Jedziemy do Francji.

Wszyscy, którzy znają mnie chociaż trochę nie mogą mieć chyba wątpliwości o czym będzie dzisiejszy wpis. Wczoraj wieczorem miałem to wielkie szczęście być w grupie osób które bezpośrednio z trybun stadionu narodowego widziały awans Polaków na Euro 2016 we Francji.

Atmosfera panująca na trybunach w trakcie meczu ,jest wprost niesamowita i trudna do opisania. Na wiele godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego w kierunku stadionu ciągnie długi sznur samochodów, autobusów i autokarów z każdego zakątka Polski. Ludzie z flagami szalikami, i wymalowanymi na białoczerwono twarzami walczą, żeby dostać się na stadion na czas i nie stracić z niezwykłego spektaklu ani sekundy. Kiedy spiker podaje skład drużyny narodowej po każdym nazwisku rozlega się gromkie ole. Gdy przychodzi do śpiewania mazurka Dąbrowskiego uniesienie patriotyczne dochodzi do zenitu. Każdy dosłownie każdy z 58 tysięcznego tłumu daje wszystko co ma w płucach i gardle żeby pieśń jeszcze Polska nie zginęła słyszalna była w całej Europie ba na całym świecie i zrobiła piorunujące wrażenie na przeciwnikach. Jeszcze tylko minuta ciszy poświęcona ofiarom zamachu w Turcji i tym którzy zginęli w pożarze w Irlandii.

Stadion na moment zamiera jednak każdy z obecnych czuje całym ciałem, że to cisza przed burzą. Wrażenie to można porównać do momentu skupienia zawodników w blokach startowych, którzy czekają na strzał i muszą ruszyć idealnie w tym konkretnym ułamku sekundy gdy on się rozlegnie. Cały stadion buzuje niewypowiedzianymi nie wykrzyczanymi jeszcze emocjami. Wreszcie jest. Zabrzmiał gwizdek sędziego i białoczerwone morze ludzi ożyło. Polska białoczerwoni niesie się po trybunach i chyba słychać to w promieniu piętnastu kilometrów od stadionu.

Polacy od początku ruszyli na Irlandczyków. Walczą z ogromną determinacją. Nie odstawiają nogi. Pamiętacie jeszcze te drużynę, która dwa lata temu obrywała od każdego przeciwnika Przypominacie sobie tych przestraszonych nie wiedzących co i jak grać ludzi? Dzisiaj nie ma już po nich ani śladu. Każdy Polak jest jak wygłodniały tygrys, który ma świadomość swojej siły i chce błyskawicznie zniszczyć przeciwnika. W czternastej minucie Grzegorz Krychowiak oddaje fantastyczny strzał z dwudziestu. Dawniej takie uderzenia lądowały gdzieś daleko w trybunach. Tym razem strzał jest tak piękny i precyzyjny, że nie pozostawia bramkarzowi Irlandzkiemu żadnych szans. Stadion choć nowoczesny i solidny trzęsie się w posadach od okrzyku radości polskich kibiców. Ludzie rzucają się sobie w ramiona. Jeden gada przez drugiego chcąc podzielić się z sąsiadem wrażeniami. Nagle konsternacja. Co to nie zdążyliśmy jeszcze dobrze usiąść na krzesełkach a Turek wskazuje na jedenasty metr. Rzut karny dla Irlandczyków.

Większość ludzi na trybunach nie wie w ogóle co tam się stało w polu karnym. Radość ustępuje w jednej chwili. Cały stadion wypełnia się niepokojem, wściekłością którą arbiter z Turcji musi chyba czuć przez skórę i wrogością do Waltersa który przy akompaniamencie ogłuszających gwizdów podbiega do piłki. Gol. Niestety gol dla przeciwnika. Przez chwilę na trybunach trwają nerwowe kalkulacje. Trzeba szybko odpowiedzieć na tą bramkę. A co będzie jeśli Irlandczycy strzelą na dwa jeden. Każdy z nas nerwowo ściska w dłoniach szalik a zimno które tego wieczoru czuć naprawdę solidnie staje się jakby bardziej dotkliwe. Polacy jednak nie rezygnują i każdy obiektywny obserwator przyzna, że to też wielka zasługa trenera. W trakcie meczu nie tracimy głowy.

