Na zdjęciu widać zawodników drużyny, siedzących na wózkach w dwóch rzędach - w pierwszym siedzą 4 osoby, w kolejnym 6, za nimi stoi trener. Zdjęcie jest zrobione na sali gimnastycznej, pod sufitem wiszą flagi, na ścianie plakaty.

Byki z Chicago miały swojego Michaela Jordana, królewski piłkarski klub z Madrytu Raula Gonzalesa.

W podwarszawskim Konstancinie natomiast gra fantastyczny zespół koszykówki na wózkach, odnoszący sukcesy nie tylko na krajowym podwórku, ale także w rozgrywkach międzynarodowych. Odnosimy sukcesy bo trafiają do nas ludzie, którzy naprawdę wiedzą czego chcą: opowiada mi Wojciech Makowski trener i wiceprezes IKS GTM Konstancin.

Z panem Wojciechem spotykamy się we wtorkowy wieczór w konstancińskiej hali sportowej gdzie jak na dłoni widać, że to niewielkie, choć znane miasto przesiąknięte jest duchem sportu. Hala bowiem przedzielona jest kotarami na trzy części, a na każdej z nich trwa rywalizacja w innej dyscyplinie sportu. W pierwszej części słychać okrzyki walczących piłkarzy, w drugiej charakterystyczny stukot piłeczki odbijającej się od stołu do ping ponga. Trzecia natomiast zarezerwowana jest dla koszykarzy na wózkach. Nasza rozmowa odbywa się na chwilę przed treningiem i widać, że trener jest w klubie osobą niezbędną ponieważ co kilka minut ktoś podbiega z jakimś ważnym pytaniem. Wojciech Makowski cierpliwie odpowiada na wszystkie przerywając tylko na moment bardzo ciekawą opowieść o drużynie, której poświęcił kilka ostatnich lat swojego życia. Pytam go zatem co dla niego było magnesem przyciągającym do koszykówki na wózkach?

Ta gra jest niezwykle efektowna, szybka i bardzo dynamiczna – odpowiada trener. Tym co mnie osobiście przyciągnęło do tej dyscypliny była niezwykła ambicja, waleczność i zaangażowanie zawodników, których rywalizację miałem okazję obserwować. Na nasze treningi przychodzą bowiem ludzie, którzy wiedzą czego chcą, pełni energii i mentalnie przygotowani do tego żeby w każdym sezonie walczyć o złoto. Koszykówka na wózkach jest jednak tak naprawdę sportem dla każdego i grać w nią można także w celach rekreacyjnych. Wystarczy mieć ochotę i odpowiedni sprzęt, jednak prawdziwe wielkie emocje sportowe towarzyszą rozgrywkom ligowym i międzynarodowym. Zasady gry nie różnią się specjalnie od obowiązujących w rywalizacji zawodników sprawnych, jedyną zmianą jest wymóg posiadania przez zawodników tak zwanego minimum niepełnosprawności.

Podstawą do gry w naszej dyscyplinie jest niepełnosprawność kończyn dolnych. Stan zdrowia i sprawność każdego zawodnika jest oceniana i otrzymuje on określoną liczbę punktów w tak zwanej punktacji medycznej.

Najsprawniejsi z graczy to ci, u których amputacja nastąpiła poniżej kolan. Otrzymują cztery i pół punkta, natomiast ci z poważnymi uszkodzeniami kręgosłupa mogący posługiwać się w zasadzie tylko rękoma otrzymują jeden punkt. Na boisku występuje pięciu zawodników których suma punktów medycznych w meczu na mistrzostwach Europy czy świata nie może przekroczyć czternastu. W rozgrywkach ligowych czy klubowych nieprzekraczalną granice stanowi czternaście i pół punktu. Dzięki tej zasadzie w każdym zespole występują gracze o różnym stopniu niepełnosprawności i końcowy rezultat spotkania zależy od umiejętności współpracy pomiędzy nimi zaangażowania w grę i czysto sportowych umiejętności. Oczywiście, że posiadanie w drużynie zawodników cztero i pół punktowych bardzo pomaga. Taki gracz wyżej siedzi, ma większy zasięg ramion i jest w stanie poruszać się szybciej, dlatego jeśli zdarzy się że na boisku występują zespoły, z których jeden ma większość zawodników sprawniejszych, a drugi tych z mniejszą liczbą punktów medycznych to nie trudno wskazać faworyta. Musimy jednak pamiętać, że o sukcesie drużyny decyduje dobra gra wszystkich i bardzo często ci teoretycznie mniej sprawni gracze dzięki ogromnej waleczności i zaangażowaniu decydują o losach spotkań. Ciekawostką regulaminową w naszej dyscyplinie jest to, że nie ma tak zwanego błędu podwójnego kozłowania, dlatego zawodnik może odbijać piłkę prawą lewą lub oburącz. Dozwolone jest także nosić piłkę. Mimo iż wszyscy poruszają się na wózkach w koszykówce można popełnić błąd kroków. Dochodzi do niego kiedy zawodnik trzy krotnie napędzi wózek i nie odbije w tym czasie piłki ani razu. Zgodnie z przepisami na dwa napędzenia wózka musi przypadać przynajmniej jeden kozioł. Nasza gra wymaga naprawdę olbrzymiej precyzji. Sądzę, że nawet większej niż ta którą osiągali zawodnicy pełnosprawni. Każdemu kto ma co do tego wątpliwości gorąco polecam, żeby spróbował usiąść na krześle i z odległości ponad sześciu metrów rzucił za trzy punkty. Przekona się wówczas jak pewną i wyćwiczoną trzeba mieć rękę. Takie rzuty są też niezwykle efektowne i czynią z naszej gry naprawdę piękny i ciekawy sport.

