Zdjęcie przedstawia Mikołajki w klinice Budzik na pierwszym planie znajduje się Mikołaj, którym jest Czesław Śpiewa - wręcza dziecku, które jest na wóżku prezent. Obok stoi mama chorego.

Czy cudowne wybudzenia nie istnieją?

Żeby pomóc pacjentowi w śpiączce potrzebny jest skoordynowany wysiłek dużej grupy specjalistów – mówi Marzena Wasilewska, psychoterapeutka ze słynnej warszawskiej kliniki Budzik.

Rzetelny opis sytuacji pacjentów znajdujących się w śpiączce stanowi dla każdego dziennikarza poważne wyzwanie. Po pierwsze dlatego, że wokół tego tematu narosło bardzo wiele mitów. Powtarzane są historie o cudownych wybudzeniach, całkowitym powrocie do zdrowia, a nawet niesamowitych przeżyciach, jakie podczas śpiączki stają się udziałem chorych. Na szczęście jestem w sytuacji o wiele wygodniejszej niż większość kolegów po fachu, ponieważ sam miałem okazję znajdować się w stanie śpiączki farmakologicznej przez ponad dwa tygodnie i co nieco wiem na ten temat. Śpiączka farmakologiczna, w którą wprowadza się pacjenta celowo i pod pełną kontrolą medyczną jest jednak zupełnie czym innym niż stan spowodowany niedotlenieniem mózgu. Najbliżej pacjentów w stanie śpiączki, oprócz rodziny, znajdują się pracujący z nimi na co dzień terapeuci tacy jak pani Marzena. Warto więc zapytać o śpiączkę człowieka z olbrzymią wiedzą i doświadczeniem terapeutycznym.

Czym zatem jest stan śpiączki?

Śpiączka właściwa (z greckiego coma, głęboki sen) – to przedłużający się stan utraty przytomności oraz braku świadomości siebie i otoczenia. Charakteryzuje się niemożnością reagowania na bodźce zewnętrzne. Trwa on zazwyczaj od 4–6 tygodni i właśnie w tym okresie większość procesów życiowych, takich jak na przykład oddychanie, jest podtrzymywana sztucznie. W tym okresie nie występuje także stan snu i czuwania. Przez czuwanie rozumiemy sytuację w której pacjent otwiera oczy i jeśli pozwala na to jego stan zdrowia reaguje na bodźce. Warto zauważyć, że śpiączka jest ściśle związana z niedotlenieniem mózgu i może być wywołana w bardzo różny sposób. Mózg pacjenta może ulec uszkodzeniu podczas wypadku, ale także na przykład na skutek przedawkowania leków, narkotyków lub tak popularnych ostatnio dopalaczy. Za każdym razem inny jest stopień uszkodzenia, a co za tym idzie zupełnie inne szanse na wyjście ze śpiączki. W opisywanym przeze mnie pierwszym okresie z pacjentami właściwie w ogóle nie ma kontaktu. Pierwszymi oznakami tego, że świadomość zaczyna powracać mogą być tak drobne rzeczy jak mrugnięcie powieką, reakcja na dźwięki, która u wielu pacjentów jest często bardzo gwałtowna, ponieważ człowiek w śpiączce zazwyczaj słyszy, czy też odczuwa dźwięki zdecydowanie wyraźniej. Często bywa też tak, że pewien drobny szczegół w zachowaniu pacjenta zauważy dopiero bardzo wnikliwy obserwator. Może to być na przykład sytuacja, w której chory w sposób niemal niedostrzegalny poruszy palcem. Pierwszym osiągnięciem rehabilitacyjnym jest przejście chorego ze stanu kompletnej nieświadomości do stanu wegetatywnego, który oznacza, że zachowane są niektóre funkcje pnia mózgu, zwykle samodzielne oddychanie i spontaniczna akcja serca. Pojawia się rytm snu i czuwania, a także możliwość wykonywania pewnych ruchów, które jednak nie są zaplanowane i celowe.

