Barier architektonicznych mogłoby w ogóle nie być gdyby nie istniały w naszych głowach.

O najskuteczniejszym sposobie likwidacji przeszkód w budynkach i przestrzeni miejskiej porozmawiam ze Zbigniewem Tomaszczykiem znanym warszawskim architektem.

Na początku naszej rozmowy nasuwa mi się pytanie, które pewnie słyszał Pan już wielokrotnie, a mimo to jest wciąż aktualne. Czy na studiach architektonicznych porusza się ze studentami problem dostępności przestrzeni miejskiej dla osób z niepełnosprawnością?

Oczywiście, że odbywają się takie zajęcia. Z roku na rok jest ich nawet coraz więcej nie można więc mówić, że przyszli projektanci kończą studia nieświadomi, z jakimi przeszkodami przestrzennymi musi walczyć na co dzień osoba z niepełnosprawnością.

Sądzę więc, że głównym problemem nie jest brak świadomości, ale narodowa mentalność przejawiająca się na przykład w tym, że jeśli widzimy ograniczenie prędkości do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę to jedziemy sześćdziesiąt. Nie mamy w zwyczaju szanować reguł i przepisów prawa. Tak fatalna postawa objawia się w innych dziedzinach życia społecznego.

W Polsce obowiązują bardzo konkretne przepisy jeśli chodzi o budownictwo. Zgodnie z nimi każdy budynek użyteczności publicznej musi być zaprojektowany i potem zrealizowany w taki sposób, aby człowiek nie zależnie od stopnia niepełnosprawności mógł do niego swobodnie wejść i bez problemu poruszać się wewnątrz. W zależności jednak od nastawienia inwestora lub projektanta przepis można interpretować w sposób dla siebie najwygodniejszy. Podam przykład. Jeśli przepis mówi o tym, że w budynku powinna znajdować się toaleta dostosowana dla osób z niepełnosprawnością ruchową, to można podczas procesu powstawania obiektu dostosować każdą toaletę. Bardzo często jednak dzieje się tak, że dostosowywana jest tylko jedna, chociaż nie ma to żadnego logicznego uzasadnienia, bo przecież osoba z niepełnosprawnością potrzebuje dokładnie tyle samo czasu co zdrowa, żeby do niej dotrzeć. Dlaczego więc odbiera jej się prawo korzystania z dowolnej toalety i zmusza do gnania na drugi koniec budynku? Widzimy więc, że to nie przepisy, ale sposób podejścia do problemu osoby odpowiedzialnej i nas wszystkich ma decydujące znaczenie.

Zgadzam się z Panem, że nastawienie ma ogromny wpływ na końcowy efekt prac nad budynkiem, ale czemu uznaje Pan przepisy prawne za mało skuteczne? Przecież budynek postawiony niezgodnie z wymogami nie powinien być w ogóle odebrany. Tymczasem na wielu nowoczesnych warszawskich osiedlach widzimy miliony schodów na pierwszy rzut oka zupełnie zbędnych. Czy ich budowanie ma jakieś uzasadnienie ekonomiczne? Czy cała inwestycja jest dzięki temu tańsza?

W przypadku schodów każdą sytuację należałoby rozpatrywać odrębnie, ponieważ przepisy precyzyjnie określają kiedy mogą być zbudowane i czy są niezbędne. Czasami są one jedynym rozwiązaniem ze względu na ukształtowanie terenu i konieczność wyrównania różnic między jego fragmentami. Nawet wtedy jednak można i należy obok schodów zastosować rozwiązania, które umożliwią, na przykład wózkowiczom, poruszanie się po osiedlu. Świetnie sprawdza się w takiej sytuacji rampa czy droższe rozwiązanie – podnośnik. Niestety często zdarza się, że buduje się ją gdzieś na końcu placyku i główna komunikacja odbywa się tak jakby osób niepełnosprawnych w ogóle w pobliżu nie było. Schody są budowane bardzo często dlatego, że to rozwiązanie najprostsze i łatwe w utrzymaniu. Ten sposób myślenia prowokuje do omijania przepisów, dlatego właśnie wspomniałem, że choć istnieją to nie do końca działają.