Jak trafił pan do zespołu IKS GTM Konstancin?

Początkowo pracowałem w Piaseczyńskim klubie sportowym w sekcji koszykówki i wraz z moimi zawodnikami wyjechałem na obóz sportowy do Zamościa. Razem z nami przebywali tam zawodnicy z Konstancina którzy dopiero zaczynali swoją przygodę z koszykówką. Trenował ich zresztą mój dobry przyjaciel pod wodzą którego Konstancin wywalczył między innymi wicemistrzostwo polski. Wszystko to działo się w 1998 roku. Po upływie dziesięciu lat dostałem od przyjaciela telefon z informacją, że już wówczas znany i utytułowany klub z Konstancina potrzebuje nowego trenera. Zdecydowałem się podjąć to wyzwanie, chociaż był to dla mnie skok na głęboką wodę. Specyfika gry w koszykówkę na wózkach polega przecież na tym, że zawodnik oprócz odbijania piłki musi napędzać wózek, a więc cała taktyka gry, którą planuje trener musi uwzględniać ten fakt i przez to jest zupełnie inna niż w przypadku pracy z zawodnikami pełnosprawnymi.

Moja współpraca z zespołem ułożyła się jednak znakomicie. Za największy sukces możemy uznać z pewnością zdobycie pucharu Polski w 2012 roku, a także wywalczenie w ostatnim sezonie wicemistrzostwa Polski. Regularnie zresztą utrzymujemy się w ligowej czołówce i walczymy o mistrzostwo głównie z drużynami z Rzeszowa i Warszawy. Wielkim sukcesem zespołu są również występy w eurolidze. Gramy w niej od dwóch lat i w swoim pierwszym turnieju w Austrii zajęliśmy drugie miejsce, a rok później we Włoszech wywalczyliśmy trzecią pozycję. Rozgrywki europejskie zorganizowane są w taki sposób, że zespoły podzielone są na trzy grupy, a to w jakiej z nich się znajdujesz zależy od odnoszonych zwycięstw i wywalczonych do klubowego rankingu punktów. My jako niedawni debiutanci zaczynaliśmy siłą rzeczy od najniższego szczebla ale dzięki doskonałym rezultatom mamy realną szansę na awans do grupy B. W przyszłym roku jedziemy do Wiesbaden w Niemczech i jeśli tam wypadniemy równie dobrze to drzwi do rywalizacji z jeszcze silniejszymi drużynami staną przed nami otworem. Do niedawna w naszej drużynie występowało też bardzo wielu kadrowiczów. W tej chwili został nam jeden Rafał Tyburowski. To doskonały zawodnik, regularny król strzelców każdej imprezy mistrzowskiej, który od wielu lat jest liderem naszej drużyny. Występował także przez jeden sezon w lidze włoskiej.

Pracuje pan także jako asystent selekcjonera naszej kadry narodowej. Jakby pan ocenił aktualną pozycję Polski na arenie europejskiej?