To zmiana bardzo zasadnicza, bo kiedy na przykład pacjent jest w stanie samodzielnie oddychać można go odłączyć od respiratora, a jego szanse na jako taką samodzielność znacznie wzrastają. Do Budzika trafiają już osoby, które mogą samodzielnie oddychać i reagują na bodźce, a więc uzyskują odpowiednią liczbę punktów w tak zwanej skali Glasgow, według której ustala się stan pacjenta po ciężkim urazie mózgu.

Na czym polega pomoc psychologiczna jakiej może Pani udzielić człowiekowi znajdującemu się w opisywanym wcześniej stanie?

Podstawowym zadaniem psychologa jest ustalenie na jakim poziomie świadomości znajduje się pacjent i próba nawiązania z nim kontaktu. Osoby, które do nas trafiają są przecież w bardzo różnej sytuacji. Od takich, u których kora mózgowa praktycznie się nie zachowała, do takich którzy mają jej mimo urazu całkiem sporo. Wszystko to wpływa w istotny sposób na to czy i jak są w stanie się komunikować oraz na to jakie są ich rokowania. Wszyscy w klinice walczymy o to, żeby pacjenci osiągnęli maksymalny właściwy dla siebie stan świadomości. Chciałabym jednak zwrócić uwagę, że tak naprawdę bardzo rzadko  oznacza to powrót do stanu zdrowia sprzed zapadnięcia w śpiączkę. Osoba, którą uznaje się za wybudzoną nadal ma przecież poważne problemy ze zdrowiem i wymaga intensywnej rehabilitacji. U każdego te problemy mogą być inne. Jedni mają kłopoty z poruszaniem się, inni nie mówią, kolejni mogą mieć problemy z pamięcią lub z wykonywaniem nawet najprostszych czynności dnia codziennego. Bardzo często muszą uczyć się wszystkiego od podstaw. W początkowym okresie więc kiedy świadomość pacjenta jest bardzo ograniczona, rolą psychoterapeuty  jest obserwowanie wszystkich jego reakcji, dostrojenie się do oddechu i nastroju pacjenta, i co bardzo istotne praca z najbliższymi osoby chorej. Proszę sobie bowiem wyobrazić jak dramatyczna jest sytuacja rodziny osoby w stanie śpiączki. Potrzebuje ona opieki 24 godziny na dobę i pomocy we wszystkich czynnościach, a często nie ma z nią żadnego kontaktu. To bardzo ciężka do zniesienia sytuacja i wiele osób przeżywa załamanie nerwowe lub popada w rozpacz. Psycholog musi więc nauczyć doceniania innego rodzaju kontaktu i bycia z chorym. Towarzyszy i pomaga przechodzić kolejne etapy radzenia sobie z traumą od zaprzeczania do akceptacji.

Często pierwszy jeszcze na wpółświadomy uśmiech jaki pojawi się na twarzy pacjenta jest dużym sukcesem rehabilitacyjnym. Przy wychodzeniu z tej choroby niezwykle ważna jest cierpliwość. Wszystko robimy małymi kroczkami. Jednocześnie psychologowi nie wolno odebrać nikomu nadziei, a jest to rzecz wymagająca bardzo dużej empatii. Często bowiem najbliżsi chorego pod wpływem przedstawianych w mediach historii z happy endem wyobrażają sobie, że kiedy najgorszy koszmar minie, wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wróci do normalności. Ludzie w ogóle nie biorą pod uwagę, że po przebudzeniu chory może już do końca życia mieć różne problemy zdrowotne, a nawet być osobą ze sprzężonymi niepełnosprawnościami. Praca psychologa i umiejętne uświadamianie ludziom z czym mogą się zetknąć, przy jednoczesnym podtrzymywaniu ich na duchu jest zadaniem niezwykle trudnym i odpowiedzialnym.

