak najszybciej w dwóch, trzech uderzeniach.

Nie brakuje też treningów szybkościowych – i to nie tylko dla osób chodzących. W przypadku wózkowiczów ważna jest szybkość reakcji rąk, więc trenujemy np. serię dziesięciosekundowego boksowania. W naszym zespole jest także pani psycholog, ponieważ przygotowanie mentalne do zawodów jest niezwykle istotne.

Warto jednak zauważyć, że moi zawodnicy nie myślą o sobie jako o sportowcach z niepełnosprawnościami. Są mistrzami w swojej dziedzinie. Sport jest dla nich najważniejszą sprawą w życiu i koncentrują się na wygrywaniu tytułów oraz turniejów. Ja po wielu latach pracy z kadrą, kiedy widzę osobę z niepełnosprawnością, nie myślę już o tym, że ma jakąś niepełnosprawność. Zastanawiam się tylko, do której kategorii zawodników można by ją przypisać i jak najlepiej wykorzystać jej możliwości.

Mistrzowie świata czy Europy w niemal każdym sporcie zawodników pełnosprawnych są ludźmi zamożnymi. Jak wyglądają kwestie finansowe w przypadku sportowców z niepełnosprawnościami?

Za zdobycie medalu zawodnicy otrzymują taką samą nagrodę finansową jak sportowcy pełnosprawni. Istnieją tu jednak pewne obostrzenia. W zawodach, w których wywalczyli medal, musi wystartować co najmniej 12 zawodników z ośmiu krajów. Medaliści otrzymują również roczne stypendium, ale prawda jest taka, że żeby się utrzymać i tak muszą pracować zawodowo. Nie mogą więc wyłącznie poświęcać się sportowi – chyba, że któremuś z nich uda się znaleźć sponsora.

Czy możemy powiedzieć, że Polska jest światową potęgą tenisa stołowego?

Na pewno należymy do najlepszych kadr świata. Na tegorocznych mistrzostwach Europy w Helsingborgu zdobyliśmy osiemnaście medali – w tym pięć złotych – i wywalczyliśmy pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Z kolei na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Słowenii zajęliśmy jako drużyna trzecie miejsce, ustępując tylko Korei Południowej i Chinom.

Na świecie prawdziwą potęgą są Chińczycy, którzy zawsze koncentrują się na igrzyskach paraolimpijskich i zazwyczaj zdobywają tam dwa razy więcej medali niż wszystkie pozostałe reprezentacje razem wzięte. Nasi zawodnicy udowodnili jednak, że są w stanie z nimi skutecznie rywalizować. Do czołówki europejskiej i światowej należą także Francja, Turcja, Niemcy i Korea Południowa.

Jaki zatem wynik na igrzyskach w Tokio uznałby Pan za satysfakcjonujący?

Zacznijmy od tego, jak wygląda system kwalifikacji do igrzysk. Każdy zawodnik musi wystąpić w co najmniej pięciu turniejach rankingowych w ciągu 15 miesięcy. Jadą tam mistrzowie kontynentów, najlepsi gracze światowego rankingu oraz ci, którzy wygrają dodatkowy turniej kwalifikacyjny. Organizatorzy mogą także przyznać dzikie karty. Na igrzyskach w Rio mieliśmy trzynastu zawodników i wywalczyliśmy osiem medali. W tej chwili pewni kwalifikacji są w naszej kadrze Natalia Partyka, Patryk Chojnowski i Dorota Bucław. O prawo startu na igrzyskach walczy jeszcze 16 naszych zawodników i zawodniczek. Mam cichą nadzieję, że w komplecie pojedziemy do Tokio i byłbym szczęśliwy, gdyby każdy z zawodników przywiózł jakiś medal – tak, żeby żadnemu z nich nie było przykro [uśmiech].

Czego życzyć Panu i kadrowiczom przed igrzyskami?

Przede wszystkim zdrowia. A poza tym, żebyśmy wrócili z Japonii szczęśliwi i z workiem medali.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.