Z całą pewnością udało nam się zbudować bardzo dobry i solidny zespół. W tym roku rozgrywane były mistrzostwa Europy i nasza kadra występowała w grupie A, czyli europejskiej elicie. Turniej zaczęliśmy rewelacyjnie pokonując niezwyciężonych od sześciu lat Anglików, którzy zdobyli mistrzostwo trzy krotnie z rzędu. Niestety jednak im dłużej trwał turniej tym było nam trudniej. Zajęliśmy ostatecznie siódme miejsce co pozbawiło nas szansy gry na Igrzyskach w Rio. Zdecydowała o tym tak naprawdę porażka z Holendrami. To dla nas bardzo niewygodny rywal. Mają w zespole zawodników stosunkowo niskich ale bardzo silnych i szybkich stosujących pressing na całym boisku. Opierają swoją grę na tak zwanych dwójkach i trójkach medycznych, czyli na zawodnikach o średnim stopniu sprawności. W naszej drużynie występują głównie gracze o punktacji cztery, cztery i pół wysocy, których zadaniem jest wywalczenie pozycji pod koszem i oddanie skutecznego rzutu. Przy przeciwniku który stosuje agresywny pressing na całej długości boiska to zadanie jest jednak mocno utrudnione i niestety akurat ten mecz skończył się naszą porażką. Dodatkowo pechową okolicznością było to, że rozgrywaliśmy go późnym wieczorem, a kolejne starcie z Hiszpanią które mogło nam dać jeszcze szansę na piąte miejsce odbyło się kolejnego dnia rano. Zawodnicy byli podłamani porażką z Holendrami i nie dali rady także z zespołem z Półwyspu Iberyjskiego, a tylko pierwsza piątka kwalifikowała się do Igrzysk i więcej szans nie będzie. Nie składamy jednak broni. Cały czas ciężko pracujemy. Z pewnością należymy do czołówki europejskiej, a naszym kolejnym celem długoterminowym jest olimpiada w Tokio. Warto jednak zauważyć, że nawet ścisłej elicie europejskiej, którą stanowią Anglicy, Turcy i Niemcy jest bardzo daleko do poziomu jaki osiągnęły najlepsze teamy świata takie jak Kanada, Australia czy Stany Zjednoczone. Oglądałem podczas ostatniej olimpiady mecz finałowy pomiędzy Kanadą i Australią. Obydwie drużyny stworzyły fantastyczne widowisko, a poziom był z punktu widzenia europejskiego kosmiczny. Ostatecznie Kanada wyraźnie pokonała Australijczyków, ale kangury na pewno są w stanie bez kłopotu ograć każdy zespół europejski.

Jak w Polsce zorganizowane są rozgrywki ligowe?

Liga podlega pod polski związek koszykówki tak samo jak zawodnicy pełnosprawni. W ekstraklasie która cały czas się rozrasta występować będzie obecnie osiem drużyn. Są one podzielone na dwie grupy geograficzne. Sezon zasadniczy składa się z odbywających się co dwa, trzy tygodnie trzech turniejów czterozespołowych w których zdobywamy punkty do ligowej tabeli. Następnie cztery najlepsze drużyny rozgrywają systemem każdy z każdym turniej finałowy o mistrzostwo Polski, a drużyny z miejsc 5 8 walczą w ten sam sposób o utrzymanie. Zazwyczaj kiedy już wybieramy się na turniej rozgrywamy dwa mecze dziennie ponieważ podróże sam sprzęt i jego przewożenie wiążą się z dużymi kosztami. Mało kto wie, że dobry wózek sportowy kosztuje średnio dziesięć tysięcy złotych i jest robiony pod konkretnego zawodnika. Oczywiście gracz taki mógłby teoretycznie zagrać na innym wózku, ale korzystanie ze sprzętu który nie jest zrobiony pod wymiar obniża komfort, a co za tym idzie skuteczność gry. Na szczęście Konstancin jest jednym z trzech zespołów w Polsce, który nie może narzekać na finanse. Wspierają nas firma GTM której właścicielem jest Tomasz Walisiewicz były doskonały zawodnik koszykówki na wózkach, a także szermierz medalista paraolimpiady w Sydney, piekarnia szwajcarska, która pomaga nam zwłaszcza gdy lecimy na mecze w rozgrywkach europejskich, oraz urząd miasta i gminy Konstancin od którego otrzymujemy dotacje. Czwartym naszym partnerem na którego zawsze możemy liczyć jest Centrum Kompleksowej Rehabilitacji, którego prezes pan Karwowski zawsze pomaga nam rozwiązać trudności transportowe. Dwa inne kluby, które pozyskały sponsorów to coraz silniejsza drużyna z Kielc oraz zespół z Konina. W Polsce istnieje także druga liga, którą tworzą trzy drużyny aktualnie jedna nowopowstała, jedna reaktywowana oraz spadkowicz z ekstraklasy. Rozegrają one między sobą turniej o awans. Organizowane są także w naszym kraju rozgrywki pucharu Polski, w których ostatnio nasza drużyna wywalczyła trzecie miejsce przegrywając pół finał z zawodnikami z Kielc. Pozyskiwanie nowych zawodników przychodzi jednak z coraz większym trudem. Patrząc z perspektywy trenera takiego jak ja to wielka szkoda, że zamykane są ośrodki dla osób z niepełnosprawnością. Kiedy zaczynałem pracę w klubie funkcjonowała placówka w centrum kształcenia i rehabilitacji. Właśnie przy takich miejscach można było tworzyć kluby. Dzisiaj większość osób funkcjonuje w szkołach integracyjnych. Busik zabiera je do szkoły i przywozi z powrotem do domu. Takie osoby już na trening nie dojedzie.