Czy zatem dla osób wybudzonych nie ma nadziej na powrót do pełnej sprawności?

Zdarza się to niezwykle rzadko, ale dotykamy tu innego bardzo ważnego problemu. Warto zapytać co to jest pełna sprawność? Na przykład pan redaktor jest osobą niewidomą i mającą problemy z poruszaniem się, a jednak radzi pan sobie w życiu doskonale. Być może więc nie warto oczekiwać od człowieka, że będzie robił wszystko tak jak dawniej. Ma przecież szansę nauczyć się radzić sobie w nowej sytuacji i być osobą szczęśliwą. Odpowiednio prowadzona i stała rehabilitacja jest oczywiście rzeczą niezbędną, bo na przykład moment, kiedy pacjentowi wraca świadomość i zaczyna zdawać sobie sprawę z położenia w jakim się znalazł jest chwilą bardzo trudną. Nie łatwo przecież zaakceptować niepełnosprawność czy sytuację pełnej zależności od innych. Gdy więc uda się już pacjenta wybudzić, często bliscy oddychają z ulgą, a on przeżywa właśnie najtrudniejszy kryzys psychiczny. Niestety jest to jednocześnie chwila, w której musi opuścić naszą klinikę, ponieważ uznaje się go za wyleczonego i zgodnie z obowiązującymi przepisami nie może przebywać w Budziku dłużej niż dwanaście miesięcy. W sytuacjach wyjątkowych można przedłużyć jego pobyt jeszcze o kwartał.

Co dzieje się z pacjentami dalej? Czy mają zagwarantowaną pomoc państwa?

Opiekę nad nimi muszą przejąć najbliżsi. Pacjent, który jest wybudzony i podejmuje rehabilitację może mimo różnych problemów uważać się za szczęściarza. Jest przecież bardzo wiele osób, które nie odzyskują świadomości lub odzyskują ją w stopniu bardzo ograniczonym. Są wtedy całkowicie uzależnione od pomocy innych jeśli nie mają opiekuna lub ich opiekunowie umierają, nie pozostaje im nic innego jak trafić do domu opieki.

W Budziku możecie się jednak pochwalić wieloma sukcesami. Pomogliście bardzo wielu dzieciom w śpiączce. Dzięki czemu udaje wam się osiągać tak duże sukcesy?

Nie ma jednej konkretnej przyczyny, ale myślę, że bardzo duże znaczenie ma fakt, że jesteśmy niezwykle nowoczesną i jedyną tego typu placówką na świecie. Budzik powstał dzięki działaniom podjętym przez Ewę Błaszczyk, która stworzyła fundację Akogo. Dramatyczną historię córki pani Ewy znają chyba wszyscy. Znalazła się ona w stanie śpiączki będąc małym dzieckiem. Budzik koncentruje się właśnie na pomocy dzieciom, z którymi pracują bardzo doświadczeni specjaliści z różnych dziedzin medycyny, między innymi neurologii  czy psychologii. Pracujemy z olbrzymim zaangażowaniem i każde wybudzone dziecko to dla nas olbrzymia radość i wielka motywacja do działania. Warto jednak pamiętać, że nie wiemy jeszcze na temat śpiączki bardzo wielu rzeczy. To ciągle obszar w którym mamy przed sobą wiele zagadek i pytań na które nie znamy odpowiedzi. Ciągle poszukujemy i robimy wszystko, żeby zrozumieć co i w jaki sposób dzieje się z naszymi pacjentami. Nie mamy więc złotych recept i pewnych sposobów, dlatego każdy sukces osiągnięty jest ciężką pracą ale można powiedzieć, że jest też swoistym uśmiechem losu, który pozwolił nam pomóc, a pacjentowi dał drugą szansę. . W takich właśnie sytuacjach każdy z nas docenia swoje życie oraz to co ma zagwarantowane na co dzień i nad czym często w ogóle się nie zastanawia.

______

foto. Fundacja Akogo

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.