Jaki pańskim zdaniem jest najlepszy sposób na zmianę tej sytuacji. Co można zrobić żeby uwrażliwić ludzi i pozbyć się barier?

Odpowiadając na to pytanie chciałbym się odwołać do najbardziej aktualnego i tragikomicznego przykładu jaki stanowią bulwary wiślane. Jest dla mnie nie pojęte, że można było nie tylko zaprojektować ale wykonać i odebrać obiekt, który ewidentnie nie spełnia wszystkich norm. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to musi bardzo naginać zarówno przepisy jak i rzeczywistość. W praktyce wygląda to przecież tak, że osoba na wózku nie jest w stanie w żaden sposób skorzystać z tarasu widokowego, a to tylko jedna z całej masy usterek i barier.

Mówiąc, że jest to tragikomiczne miałem na myśli fakt, że tuż obok bulwarów właściwie w tym samym ciągu stoi niedawno wybudowany budynek jakim jest Centrum Nauki Kopernik, oczywiście w pełni dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych. Tam w ramach ekspozycji znajduje się rzecz kapitalna.

Jest to niewielki tor przeszkód który należy pokonać na wózku. Osoba sprawna siadając na wózek i próbując manewrować może sprawdzić z jakimi przeszkodami spotyka się na co dzień wózkowicz w przestrzeni miejskiej. Są tam krawężniki, progi, drzwi w których trzeba się zmieścić, a wcześniej oczywiście samemu je otworzyć.

Moim zdaniem taki tor pełni ogromną i pozytywną rolę edukacyjną. Dzięki niemu każdy niezależnie od wieku może doświadczyć tego, co osoba poruszająca się na wózku. Reakcje ludzi na takie doświadczenie są bardzo różne. Najnormalniej podchodziły do sprawy dzieci. Widziałem, że większość z nich nie poddawała się i kombinowała jak sobie poradzić w trudnej sytuacji i przejechać tor do końca. Z pewnością zapamiętają to doświadczenie, dzięki czemu łatwiej im będzie w przyszłości zwrócić uwagę na potrzeby osób z niepełnosprawnościami ruchowymi. Osoby dorosłe natomiast najczęściej bardzo szybko rezygnowały z walki – bo taka jazda na wózku to zazwyczaj walka. Już pierwszy krok jakim była próba odwrócenia się stanowił dla nich barierę nie do przejścia. Zamiast przebrnąć tor do końca zerkały czy są obserwowane i jeśli nie to rezygnowały, i czmychały z wózka.

Właśnie dlatego wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem problemu braku wrażliwości czy świadomości jest edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Problem dostępności przestrzeni dla wszystkich powinien być poruszany jak najwcześniej i omawiany już z małymi dziećmi, w formie jak najbardziej naturalnej, choćby tak jak zrobiono to w Koperniku, bo na studiach to już troszeczkę późno, Człowiekowi który nigdy wcześniej nie zetknął się z problemem często może się wydawać, że na przykład rugby czy szermierka na wózkach to nic trudnego, zwłaszcza gdy obejrzy się migawki w telewizji z zawodów sportowców niepełnosprawnych. Ot tu się pojedzie, tu trochę pomacha rękami i nic w tym trudnego. Dopiero kiedy sami czegoś doświadczamy okazuje się, że jest to o wiele trudniejsze niż nam się początkowo wydawało. Dotykamy tu zresztą jeszcze jednej ciekawej kwestii nad którą warto się zastanowić. Problem wózkowiczów dotyczy dużo większej rzeszy społeczeństwa. Żyjemy coraz dłużej, jako społeczeństwo starzejemy się w szybkim tempie i z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuszczać, że każdy z nas za kilkanaście, kilkadziesiąt lat będzie w jakimś stopniu niepełnosprawny. Wtedy przydadzą mu się windy, podjazdy, toalety czy dostosowane przejścia. Czy zatem nie warto przygotować się do tego zawczasu i zamiast tworzyć bariery zacząć domagać się dostosowania przestrzeni? Ten problem dotyczy również młodych osób – przecież rodzice przewożący dzieci w wózkach muszą przebrnąć przez takie same przeszkody.