Gramy swoje niezależnie od rezultatu. Jak bardzo opłaca się taka postawa mogliśmy się przekonać w Szkocji kiedy Lewandowski wyrównał w ostatniej minucie meczu. Tym razem nie trzeba było czekać tak długo na kolejny przebłysk jego geniuszu. W czterdziestej drugiej minucie uderzył głową z dwunastu metrów tak jak przed laty Andrzej Szarmach. Siła i precyzja ciosu była tak wielka że bramkarz Irlandii mógł tylko bezradnie patrzeć na to jak piłka niczym skórzany pociska wpada do siatki. Oto co znaczy mieć w swoich szeregach piłkarskiego wirtuoza. Najlepszą dziewiątkę świata. To właśnie Lewandowski rozstrzygnął ten mecz jeszcze przed przerwą zdobywają według jednych 32 według innych 34 bramkę w reprezentacji narodowej. Jedno jest pewne. To nasz najlepszy zawodnik od lat. W tabeli strzelców wszechczasów naszej kadry wyprzedzają go już tylko takie legendy jak Ernest Pohl Kazimierz Deyna Grzegorz Lato i Włodzimierz Lubański. Biorąc jednak pod uwagę tempo w jakim Lewandowski zdobywa ostatnio gole dogoni ich wszystkich w ciągu najbliższych dwóch lat. A może nawet szybciej.

W przerwie korzystając z tego, że znajduję się w strefie dla tak zwanych vipów idę do sali w której przygrywa muzyka a stoły uginają się pod ciężarem .szyneczek pasztecików kurczaków indyków dyń ciasteczek i w ogóle wszystkiego czego dusza zapragnie. Między jednym a drugim kęsem wszyscy dyskutują o tym jak pięknie gra nasza drużyna. Czas płynie szybko i zanim się obejrzeliśmy rozpoczęła się druga połowa. Również w niej emocji nie brakowało bo Irlandczykom do awansu wystarczał przecież jeden zdobyty gol. Rzucili się więc do ataku jak szarańcza z zielonej wyspy, ale w końcu i my mieliśmy kiedyś tą wyspą zostać więc trafiła kosa na kamień. Walka rozgorzała z jeszcze większą intensywnością. Obydwie drużyny miały swoje szanse a w 81 minucie zgromadzeni na stadionie kibice omal nie dostali zbiorowego zawału serca kiedy to po strzale jednego z Irlandczyków od straty gola uratowała nas tylko fenomenalna interwencja Łukasza Fabiańskiego.

Kolejny stres przerzyliśmy gdy Turek mimo intensywnych próśb Tomasza Zimocha który na antenie polskiego radia krzyczał kończ ten mecz przedłużył spotkanie o pięć minut. I właśnie w tym doliczonym czasie w tym niezwykle newralgicznym momencie znów dał o sobie znać talent i rozum Roberta Lewandowskiego. Najpierw dał się sfaulować obrońcy Irlandzkiemu, który otrzymał drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska. Potem mądrze przetrzymywał piłkę oddalając grę od naszego pola karnego i nie dopuszczając do tego by Irlandczycy w jakikolwiek sposób nam zagrozili.

Wreszcie rozbrzmiał upragniony gwizdek. W niebo wystrzeliły confetti a nasi piłkarze już szczęśliwi i rozluźnieni przyłączyli się do wybuchu entuzjazmu trybun skandujących głośno dziękujemy dziękujemy. Mecz był wielkim i wspaniałym wydarzeniem, które dało nam wszystkim mnóstwo radości. Po raz pierwszy od wielu lat Polacy wygrali tak zwany mecz o wszystko. Po raz trzeci z rzędu zagramy na mistrzostwach Europy ale jednocześnie po raz pierwszy awans wywalczył polski trener. Teraz przed nami kilka miesięcy spokojnych przygotowań do turnieju.

W naszej drużynie już dziś gra kilku zawodników na światowym poziomie. Oprócz Lewandowskiego w świetnej formie są Kamil Glik Arkadiusz Milik czy Grzegorz Krychowiak. Mamy także bardzo solidnych bramkarzy. Na innych pozycjach natomiast trzeba nadal szukać zawodników zdolnych do rywalizacji na najwyższym poziomie. nie jest to zadanie proste, ale obserwując dotychczasową pracę Adama Nawałki wierzę, że ten człowiek sobie z nim poradzi. Jak każdy inny kibic czekam teraz na losowanie grup mistrzostw Europy i wierzę głęboko wierzę w to, że niezależnie od tego kogo przydzieli nam los tym razem wyjdziemy do fazy finałowej.

Dziękuję wam Polacy za tą wczorajszą radość za te chwile pięknych wzruszeń jakie dzięki wam przeżyłem i jako że z całej śiły ściskam za was kciuki dalej, pisanie staje się niemożliwe więc muszę je teraz zakończyć.

Udostępnij poprzez:
Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponShare on TumblrEmail this to someone

Jeden komentarz: On Jedziemy do Francji.

Zostaw komentarz:

Twój email nie będzie upubliczniony.