W jaki sposób zatem może pan przekonać młodych ludzi do uprawiania sportu. Co może on zmienić w ich życiu?

Sport przede wszystkim pomaga każdemu się usamodzielnić. Człowiek wyjeżdża na obóz i nie może już liczyć na ciągłą pomoc mamusi czy tatusia. Uczy się rozwiązywać problemy. Kształtuje charakter i budzi się w nim duch walki. Poza tym koszykówka jest moim zdaniem najszybszym i najbardziej widowiskowym sportem spośród wszystkich uprawianych przez osoby z niepełnosprawnością. Gra w nią sprawia ogromną przyjemność. Jest w końcu aspekt finansowy. Zawodnicy w takich ligach jak Turecka, Włoska Francuska czy Niemiecka zarabiają naprawdę olbrzymie pieniądze, które pozwalają im nie tylko żyć na europejskim poziomie, ale jeszcze odłożyć parę groszy na przyszłość. U nas wprawdzie stypendiów na razie nie ma, ale zawsze jest szansa że wybijający się zawodnik trafi do ligi zagranicznej lub osiągnie sukces z reprezentacją, a przypominam że nagrody dla zawodników sprawnych i tych z niepełnosprawnością zostały zrównane już podczas olimpiady w Londynie. Koszykówka to wreszcie szansa na sprawdzenie własnych możliwości, wyrobienie w sobie sportowego ducha. Jeszcze jakiś czas temu jako trener łączyłem pracę z zawodnikami na wózkach z pracą z młodzieżą poruszającą się o własnych siłach. Dzisiaj już chyba nie wróciłbym do tego drugiego zajęcia. Jeśli porównam zaangażowanie zarówno dzieciaków jak i starszych zawodników na wózkach z podejściem do sportu dzisiejszej młodzieży to naprawdę ma ona się czego uczyć od ludzi z niepełnosprawnością. Człowiek w naszym klubie jest zdecydowany osiągnąć sukces i ciężko na niego pracuje. Nikt się nie marze, nie płacze, że coś mu nie pasuje i dlatego ja jestem pełen podziwu dla osób z niepełnosprawnością uprawiających sport. Można powiedzieć, że wszedłem już całym sobą w to środowisko. Na początku bałem się, żeby nie powiedzieć czegoś nie właściwego, żeby broń boże nikogo nie urazić. Tymczasem spotkałem się z ludźmi niezwykle dowcipnymi, którzy podchodzą do własnych ograniczeń z ogromnym poczuciem humoru. Wyrażenia w stylu ty kulawy, ty tetrusie używane oczywiście żartobliwie przez zawodników są na porządku dziennym. Sądzę, że tworzymy coś więcej niż zespół. Jesteśmy jedną wielką koszykarską rodziną, w której wszyscy zawodnicy bardzo się szanują. Dodatkowym atutem tego sportu jest to, że można go uprawiać bardzo długo nawet do czterdziestki czy pięćdziesiątki. Znakomitym przykładem może tu być legenda naszej dyscypliny zawodnik z Rzeszowa, Jan Cyrul, który mimo iż przekroczył pięćdziesiątkę wciąż gra na wysokim europejskim poziomie i potrafi cieszyć się tą grą. Właśnie takich pasjonatów nam trzeba. Ludzi, dla których koszykówka jest ważną częścią życia i którzy nawet po zakończeniu kariery jeżdżą z drużyną pokibicować bo chcą być ciągle razem z nami. Zachęcam więc wszystkich młodych i starszych, którzy chcieli by spróbować sił w sporcie przyjdźcie na nasz trening, a zobaczycie że wspólna gra i bycie w wielkiej koszykarsko-konstancińskiej rodzinie to wspaniała życiowa przygoda.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.