Warto czasami przejechać przez miasto na wózku lub przejść przez nie z zasłoniętymi oczami, albo zatkanymi uszami, po to żeby samemu doświadczyć czegoś nowego i lepiej zrozumieć innych.

Wspomniał Pan o tym, że bulwary nie powinny zostać odebrane. Jak to się więc stało, że zostały otwarte pomimo tych wszystkich delikatnie mówiąc niedoróbek?

To bardzo dobre pytanie, ale niestety nie jestem w stanie do końca na nie odpowiedzieć, bo mam za mało wiedzy o projekcie. Mogę jedynie przypuszczać, że stało się tak w wyniku kolejnych błędów na różnych etapach inwestycji lub twórczej interpretacji przepisów, o której już wspominałem. Być może swoją rolę odegrały także jakieś względy poza budowlane, ale mam nadzieję, że tak nie było. Dobrze, że problem z bulwarami, które same w sobie są cudowne i wręcz niezbędne dla Warszawy jako miasta dla ludzi, a nie dla samochodów został nagłośniony od razu po otwarciu. Jestem przekonany, że dzięki temu kontynuacja budowy bulwarów będzie się na pewno odbywać bez takich nieporozumień i błędów projektowych. Zarządzono audyt procesu powstawania bulwarów, który powinien wykazać gdzie i jakie błędy popełniono. Istnieje także możliwość ich poprawienia na obecnie wybudowanym fragmencie. Być może problem niedostępności bulwarów wziął się stąd, że jedna z firm, która je budowała zbankrutowała. Błędy kosztują sporo, a są tym bardziej zaskakujące, że w przypadku tej budowy inwestorem jest miasto, które rozpisując konkurs musiało brać pod uwagę wszystkie obowiązujące przepisy prawne oraz zarezerwować środki wystarczające na realizację przedsięwzięcia. Nie jest zatem możliwe, żeby o osobach z niepełnosprawnością zapomniano już na etapie ogłaszania przetargu.

Czy wszystkie projektowane przez Pana budynki po ukończeniu budowy są dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnością?

Naturalnie, że tak. Ostatnio oddawaliśmy do użytku szkołę na Białołęce. Budynek jest dwukondygnacyjny i dlatego w projekcie uwzględniliśmy m.in windę, żeby zapewnić dostępność obiektu dla wszystkich. Dodatkowo całość zaprojektowano w taki sposób, aby w budynku była bardzo duża dynamika kolorów co pozwoli osobom niedowidzącym łatwiej zorientować się w przestrzeni. Dbamy również o to, aby wszystkie projektowane przez nas hotele były przystosowane i miały więcej rozwiązań ułatwiających funkcjonowanie osobom niepełnosprawnym w budynku niż wymagają tego normy . Aktualne przepisy dają projektantom odpowiednie wytyczne. Osobiście jednak uważam, że zbyt szczegółowe przepisy ugruntowują tylko podziały i nigdy nie zapobiegną niekorzystnym interpretacjom minimalizującym stosowanie potrzebnych rozwiązań dla niepełnosprawnych. Jestem przekonany, że dobrze wykształcony projektant, który ma świadomość co to znaczy zmagać się z barierami architektonicznymi, nie musi zastanawiać się nad tym czy spełnia przepisy czy nie. On po prostu będzie potrafił wszystko dostosować i wie o co w tym chodzi. Poznał problem, przeżył go i czuje potrzeby innych. Ma to w duszy i nikogo nie wykluczy z możliwości korzystania z projektowanego przez siebie obiektu.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Jeden komentarz: On Barier architektonicznych mogłoby w ogóle nie być gdyby nie istniały w naszych głowach.

  • Świetny projekt na tym obrazku. Szkoda, że krawędzie nie są kontrastowo oznaczone i nawet widzący poruszający się po tej przestrzeni po prostu z góry na dół lub odwrotnie ma problem z zauważeniem zmian poziomów :/ Jest to nagminnie powtarzany błąd w projektach przestrzeni publicznych :/

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.